Aleteia

Dlaczego odzyskanie niepodległości świętujemy 11 listopada?

EAST NEWS
Udostępnij
Komentuj

Jak wyglądał 11 listopada 1918 r., kto miał problem z koszulami Piłsudskiego i dlaczego na Dworcu Wiedeńskim w Warszawie unosił się zapach kiełbasy?

Jedenastego listopada obchodzimy Narodowe Święto Niepodległości. Jednak rodzi się pytanie, dlaczego akurat tego dnia wspominamy odzyskanie przez Polskę niepodległości? Trudno na nie odpowiedzieć, bo dat związanych z odzyskaniem wolności mogłoby być kilka. Znacznie łatwiej jest wytłumaczyć, z jakiego powodu święto to naszym rodakom sprzed 100 lat bardziej kojarzyło się z kiełbasą niż pieczoną gęsią…

 

11 listopada – ten dzień świętuje nie tylko Polska

Nie tylko dla Polski, ale i dla całej Europy 11 listopada 1918 r. to jedna z najważniejszych dat w historii. Tego dnia w wagonie kolejowym marszałka Ferdinanda Focha w Compiègne (Francja) delegacja niemiecka podpisała akt kapitulacji. Prośbę o zawieszenie broni podpisał także kilkanaście dni wcześniej cesarz austro-węgierski Karol.

W tym czasie w Rosji trwała od roku krwawa wojna domowa, pokłosie rewolucji bolszewickiej. Rozpoczynała się więc wielka gra dyplomatyczna, której stawką był los wielu państw i narodów. Europa kończyła właśnie rozdział nazwany Wielką Wojną (nikt wtedy nie przypuszczał, że wojny światowe trzeba będzie numerować), który pochłonął życie około 12 mln osób.

 

Woodrow Wilson, sojusznik niepodległej Polski

Korzystne dla Polaków wydarzenia nabrały tempa dopiero w trzecim roku I wojny światowej, wraz z przystąpieniem do niej (w 1917 r.) Stanów Zjednoczonych. Pogłębiający się militarny kryzys dwóch największych zaborców (Niemiec i Austro-Węgier) oraz wyraźne wycofanie się Rosji wstrząsanej rewolucjami umożliwiło polskim patriotom przebywającym w USA i Francji przypomnienie o sprawie polskiej na forum międzynarodowym.

Jednym z orędowników powstania niepodległego państwa nad Wisłą był prezydent USA Woodrow Wilson, skutecznie zachęcany do działań na rzecz naszego kraju przez Ignacego Paderewskiego. Prezydent Stanów Zjednoczonych proklamował program pokojowy (tzw. 14 punktów Wilsona), w którym zadeklarowane zostało powstanie niepodległego Państwa Polskiego.

Punkt 13 głosił:

Stworzenie niepodległego Państwa Polskiego na terytoriach zamieszkanych przez ludność bezsprzecznie polską, z wolnym dostępem do morza, niepodległością polityczną, gospodarczą, integralność terytoriów tego państwa powinna być zagwarantowana przez konwencję międzynarodową.

Punkty Wilsona stały u podstaw traktatu wersalskiego, który kończył I wojnę światową.

 

Rada Regencyjna ogłasza niepodległość

Wydarzenia zaczęły nabierać tempa także na ziemiach polskich. W 1917 r. władze Niemiec i Austro-Węgier zobowiązały się do powołania Rady Regencyjnej, która miała stanowić zalążek władzy przyszłego Królestwa Polskiego. Zaborcy za cenę niejasnych deklaracji o przyszłości Polski chcieli mieć spokój „na tyłach”, aby skuteczniej prowadzić wojnę na zachodnim i południowym froncie.

Rada Regencyjna ogłosiła 7 października 1918 r. – „w imię nieprzedawnionych dążeń narodu polskiego” – niepodległość Polski. Był to pierwszy akt mówiący wprost o niepodległości, więc dzień jego obwieszczenia mógłby także być datą świętowania odrodzenia państwa. Warto dodać, że Rada w dokumencie powoływała się na punkty Woodrowa Wilsona.

W Krakowie, 28 października zawiązała się Polska Komisja Likwidacyjna dla zarządzania Galicją, a Rada Narodowa Księstwa Śląska Cieszyńskiego proklamowała jego niepodległość. Podobnie w Lublinie powstał 7 października lewicowy Tymczasowy Rząd Ludowy.

Jak widać, sytuacja w kraju, w większości objętego okupacją niemiecką, zaczęła bardzo szybko się zmieniać. W wielu miastach zaczęły powstawać samorządy, które nie uznawały dotychczasowych rządów i organów administracyjnych, niekiedy nawet Rady Regencyjnej, uznawanej za instytucję okupanta. Następowała coraz szybsza dezintegracja władzy państw zaborczych na ziemiach polskich.

 

Piłsudski wraca do Warszawy

W chłodny dzień 10 listopada gruchnęła w Warszawie wiadomość, że rano, o 7.30, do miasta przybył z Magdeburga brygadier Józef Piłsudski wraz ze swoim szefem sztabu płk. Kazimierzem Sosnkowskim. W ten sposób kończyło się roczne więzienie, do którego Piłsudski trafił za doprowadzenie do tzw. kryzysu przysięgowego, zalecając żołnierzom polskim, by nie składali przysięgi na wierność Niemcom.

Wiadomość o przyjeździe Komendanta rozeszła się po mieście lotem błyskawicy. Wiele środowisk upatrywało w nim człowieka, który opanuje chaos w państwie, liczyli na to zarówno Polacy, jak i Niemcy. Ci ostatni w swej ojczyźnie przeżywali falę protestów i rozruchów związanych z klęskami na froncie zachodnim, nie mieli więc ochoty zostawać w Polsce.

Wbrew panującemu przekonaniu, Piłsudskiego, który przybył pociągiem specjalnym, składającym się z lokomotywy i wagonu pasażerskiego, nie witały wiwatujące tłumy. Publikowane z tego czasu zdjęcie jest według prof. Wojciecha Roszkowskiego jedynie propagandowym fotomontażem.

Z Dworca Wiedeńskiego przybysze przejechali samochodem i zatrzymali się w pensjonacie panien Romanówien przy ul. Moniuszki. W czasie, gdy Piłsudski kąpał się po długiej podróży, właścicielki czyściły jego jedyny legionowy mundur, który nosił od dnia aresztowania. Martwił je brak czystych i niepodartych koszul. Piłsudski był zmęczony ponadrocznym więzieniem i podróżą, źle się czuł i źle wyglądał.

Do tłumów, które zebrały się przed domem, przemówił krótko i nieco przepraszająco, co zanotowały ówczesne gazety:

Zawsze służyłem i służyć będę życiem swoim, krwią ojczyźnie i ludowi polskiemu. Witam was krótko, gdyż jestem przeziębiony – bolą mnie gardło i piersi.

 

Bez krwawego powstania

Piłsudski, mimo osłabienia, przyjął w tym dniu aż 23 delegacje kół politycznych, przedstawicieli organizacji społecznych, spotkał się też z członkami Rady Regencyjnej i wiernymi sobie podkomendnymi z Legionów.

Już w nocy rozmawiał z delegacją niemieckiej Rady Żołnierskiej, zagwarantował bezpieczny wyjazd z kraju niemieckim oddziałom. Owocem spotkania było oddanie przez wojska niemieckie broni, amunicji i sprzętu. Dzięki temu manewrowi udało się uniknąć krwawego powstania, bo żywiołu wolnościowego nie sposób było już powstrzymać.

Zryw spotkałby się niewątpliwie z krwawą odpowiedzią kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy niemieckich znajdujących się na terenie Polski. To dlatego następnego dnia Patrole Polskiej Organizacji Wojskowej, Dowborczyków, harcerzy i akademików swobodnie rozbrajały niemieckich żołnierzy, których pełne pociągi zaczęły wkrótce wyjeżdżać ze stolicy. Doszło do dosłownie kilku incydentów z użyciem broni.

 

Wagony obwieszone kiełbasą

Następnego dnia, w dniu zakończenia Wielkiej Wojny, Rada Regencyjna przekazała brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu „władzę wojskową i naczelnego dowódcy wojsk polskich jej podległych”. Ogłoszono też zaciąg do Wojska Polskiego. W tym czasie przez ulice Warszawy przetaczały się jedna za drugą fale entuzjazmu i radości. Jak donosiła prasa, na ulice wyjechały tramwaje udekorowane barwami narodowymi, ludzie tłumnie wylegli z domów, wiwatując i ciesząc się z odzyskanej po 123 latach wolności.

11 listopada 1918 r. straciły swoją moc zaborcze zarządzenia i nakazy, m.in. ograniczenia, które powodowały problemy w aprowizacji miast. Do stolicy, w której brakowało jedzenia, zaczęły napływać regularne transporty żywności. Jeden z dziennikarzy zanotował, że kobiety, które do tej pory wbrew zakazom „szmuglowały” do Warszawy żywność z okolicy, „zdobyły się na swego rodzaju demonstrację polegającą na tym, że wagony pociągu kolei grójeckiej idące w stronę Warszawy, literalnie były udekorowane… kiełbasami, szynkami, boczkiem itp. smakołykami, które demonstracyjnie pozawieszano w oknach wagonów”. Widok tak przystrojonych pociągów musiał budzić sensację!

 

Rząd Jędrzeja Moraczewskiego

16 listopada Józef Piłsudski wysłał do rządów zwycięskich państw notę dyplomatyczną, awizującą „istnienie Państwa Polskiego Niepodległego, obejmującego wszystkie ziemie zjednoczonej Polski”, które „powstaje z woli całego narodu i opiera się na podstawach demokratycznych”.

Kilka dni później uformował się rząd z Jędrzejem Moraczewskim na czele.

Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma ich (…) Kto tych krótkich dni nie przeżył, kto nie szalał z radości w tym czasie wraz z całym narodem, ten nie dozna w swym życiu najwyższej radości – zanotował pierwszy premier Niepodległej.

Polacy zdawali sobie sprawę, jak kruchym skarbem dysponują. W Belwederze 29 listopada Naczelnik Józef Piłsudski w rozmowie ze swoimi współpracownikami powiedział:

Jest to największa, najdonioślejsza przemiana, jaka w życiu narodu może nastąpić. Przemiana, w której konsekwencji powinno się zapomnieć o przeszłości; powinno się przekreślić wielkim krzyżem stare porachunki (…) A czas przed nami jest krótki i tylko wspólnym wysiłkiem możemy zadecydować, na jakiej przestrzeni, w jakich granicach naszą wolność obwarujemy i jak silnie staniemy na nogach, zanim dojdą z powrotem do siły i pełnego głosu sąsiedzi ze wschodu i z zachodu.

Czas rzeczywiście był krótki, ale tymczasem Polska cieszyła się z odzyskanej niepodległości…

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail