Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jola Szymańska: Dlaczego czasem warto przespać rekolekcje

JOLA SZYMAŃSKA SELFIE
Udostępnij

Krok po kroku spaceruję po religijnym kryzysie. A przy okazji uczę się, kim Bóg nie jest, kim wcale nie musi być i co wspólnego ma z Nim owsianka.

Ostatni weekend spędziłam na rewelacyjnych rekolekcjach. Cudowni kaznodzieje, masa pozytywnych ludzi, góra ciastek, piękny jesienny las wokół. Ale zamiast uczestniczyć w jutrzniach i konferencjach, schowałam się w… łóżku.

Przespałam prawie całe dwa dni. Pamiętam przez mgłę niedzielną mszę świętą, jeden spacer i dwa obiady. Nie miałam apetytu, nie byłam w stanie zwlec się z łóżka. Leżałam i przeglądałam Instagrama, ciesząc się, że mogę być sama.

 

Kim jest Bóg?

W zasadzie od paru miesięcy leżę w duchowej izolatce. Zdiagnozowałam u siebie kilka niepokojących objawów: brak emocji, brak chęci, racjonalne wnioski i natarczywe pytania o sens.

Na początku się przestraszyłam, bo tak „nie powinno” być. „Powinnam” w pokorze i pokoju serca zatopić się w medytacji i przeprosić Boga za to, że myślę. Potem stwierdziłam, że z sobą samą wiele tu nie powalczę. Mogę tylko przyjąć. Ucieszyć się z duchowej posuchy. Z pustki. Powtarzać sobie, że wszystko jest po coś.

I pierwszy raz w życiu zastanowić się poważnie, kim jest Bóg. I czego ja w ogóle w Nim szukam.

 

View this post on Instagram

Znacie to uczucie, kiedy jeszcze jest ciężko, ale wreszcie widać światełko w tunelu? Tak ostatnio się czuję. Tak, jakbym zobaczyła w lustrze tylko i aż siebie. I jestem zaskoczona. Zaczynam rozumieć, że moje wewnętrzne konflikty to nie dożywotnia skaza, a supełek, który można zrozumieć. Że to, co boli to nie przeznaczenie, a etap. Że to, co wydaje się słuszne, nie zawsze jest dobre. I w ogóle, że jest inaczej, niż mi mówiono. Takie odkrycia wiele zmieniają, choć na zewnątrz niewiele widać. Troszkę inaczej mówię. Inaczej myślę. Nie boję się kary, a przynajmniej nie uważam, że na nią zasługuję. Te odkrycia to najpiękniejszy przedślubny prezent, jaki mogłam sobie wymarzyć. No, może poza złotym spacerem z Narzeczonym w naszą kolejną miesięcznicę 🍁 I książkami!🤓😅❤️ Dobrej nocy Wam życzę i dziękuje ze jesteście, mimo różnych moich szaleństw!😊😘 #lautomne #jesień #jesien #spacer #jesiennyspacer #hipsterkatoliczka #catholic

A post shared by Jola Szymańska (@jola_szymanska) on

 

Wiara kontra wyobraźnia i ucieczka

Ostatnio pisałam tu o lęku przed świętymi męczennikami. To jeden z aspektów religijności, w której staram się teraz połapać. Szczególnie, że dziwnym trafem cudowne stają się dla mnie niecudowności. Zamiast cudownego obrazu, poruszają mnie zmiany pór roku i fotosynteza. Zamiast medaliku, rozmowa przy owsiance. Zamiast szczytnych celów i bogobojnej frazeologii, luz i prostota.

Zgoda na zwyczajność to ponoć ważny etap w – nie tylko duchowym – rozwoju. Staram się ją sobie wybaczać. Przestałam doszukiwać się w modlitwie gęsiej skórki. Przestałam obrzucać się błotem za każdy grzech. Przestałam porównywać swoją religijność i wiarę do innych.

Zorientowałam się, że często walczę z własną wyobraźnią, a mój wewnętrzny dialog to bardziej krzyk podświadomości niż akty strzeliste. I w ogóle zdałam sobie sprawę, że Bóg często był dla mnie ucieczką od tego, co trudne i niesprawiedliwe.

 

Rozwój duchowy inaczej

Niełatwo przyjąć fakt, że wiara to nie cukierek na smutki, że nie musi wiązać się z częstym używaniem słów takich jak „pycha” i „pokora”, że nie służy do nazwania samego siebie. Nie jest też określeniem zasad moralnych, ani tym bardziej wrażliwości. Jest po prostu darem, który leży na biurku i czasem strach go otworzyć.

Chyba dlatego zamiast pytania „jak dorównać innym w wierze?”, pytam się „kim jest Bóg?”. I nie oczekuję szybkiej odpowiedzi.

Niewykluczone, że On po prostu jest i długo jeszcze nie zrobię Mu korony z przymiotników. Ba, może moja droga to zwyczajność. A może zwyczajność to właśnie Jego prezent dla mnie. Kto wie?

Póki co, nie żałuję, że wreszcie się wyspałam i cieszę się, że nie mam wyrzutów sumienia. To już całkiem spory krok w mojej duchowej przygodzie. Tym bardziej, że ostatecznie wyskoczyłam też na mały spacer.

Tak wiele dzięki prostemu odpoczynkowi!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail