Aleteia

Bizneswoman z szóstką dzieci. „Mnożymy miłość”

Udostępnij
Komentuj

Mama z pasją i przedsiębiorca z powołania. Założycielka firmy Przytulne Mebelki. Każdego dnia dzieli swój czas, by mnożyć miłość. Anna Bochniarz opowiada o radościach macierzyństwa i trudach zawodowych, o rodzicielskich kryzysach i sukcesach w pracy.

Mama z Pasją

Ania Salawa: Kiedy się umawiałyśmy na wywiad, dostałam od Pani SMS-a o 5.00 rano. Rozumiem, że pobudka skoro świt to klucz do ogarnięcia własnej firmy i ośmioosobowej rodziny?

Anna Bochniarz: To prawda, wstaję bardzo wcześnie, bo rano najlepiej mi się pracuje. Wtedy wszystkie dzieci jeszcze śpią, więc mogę spokojnie zająć się firmą. Staram się nie zajmować pracą, kiedy domownicy są już na nogach. Wtedy mój czas jest już tylko dla nich.

Pani zawsze była aktywna zawodowo, a mimo wszystko w czasie warsztatów zachęca Pani kobiety, aby jak najdłużej zostały w domu z dziećmi. Dlaczego?

Wszystko zależy od indywidualnej sytuacji w rodzinie, ale teraz już wiem, że bardzo ważne jest, aby spędzać z dzieckiem więcej czasu niż mniej! Oczywiście – podkreślam – jeśli tylko kobieta ma taką możliwość. Widzę po moich dzieciach, że te, z którymi przebywałam dłużej jak były małe, są bardziej pewne siebie, spokojniejsze, mają większe poczucie bezpieczeństwa niż te, przy których wracałam do pracy miesiąc po urodzeniu.

Im więcej damy dzieciom na początku, tym większą mamy szansę (gwarancji nikt nam nie da!), by uniknąć pewnych problemów wychowawczych w kolejnych latach. Dawno temu usłyszałam zdanie: przez pierwsze 10 lat wychowujesz dziecko, żeby później zminimalizować kłopoty wychowawcze. Kiedy mamy do czynienia z nastolatkiem, widać owoce naszej pracy. Niestety, również pewne braki.

Mimo tego, Pani zawsze była aktywną mamą?

Rodzina jest dla mnie najważniejsza, ale zawsze też miałam potrzebę realizowania się zawodowo – stąd te kilkanaście lat spędzonych w różnych korporacjach. Oczywiście, to sprawa indywidualna każdej kobiety, ale dla zdrowia psychicznego dobrze jest mieć jakąś przestrzeń, gdzie można odpocząć od dzieci i domu.

Czy to praca zawodowa, społeczna, czy pasje. Ja w swoim życiu 1,5 roku siedziałam w domu z dziećmi (siedziałam to bardzo złe określenie. To była harówka) i przyznaję, że był to bardzo trudny dla mnie okres. Niby miałam więcej czasu dla dzieci, ale byłam bardzo zmęczona jednostajnością zadań w ciągu dnia i przez to mniej kreatywna i radosna – a to na koniec odbijało się na relacjach z dziećmi.

Uważam, że bardzo ważne jest, aby z jednej strony dziecko miało poczucie, że rodzice są zawsze dostępni, gdy dziecko potrzebuje, ale z drugiej strony dziecko powinno widzieć rodziców rozwijających swoje pasje i talenty. Trzeba jednak mieć świadomość tego, że poczucia bezpieczeństwa dziecka nie wyrobi się z doskoku. To długotrwały proces.

Czyli własna działalność to pewien kompromis?

W pewnym momencie w swoim życiu zaczęłam się nie wyrabiać. Pracowałam w korporacjach po kilkanaście godzin dziennie, ciągle nie było mnie w domu. Męża zresztą też (pracuje na swoim). A dzieci zostały w domu same. Dlatego trzeba było schować swoją ambicję i zmienić ścieżkę zawodową tak, aby więcej czasu móc spędzać z rodziną w domu. To nie było łatwe – łatwiej zdobyć uznanie w pracy niż w domu.

Wtedy zaczął dojrzewać we mnie pomysł własnej działalności. Postanowiłam połączyć wykształcenie z powołaniem: czyli bycie architektem z byciem mamą i tak powstały Przytulne Mebelki, czyli bezpieczne, naturalne, a przede wszystkim bardzo funkcjonalne meble dla dzieci.

I wreszcie mając własną firmę, mogę sama organizować czas i dzielić go na sprawy dla mnie najważniejsze, czyli Pana Boga, rodzinę, pasje i pracę.

Kobieta, katoliczka, bizneswoman

Bo – tak jak Pani powiedziała w jednym z wywiadów – żeby mieć w życiu równowagę, trzeba mieć solidne podparcie.

To wszystko do czego doszliśmy w życiu by nam nie wyszło, gdybyśmy polegali tylko na własnych siłach. Dlatego bezwzględnie na pierwszym miejscu w naszej rodzinie jest Pan Bóg. Ja mam też ogromną potrzebę zaczynania każdego dnia od Eucharystii. Rozwożę rano dzieciaki do szkoły, a potem idę na mszę. Kiedy pracowałam w korporacji, taki rozkład dnia był niemożliwy i bardzo mi tego brakowało. A teraz, jak jestem na swoim, dużo łatwiej jest mi dostosować rytm dnia do priorytetów, które mamy w rodzinie.

Pokutuje w Polsce przeświadczenie, że przedsiębiorca na pewno łamie prawo. Trudno przestrzegać wartości chrześcijańskich w biznesie?

Nie rozumiem i nie akceptuję postawy, gdy w niedzielę zachowuję się jak katolik i idę do kościoła, a w poniedziałek w pracy oszukuję innych. W korporacji, kiedy zdarzały się trudne sytuacje, zawsze starałam się rozwiązywać je uczciwie, z szacunkiem do drugiego człowieka i to dobro zawsze wracało. Do dzisiaj z ludźmi, z którymi pracowałam w różnych miejscach, łączą mnie serdeczne relacje.

Komu łatwiej prowadzić własną firmę? Kobiecie czy mężczyźnie?

Z jednej strony, my kobiety dużo lepiej sobie radzimy z organizacją i logistyką, bo potrafimy wiele spraw w tym samym czasie robić i łatwiej przeskakujemy z jednej czynności w drugą. Z drugiej strony, w swej naturze mamy potrzebę zadbania o rodzinę, niezależnie czy liczy ona sześcioro dzieci, czy jedno. Więc naturalnie w ciągu doby mamy znacznie więcej spraw do ogarnięcia niż mężczyźni.

Dlatego, kiedy znajomi pytają mnie, jak się ma moja firma, odpowiadam: na tyle, ile poświęcam jej czasu, to świetnie. Mój mąż, kiedy wychodzi do pracy, to zajmuje się tylko nią. A ja w ciągu dnia muszę zawieźć dzieci do szkoły, przywieźć, zrobić zakupy, obiad, a w międzyczasie pośród tych obowiązków wygospodarować trochę czasu na firmę.

 

Rodzinne zarządzanie

Dobre funkcjonowanie w rodzinie wielodzietnej wymaga niezłej logistyki.

Tak. To jest niezła szkoła planowania, motywowania i egzekwowania. Mamy na przykład kartkę A3 z rozpisanymi dyżurami wszystkich domowników na każdy dzień. I tak do obstawienia jest nakrywanie i sprzątanie stołu, rozpakowywanie zmywarki, spacery z psem, wieszanie prania, itd., itp. W tygodniu mamy wszystko dokładnie rozplanowane – lekcje, obowiązki i zajęcia dodatkowe.

Niedziele staramy się celebrować. To jest czas zarezerwowany tylko dla rodziny. Idziemy do kościoła, na spacer, wspólnie gotujemy i gramy w planszówki.

W rodzinach wielodzietnych statystycznie niestety na jedno dziecko przypada mniej czasu – doba ma tyle godzin, ile ma. Ale to nie znaczy, że przypada mniej miłości. Bo czas wprawdzie dzielimy, ale za to miłość mnożymy.

A czas dla męża?

Oj! To stoi wysoko w naszych priorytetach. Co środę, co by się nie działo, wychodzimy na wspólne randki. Dla dzieci to jest bardzo budujące, kiedy widzą, że rodzice się kochają. Gdybym miała na szybko przedstawić swoje priorytety, to w życiu na pierwszym miejscu jest Pan Bóg, następnie mąż, później dzieci, a dopiero w dalszej kolejności praca i pasje.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail