Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Miasteczko księży, czyli z wizytą w Pelplinie

PELPLIN MIASTO KSIĘŻY
Udostępnij

Miasteczko zamieszkane przez samych tylko księży? Z wyłącznie budynkami klasztornymi, kościołami i kaplicami? Z dzwoniącymi na kolejne msze święte dzwonnicami? Czy to możliwe?

Pewnie i możliwe. Ale póki co, to raczej wizja mocno futurystyczna. Jeśli jednak mielibyśmy wybrać w Polsce miasteczko, na bazie którego taką futurystyczną wizję mielibyśmy zbudować, najprościej byłoby pojechać na słynne Kociewie. To samo Kociewie, o którym z taką estymą mówi w wywiadach Wojciech Cejrowski.

Gdy w 1274 roku książę pomorski Mszczuj II przekazywał cystersom pewną maleńką wioskę na kociewskich ziemiach, było już jasne, że to miejsce nie ma innej szansy rozwoju niż ścisła droga z Panem Bogiem pod rękę. I tak maszerują po dziś dzień. A Pelplinowi, o którym tu mowa, wyszło to wyłącznie na dobre.

 

Pelplin, czyli „Boża miejscowość”

– Szczęść Boże!

– A Bóg zapłać, Bóg zapłać – odpowiada mi sympatycznie wyglądający młody kleryk.

Spotkam ich dziś jeszcze przynajmniej kilku, jeśli nie kilkunastu. Wszystko przez stojące nieopodal seminarium…

To jedno z nielicznych w Polsce miasteczek, w których, by spotkać księdza, wystarczy wyjść na ulicę. Można by napisać, że to taka „Boża miejscowość”.

Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że to zmodyfikowana wersja akademickiego miasteczka, jakie zobaczyć można w Warszawie, Krakowie czy Lublinie. Z tą różnicą, że zamiast studentów, po ulicach spacerują duchowni. Od miasteczek studentów różni je coś jeszcze: atmosfera. W Pelplinie jest nadzwyczaj cicho.

 

Medytacja w biskupich ogrodach w Pelplinie

Mam dziś szczęście. Otrzymałem pozwolenie, by pospacerować po biskupich ogrodach. To teren zamknięty. Szkatułka medytacji dla tych wszystkich, którzy najbardziej z nas wszystkich potrzebują ciszy.

Już Mickiewicz zauważył, że Boga najprościej jest spotkać właśnie w niej. Kto wie, co usłyszał dyskretnie w tej chwili oddalający się w przeciwnym kierunku ojciec. Ze schowanymi w kieszeniach dłońmi, w których najprawdopodobniej ściska różaniec. Mam tylko nadzieję, że nie przeszkodziłem.

W ogrodach naprawdę łatwo zapomnieć o upływających godzinach. Przed wejściem dobrze jest ustawić sobie alarm w zegarku. Atmosfera pobożnej ciszy niechybnie kusi. W pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Zanurzony w obowiązującym tutaj milczeniu przekraczam mostek na ogrodową wyspę. Pieczołowicie pielęgnowane trawniki, żółte kwiaty, niewysokie krzewy, a na samym końcu wyłożonej kamieniami alejki drewniany stolik. A na nim… pozostawiona samej sobie czerwona róża. Jeszcze świeża, z kropelkami porannej rosy. Czyżby biskupi upominek dla tego miejsca? Teraz aż prosi się, aby przysiąść i pomedytować. Święte miejsce.

 

Bazylika Katedralna, najpiękniejsza w kraju

To jednak nie biskupi ogród jest tym, co skupia uwagę każdego, kto przejeżdża Starogardzką, główną ulicą Pelplina. Jest nim za to drugi co do wielkości kościół ceglany w Polsce. Wznoszona przez niemal trzy wieki Bazylika Katedralna. To bez dwóch zdań jedna z najpiękniejszych świątyń w kraju. Wszystko jest tu monumentalne. Smukła sylwetka, wieże, ozdobna brama wejściowa, arkady naw bocznych bazyliki, wreszcie: uznawany za najwyższy w tej części Europy ołtarz, mierzący sobie 25,5 metra. Tak, pelplińska katedra robi niezwykłe wrażenie. Zresztą, w „Bożym miasteczku” nie mogło przecież być inaczej.

Byliśmy w biskupich ogrodach. Zobaczyliśmy wspaniałą katedrę. Pomiędzy nimi mignął nam czerwony dach tutejszego seminarium. Jest też katolickie liceum Collegium Marianum. Warto jednak choćby na chwilę przejść na drugą stronę dzielącej miejscowość na pół ulicy. Tutaj – jakżeby inaczej! – kolejny malowniczy kościółek.

Tym razem znacznie mniejszy, otoczony zabytkowymi mogiłami przestawiającymi figury świętych. Kościółek pachnie wilgotnym cieniem przemieszanym z uroczą wonią starego drewna. Zapach dzieciństwa dla tych wszystkich, których ukochani rodzice prowadzili co niedzielę do wiejskich kościółków, nieco innych od tych miastowych. Gdy owa woń fascynowała, koiła, rozbudowywała dziecięcą wyobraźnię.

 

„Widziałeś już Papieża?”

– Widziałeś już Papieża? – zapytuje mnie kolejny z księży, któremu grzecznie się kłaniam.

– Jak to?

– Czyli nie widziałeś… Wracaj więc czym prędzej pod ogrody. Póki nie zamkną. Zobaczysz, o czym mówię…

Faktycznie. Jest. Siedzący, nieco przygarbiony – dokładnie taki, jakiego go zapamiętaliśmy. Ukochany staruszek. Ojciec święty trzyma na kolanach księgę. Biblię? A może starotestamentalne przedruki? Żadne z nich. Zatem co?

Odpowiedź znajdujemy w umieszczonym u podnóża pomnika podpisie: „Fides et Ratio”. To tytuł encykliki Jana Pawła II dedykowanej wszystkim biskupom. Encykliki opowiadającej o skomplikowanych relacjach między wiarą a rozumem. W dziele jest takie zdanie: „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła unoszące człowieka ku kontemplacji prawd”. Myślę, że do tej kontemplacji najlepiej nadaje się pelplińska atmosfera. Spróbujemy? Swoją droga, ciekawe, czy ta róża nadal tam leży?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail