Aleteia

Jak werbują i manipulują sekty? Warto znać ich strategie, by w porę rozpoznać niebezpieczeństwo

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

W niektórych grupach sekciarskich nowych wyznawców pozyskuje się za pomocą flirtu…

Z ojcem Emilem Smolaną OP, dyrektorem Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych, rozmawia Dawid Gospodarek.

  

Dawid Gospodarek: Czym jest sekta? Jak ją rozpoznać?

O. Emil Smolana OP: W naszej pracy posługujemy się definicją sekty jako negatywnej pod względem etycznym grupy religijnej lub parareligijnej. Liderami takich grup są najczęściej osoby przypisujące sobie absolutny, wręcz boski autorytet. Nadają sobie prawo kierowania życiem swoich podopiecznych, wkraczając nawet w te najbardziej intymne przestrzenie ich życia.

Spotykaliśmy się z liderami grup, którzy wykorzystując domniemane dary duchowe łączyli w małżeństwa członków grupy. Czasem zakazywali spotykania się z zakochanym w sobie osobom, mówiąc, że Bóg tego zakazuje, a innym razem mieli rozeznanie, że dany pan i pani mają zawrzeć sakramentalny związek.

Kolejną rzeczą, cechującą takie grupy, jest sposób pozyskiwania nowych członków, w który wpisane są kłamstwa i manipulacje. Stosowane są najróżniejsze podstępy, by osiągnąć jakieś dobro.

 

To coś złego?

Kościół uczy, że nie można osiągać dobrych celów za pomocą złych środków. Pamiętam jeden z przypadków, wręcz porażających, kiedy lider modląc się nad kobietą, powiedział, że nienawrócenie jednego z członków jej rodziny będzie skutkowało śmiercią jej dziecka. Była to osoba duchowna.

 

Co jeszcze cechuje sektę?

Biało-czarna wizja rzeczywistości. My jesteśmy dobrzy i sprawiedliwi, posiadamy prawdę. Osoby poza grupą, myślące inaczej, należą do zepsutego świata poddanego działaniu szatana.

 

Czy mógłby Ojciec wymienić typowe sposoby manipulacji wykorzystywane w sektach?

Trudno wymienić tu wszystkie. Zatrzymam się na tych podstawowych. Pierwsza z nich to bombardowanie miłością. Oto znajduję się w grupie osób, które akceptują mnie bezwarunkowo, obdarzają troską i życzliwością, jakiej dotychczas nie doświadczyłem. Nie chodzi tu o naturalne zachowania, ale o sztuczne okazywanie miłości i zainteresowania, aby zatrzymać mnie w grupie.

Kolejna metoda, to metoda małych kroków. Wiedzę o grupie, jej nauczanie, dawkuje się powoli. Na początku wszystko jest zgodne z nauczaniem Kościoła, powoli jednak sukcesywnie zasiewane wątpliwości skutkują coraz odważniejszym negowaniem prawd wiary i moralności. Na przykład podważa się zasadność kultu Matki Bożej czy świętych.

Następna metoda to kary i nagrody. Jeśli jestem posłuszny, obejmuję ważniejsze stanowiska w grupie, jeśli natomiast nie zgadzam się ze zdaniem lidera, jestem marginalizowany i odstawiany na boczny tor. W niektórych przypadkach osoby takie są wyrzucane ze wspólnoty, a jej członkowie mają całkowity zakaz widywania się z takim człowiekiem.

 

Dlaczego? Żeby nie wprowadzały jakichś nieodpowiednich treści w grupie?

Nie chodzi tu bynajmniej o głoszenie przez daną osobę jakiejś herezji, ale o samą różnicę zdań bądź stawianie granic liderowi, który w nieuprawniony sposób wkracza w prywatne życie ludzi.

 

Na co jeszcze w takiej grupie powinniśmy być wyczuleni?

Ważnym środkiem służącym sprawowaniu kontroli jest izolacja od zewnętrznego świata. Mam korzystać tylko i wyłącznie z materiałów formacyjnych przygotowanych przez daną grupę, wyznaczonego przez nią spowiednika lub kierownika duchowego, najczęściej do niej należącego lub identyfikującego się z nią.

Ponadto liderzy wykorzystują również zasadę autorytetu, która mówi, że to jedynie oni są posłani przez Kościół do posługi w tej grupie i w związku z tym mają na nią wyłączność. Konsekwencją takiego założenia jest przekonanie, że osoba sprzeciwiająca się liderowi, jest zarazem nieposłuszna nie tylko Kościołowi, ale też i samemu Bogu.

Kierowanie się tą zasadą prowadzi rzecz jasna do ślepego i automatycznego, bezrozumnego wykonywania nieraz idiotycznych poleceń, co w konsekwencji destrukcyjnie wpływa na osobowość tak funkcjonującego człowieka, którego wiara również ulega głębokiej deformacji.

 

A jak patrzeć na jakieś nadzwyczajne dary obecne u lidera grupy?

Posługiwanie się domniemanymi darami i charyzmatami, uzurpującymi sobie prawo do bycia głosem samego Boga, to następny ze sposobów sprawowania rządu dusz. Znamienne jest, że w wielu propagowanych „proroctwach” Pan Jezus zaprzecza samemu sobie, czyli Ewangelii i trzeźwemu myśleniu, którego przecież jest gwarantem.

Ponadto ma nas wyręczać, jak sugerują ci, którzy na Niego się powołują i Nim się zasłaniają, w tak błahych sprawach, jak np. kupno materaca lub łóżka. Po pewnym czasie tak „uformowany” człowiek ma problemy z samodzielnym podejmowaniem najprostszych decyzji i wzięciem odpowiedzialności za swoje życie, nie wspominając już o ponoszeniu konsekwencji swoich czynów.

Jego podmiotowość ulega wręcz anihilacji, a wraz z nią znika też dojrzała współpraca z łaską. Dlatego identyfikacja z grupą/liderem, dającym poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, jest tak trudna do zakwestionowania.

 

Czy jakaś metoda werbunku do grupy kiedyś Ojca zaskoczyła?

W niektórych grupach pozyskuje się nowych wyznawców za pomocą flirtu. Dziewczyna poznaje chłopaka, który zakochuje się w niej i tą drogą trafia on do grupy. Nie chodzi tu o zdrową relację, ale o cyniczne wykorzystanie uczucia, by pozyskać do grupy nowego wyznawcę. Potem tzw. „miłość”, gdy już spełni swoje zadanie, nagle się kończy.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail