Aleteia

Wiecie, gdzie są mężczyźni? W kościele!

Udostępnij
Komentuj

Tego dnia przypadała akurat pierwsza sobota miesiąca. Zwykle w paulińskim klasztorze jest wówczas prawdziwy tłum. I teraz też był. Różnica była jedynie taka, że w tym tłumie praktycznie nie było kobiet. Kilkutysięczny tłum mężczyzn zgromadzonych ramię w ramię, bark w bark. Jasno wiedzących, po co tu przyjechali. Będą oblegać.

Zaczyna się. Już w piątkowy wieczór. Gdy trzeba pójść wcześniej spać. Nie każdy jednak może. Marek dopina sprawy w firmie. Michał zamyka spóźnione kilka dni księgi rachunkowe. Wojtek musi odwieźć syna na rozpoczynający się weekendowy obóz piłkarski. A Jacek do końca chce być przy ciężko chorej mamie. Dla każdego z nich to oblężenie zaczyna się inaczej. W odmienny sposób.

I nawet, gdy wreszcie już zasnęli, wiedzieli, że to tylko na chwilę. Że sobotnia pobudka będzie wyjątkowo wczesna. Męskie Oblężenie Jasnej Góry zaczyna się punktualnie o 10.00. Trzeba dojechać. Ze Szczecina. Z Poznania. Z Suwałk.

 

Przyjechali walczyć

– Nie pomieszczą się. Co robimy? – takie słowa  spomiędzy klasztornych korytarzy i zakrystii przy Kaplicy z Cudownym Obrazem Matki Bożej daje się słyszeć już około 9.00 rano. Zaniepokojeni ojcowie paulini, organizatorzy, obsługa. Wszyscy widzą, co się dzieje.

– Przenieście część ludzi do sali Kordeckiego. Tam wejdzie naprawdę sporo.

– Muszą się bardziej ścieśnić.

– Niech ktoś przyniesie ekran. Trzeba je rozstawić w większej liczbie.

– O Boże… Jest ich za dużo…

Marek, Michał, Wojtek, Jacek, Leszek, Andrzej, Piotrek, Wiesiek… Przybywali z każdą minutą. Parking na Jasnej Górze pękał w szwach. Przez bramę wjeżdżały kolejne autobusy. Mężczyźni przyjechali powalczyć. Im nie trzeba dwa razy powtarzać.

Przy wejściu do Bazyliki Znalezienia Krzyża Świętego i Narodzenia Najświętszej Maryi Panny jest już tak ciasno, że nie da się wejść do środka. Mężczyźni stoją wszędzie. Przy bramie wyjściowej, pod sklepikiem z dewocjonaliami. Część znużona długą poranną drogą opiera się o ścianę. Ktoś wziął ze sobą małe rozkładane krzesełko. Ktoś karimatę. Wszyscy wrócili do korzeni. Przypominają sobie młode lata. Harcerstwo, włóczenie się po górskich schroniskach. Gdy nieważna była wygoda. Teraz też są na górze. Tej Jasnej.

 

Nawrócenie na Jasnej Górze

– Nie chciałem tam jechać – zaczyna Leszek. – Ale gdy w ciągu ostatnich 2 tygodni od przynajmniej kilku osób usłyszałem pytanie, czy jadę na „Męskie Oblężenie Jasnej Góry”, wiedziałem, że mam tam pojechać.

Przyciskam go dalej. Pytam, czy było warto. Czy miało to sens. Odpowiedź sprawia, że wreszcie się zamykam.

– Wiesz… W moim przypadku to był wyjazd po nawrócenie. Nawrócenie pokrzepione dodatkowo mocnymi uściskami dłoni i objęciami ramion. Nie tylko braterskimi innych facetów, ale również Matki Bożej i Pana Jezusa przed Najświętszym Sakramentem.

Tak się nawrócił Leszek. A to przecież zaledwie jeden. Jeden z kilku tysięcy facetów, którzy przyjechali tej soboty na Jasną Górę.

 

Męski ogrodnik w męskim ogrodzie

– Kim jest dla mnie mężczyzna? – zastanawia się głośno Andrzej. – Mężczyzna to ten, który prowadzi, ochrania, żywi i jest fundamentem dla żony, rodziny. Mężczyzna tworzy przestrzeń do życia dla innych. Jaki mężczyzna w małżeństwie, w parafii, w społeczeństwie – takie życie wokół. Chory mężczyzna (nałogi, uzależnienie, etc.) to zgliszcza wokół; zdrowy mężczyzna to piękny kwitnący ogród, życie w pełni. Mężczyzna to taki dobry ogrodnik, który dba o swój ogród.

– I, który jest prawdziwie odpowiedzialny – unosi się w przypływie szczerości Marek. – Bo bycie mężczyzną oznacza przede wszystkim bycie odpowiedzialnym. Odpowiedzialnym za swoich bliskich: żonę, dzieci. I coś jeszcze. Mężczyzna odpowiedzialny powinien dbać również o prokreację, aby w ten sposób tę odpowiedzialność rozszerzać. Nie bójmy się o tym mówić.

Takich ostrych słów dało się usłyszeć tu więcej. Bez jakiejkolwiek wrogości, bez jadu. Za to z pewnością w głosie i męską dumą w oczach. Także wtedy, gdy zgromadzeni na jasnogórskim wzgórzu (w kościele mężczyźni mieścić się nie mieli szans, więc msza miast być odprawiona wewnątrz Bazyliki, siłą rzeczy stała się mszą polową) wspólnie zawierzyli się Matce Bożej, intonując na koniec „Bogurodzicę”. Po rycersku, bez ściemy.

 

Mężczyzno, nie jesteś tu sam

Myślę, że ważnych spotkań podczas tej soboty było na Jasnej Górze bez liku. Przede wszystkim z Bogiem Ojcem oraz naszą najlepszą Matką. To przecież dla Nich tu przyjechali. Zrzeszeni w męskich zakonach, bractwach, grupach parafialnych. Ale i indywidualnie.

Po tym najważniejszym ze spotkań, przyszedł czas na inne. Z innymi mężczyznami. Gdy naocznie mogli się przekonać, że w kościele naprawdę SĄ MĘŻCZYŹNI. Że nie są tu sami. Że kobieca dominacja we wszelkich przykościelnych wspólnotach, grupach, kółkach różańcowych wcale nie oznacza, że mężczyzn w kościele nie ma. Są. Dokładnie tacy sami, jak oni. Silni, wytrzymali, z pasją i z marzeniami. Wcale nie zgnuśniali, zbici i pod damskim obcasem, jak nam się często wmawia. Ale normalni.

I chociażby tylko dla tej świadomości warto było tu przyjechać.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail