Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kurs tańca to także lekcja miłości. Chcesz się przekonać?

PARA TAŃCZY W KUCHNI
BraunS/iStock
Udostępnij

Do małżeństwa, jak do tanga trzeba dwojga. Ale także cierpliwości, zaufania, oddania, jasnych reguł i... godzin praktyki.

Podczas ostatniego semestru na studiach postanowiłam wyjść ze swojej strefy komfortu i zapisałam się na kurs tańca country oraz swing. Zawsze uwielbiałam oglądać pokazy taneczne, dlatego byłam podekscytowana i jednocześnie odrobinę przestraszona.

Pewnie wielu ludzi obawia się tańczyć publicznie, ale ja na dodatek jestem typem osoby, która potyka się chodząc po płaskiej powierzchni. Nie wiedziałam, czy kurs przyniesie mi jakąkolwiek radość.

 

Jak się okazało, z lekcji wyniosłam o wiele więcej niż zabawę. W ciągu 16 tygodni nauczyłam się ponad 20 tańców, a także… poznałam się kilka życiowych prawd, które przydają się w moim małżeństwie.

 

1. Pozwól mężczyźnie prowadzić

Jeśli któraś z dziewczyn na kursie przejmowała prowadzenie, nauczycielka podchodziła i stukała ją w ramię. Delikatnie przypominała jej w ten sposób, że powinna zaufać mężczyźnie i uwierzyć, że on ma na uwadze jej dobro i także chce poprawnie zatańczyć. Regularnie zachęcała nas, byśmy nie bały się pozwolić partnerowi poprowadzić.

Nie będę kłamać – w pierwszych tygodniach instruktorka musiała stukać mnie w ramię kilka razy. Pozwolić komuś prowadzić to naprawdę trudne dla ludzi, którzy tak jak ja lubią być liderami. Czujesz, że stajesz się ślepy na to, co się za chwilę wydarzy, a zatem odrobinę bezbronny. Ale zarówno w tańcu, jak i w małżeństwie, dobrze jest oddać czasem mężczyźnie ster.

 

2. Granice są dobre

Tańce, których się uczyliśmy, miały standardowy układ kroków i styl, w którym powinny być wykonywane. Tak długo jak tańczyłam według wytycznych, wszystko szło dobrze. Partnerzy wiedzieli, czego oczekują od siebie nawzajem. A przez to zdarzało się coraz mniej kolizji na parkiecie.

Zasady w tańcu są bardzo ważne. Podobnie w związku. Nie bój się ustanowić fizycznej, mentalnej i duchowej granicy w swojej relacji. Ja odkryłam, że mój związek jest znacznie spokojniejszy, kiedy razem z narzeczonym wiemy, jakie są nasze wzajemne oczekiwania i granice.

 

3. Komunikacja jest kluczem

Każdy taniec, którego się uczyliśmy, miał trzy „punkty połączenia”: dłoń mężczyzny na plecach kobiety, dłoń kobiety na ramieniu mężczyzny, dłoń mężczyzny i dłoń kobiety złożone w standardowej pozycji tanecznej.

Gdyby nie było „punktów połączenia” ani napięcia między nimi, kobieta nie wiedziałaby, co mężczyzna planuje zrobić dalej w tańcu. W uczuciach, jeśli brakuje „punktów połączenia”, czyli komunikacji, może nastąpić niezłe zamieszanie. Dokładnie tak, jak na parkiecie.

 

4. Cierpliwość jest koniecznością

Nikt na moim kursie nie był profesjonalnym tancerzem. Mnóstwo razy pokładaliśmy się z partnerem ze śmiechu, bo nie potrafiliśmy odszukać rytmu w piosence. Stopy bolały nas nie tylko od tańca, ale też od wzajemnego deptania.

Ale to było w porządku. Potrzebowaliśmy jednak dużo cierpliwości. W uczuciach także potrzeba tej cnoty – nie ma przecież relacji idealnych. Jeśli potrafisz być cierpliwa wobec ukochanego, będziesz lepszą tancerką. Potrzebujesz jedynie… mnóstwo, mnóstwo praktyki.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail