Aleteia

Ks. Dziewiecki: Kryzys wiary zaczyna się zwykle od jednej, konkretnej sfery życia. Jak się chronić?

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

„Niektórzy wychodzą z kryzysu dopiero wtedy, gdy sami się bardzo nacierpią” – mówi doświadczony terapeuta, psycholog i duszpasterz. Od czego zacząć wychodzenie z kryzysu?

Katarzyna Matusz-Braniecka: Powodem naszej rozmowy jest Księdza audiobook „Nie ma sytuacji bez wyjścia”. Zaprezentował Ksiądz w nim warunki, które pomagają wychodzić z najtrudniejszych sytuacji. Weźmy konkretny przykład. Przychodzi do Księdza osoba, która przeżywa kryzys wiary. Od czego ma zacząć, żeby otworzyć się na Boga?

Ks. Marek Dziewiecki*: Kryzys wiary zaczyna się zwykle od kryzysu więzi. Złe więzi prowadzą do cierpienia, zniechęcenia, do krzywd czy wyrzutów sumienia. Bolesne relacje, zwłaszcza z bliskimi nam osobami, wynikają zwykle z tego, że w którejś fazie życia zaczęliśmy słuchać bardziej samych siebie czy innych ludzi niż Boga.

Poważne rozczarowanie samym sobą czy bliźnimi prowadzi do pytań o sens życia i do zwątpienia w Boga. Pojawiają się wtedy myśli typu: skoro Bóg jest miłością i radością, a mnie z jakiegoś względu żyć się odechciewa, to może jednak Boga nie ma, a moje życie jest dziełem przypadku i niepotrzebnym ciężarem?

Jeszcze groźniejszy kryzys wiary ma miejsce wtedy, gdy myślimy, że to Bóg zesłał nam to wszystko, co boli, a co w rzeczywistości sami sobie zesłaliśmy na skutek naszej słabości czy naiwności, albo na skutek wiązania się z ludźmi bardziej niż z Bogiem. Postawienie siebie czy drugiego człowieka w miejsce Boga to najczęstsza przyczyna zerwania więzi z Bogiem i zwątpienia w to, że On jest, że mnie rozumie i bezwarunkowo kocha, że mnie szuka i chce mi pomóc. Pokonanie kryzysu wiary trzeba zacząć od porządkowania więzi z samym sobą i z innymi ludźmi.

 

Czy możemy nie dopuścić do kryzysu wiary? Jak to zrobić?

Znam ludzi, którzy nie przeżywali nigdy wątpliwości w wierze. Sam takich wątpliwości też nie miałem. Moi rodzice kochali mnie tak mocno i przyprowadzali do Boga tak serdecznie, że od dzieciństwa Jego obecność jest dla mnie bardziej oczywista niż moje własne istnienie. Podobnie Jego miłość jest dla mnie bardziej oczywista niż miłość, którą okazują mi bliscy i przyjaciele.

Tak, jak początkiem kryzysu wiary jest kryzys w relacji z samym sobą czy z drugim człowiekiem, tak ochroną przed kryzysem jest troska o to, by nasze relacje międzyludzkie wiernie wzorowały się na miłości Boga do człowieka. Jezus daje nam prostą receptę, która chroni przed kryzysem: „Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja pierwszy was umiłowałem”.

Chcesz chronić się przed kryzysem wiary, to kochaj wszystkich, ale wiąż się wyłącznie z tymi, którzy też kochają i którzy od Jezusa uczą się zasad miłości.

 

Czy kryzys może być łaską? 

Łaską jest pomoc Boga w wychodzeniu z kryzysu. Wszystko można wykorzystać do dobra. Są ludzie, którzy wierzą Bogu w sposób bezwarunkowy po pokonaniu kryzysu wiary. Obawiam się, że są oni jednak raczej wyjątkiem niż regułą.

Większość znanych mi ludzi tkwi w kryzysie całymi latami. Bóg pragnie, byśmy od dzieciństwa wzrastali w łasce i mądrości u Boga i ludzi. Warto o to stanowczo się starać we własnym życiu i pomagać w tym innym ludziom, począwszy od bliskich.

 

Czego możemy się nauczyć w czasie kryzysu? 

Przede wszystkim tego, że nie jesteśmy Bogiem. Kryzys przypomina o tym, że gdy przestaniemy stawiać sobie wymagania, nawracać się, być czujnymi, wzrastać w miłości, to życie przestanie nas cieszyć.

Po grzechu pierworodnym wszyscy jesteśmy zagrożeni i łatwo możemy zejść z drogi błogosławieństwa i Bożej radości.

 

Przejdźmy teraz do relacji. Czy istnieje coś takiego, jak dobry kryzys w małżeństwie? 

Każdy kryzys w małżeństwie bardzo boli. Małżonek to bowiem ktoś, kogo ja kocham najbardziej ze wszystkich ludzi i kto mnie powinien kochać bardziej niż innych. Mąż i żona powinni się wzajemnie rozumieć i wspierać w taki sposób, że obojgu chce się żyć w każdej sytuacji.

To jasne, że nikt z małżonków nie jest doskonały, gdyż doskonały jest tylko Bóg. Jeśli jednak mąż i żona kochają siebie wzajemnie tak, jak tego uczy Jezus, to potrafią natychmiast dostrzegać swoje błędy, z miejsca przepraszać i kochać bardziej niż dotąd. Oczywiście, jest możliwe dobre pokonanie kryzysu i uczenie się jeszcze większej wzajemnej miłości niż przed kryzysem.

Jednak także w tym przypadku – podobnie jak przy kryzysie wiary – to raczej wzruszające wyjątki niż powszechna reguła.

 

Co robić, gdy po ludzku nie widać wyjścia? Jak sobie pomóc z perspektywy wiary? 

Wiara dojrzała, czyli taka, która prowadzi do bezwarunkowego ufania Bogu, przynosi nie tylko nadzieję, lecz wręcz pewność tego, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Jeśli nie kocham, to z pomocą Boga mogę zacząć kochać i stać się świętym nawet wtedy, gdy moje dotychczasowe życie było diabelskie.

Jeśli ktoś mnie krzywdzi czy wręcz dręczy, to z pomocą Boga i Bożych ludzi jestem w stanie skutecznie bronić się, nie przestając kochać krzywdziciela i nie mszcząc się. Sposoby radzenia sobie w najtrudniejszych nawet próbach przedstawiam we wspomnianym audiobooku.

 

Co zrobić, jeśli ktoś mówi – nie chcę, wystarczy, to mnie za dużo kosztuje, nie chcę się rozwijać. Jak motywować do walki o lepszą przyszłość? 

Każdy przypadek jest inny. Czasem pomocą jest nasza bliskość, serdeczność, czułość, komunikowanie przebaczenia i potwierdzanie bezwarunkowej miłości. Czasem ktoś jest już w tak poważnym kryzysie, że nie reaguje na naszą miłość, ani na nasze cierpienie. Wtedy pozostaje już tylko naśladowanie miłości mądrego ojca z przypowieści Jezusa, który nie poszedł do marnotrawnego syna i nie przeszkadzał mu cierpieć, gdy ów syn błądził.

Niektórzy wychodzą z kryzysu dopiero wtedy, gdy sami się bardzo nacierpią. W każdym przypadku naszym zadaniem jest ufna modlitwa w intencji błądzących i troska o własną wierność Bogu, by promieniować radością i stawać się znakiem nadziei dla tych, którzy nadzieję utracili.

 

Pamiętam, że podkreśla Ksiądz rolę dyscypliny. Czy ona może być ratunkiem w kryzysie?

Dyscyplina jest zawsze błogosławieństwem. Jest warunkiem duchowego rozwoju i trwania w miłości. Jest też koniecznym warunkiem wychodzenia z kryzysu. To podstawowy przejaw czujności, do której wzywa nas Jezus.

 

Czy jest coś takiego, jak odpowiedni moment na zmiany? I od czego zacząć?

Każda sekunda życia doczesnego – aż do dwóch godzin po śmierci! – to odpowiedni moment na zmiany, bo jeszcze w procesie umierania można się nawrócić i wygrać życie wieczne.

Trzeba zacząć od spowiedzi i stanowczości w respektowaniu wszystkich przykazań Dekalogu. Każdy inny punkt wyjścia nie będzie punktem zwrotnym.

 

O tym, jak wspierać osobę w kryzysie, jak wybaczyć sobie przeszłość, a także o konkretnych sposobach na wyjście z kryzysu dowiedzą się Państwo z audiobooka ks. Marka Dziewickiego „Nie ma sytuacji bez wyjścia”, wydanym przez RTCK

 

 

*Ks. Marek Dziewiecki – doświadczony terapeuta, psycholog i duszpasterz. Od wielu lat swą obecnością i publikacjami towarzyszy ludziom młodym i dorosłym, borykającym się z poważnymi trudnościami. Jest autorem kilkudziesięciu książek, traktujących o wychowaniu, dojrzewaniu do małżeństwa i założenia rodziny, komunikacji interpersonalnej, a także o profilaktyce i terapii uzależnień. Od 2000 r. prowadzi telefon zaufania „Linia Braterskich Serc” (0 800 311 800).

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail