Aleteia

Masz dziecko? To zaprzyjaźnij się z tym uczuciem

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Masz dziecko. Witaj strachu. Czasem będzie zapomniany, zakurzony gdzieś z tyłu, oddelegowany przez dobre, radosne chwile i zwykłą prozę życia. Ale w podświadomości zostanie z Tobą już na zawsze.

Już wiesz, co czuli Twoi rodzice, gdy zacząłeś wychodzić na pierwsze imprezy ze znajomymi. Miałeś do przejścia 200 metrów z przystanku do domu, trochę oświetlonym chodnikiem, trochę po ciemku, obok ogrodzenia i krzaków. Dla Ciebie nic wielkiego – myślałeś bardziej o tym, że jesteś głodny i że rano musisz wstać przed siódmą.

Wcześniej jechałeś na pierwsze, samodzielne kolonie. Dla Ciebie frajda. Kiedyś, gdy byłeś przedszkolakiem, miałeś zapalenie płuc i 39 stopni gorączki. A na początku swojej drogi, gdy byłeś jeszcze niczego nieświadomym niemowlakiem, miałeś serię szczepionek. Nie pamiętasz tego, ale bardzo dobrze pamiętają to rodzice. Teraz przeżyjesz ten cykl od nowa, ale z drugiej strony, bo… sam jesteś rodzicem.

 

Strach od narodzin, a nawet wcześniej

Strach dopadł Cię już wcześniej, na początku ciąży Twojej wybranki. Może wtedy był tylko kiełkującym niepokojem, obawą – o zdrowie, o prawidłowy rozwój płodu, o to, żeby z kolejnej wspólnej wizyty na badaniu USG wrócić w dobrych humorach i zadzwonić do bliskich, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Strach wzmaga się w dniu porodu – to nowa, nieznana Ci wcześniej sytuacja. Czy wszystko się uda? Czy żona będzie miała dobrą opiekę? Czy nie będzie groźnych dla dziecka komplikacji? Euforia i ulga po udanym porodzie to ostatnie takie beztroskie chwile. Masz dziecko. Witaj strachu. Czasem będzie zapomniany, zakurzony gdzieś z tyłu, oddelegowany przez dobre, radosne chwile i zwykłą prozę życia. Ale w podświadomości zostanie z Tobą już na zawsze.

Zbyt wiele rzeczy może pójść nie tak

Jadąc z porodówki i wioząc obok żonę, a z tyłu kilkudniowe dziecko, byłeś najostrożniejszym i najbardziej przykładnym kierowcą w mieście. Ktoś Cię wyprzedził? Zauważyłeś wtedy jakiś ryzykowny manewr? Wszystkich miałeś za piratów drogowych jadąc dwupasmówką 50 km/h.

Dzieci rosną i się zmieniają. Lęki też rosną i się zmieniają. Na część rzeczy mamy wpływ, na część – w ogóle. Wiecie, czego się boję? Jeździć z moimi dziewczynkami w deszczu albo śniegu, boję się pijanych kierowców, reakcji organizmu na szczepienia, boję się parkingów, że stracę je z oczu w jakimś tłumie, że zaczną chorować i nie mówię tu o infekcji nosa, ale o historiach, które znam z reportaży. Zawsze je oglądam ze ściśniętym gardłem. Przecież mnie też to może spotkać.

Chciałbym trzeciego dziecka. Jednocześnie jednym z ważniejszych argumentów przeciwko jest lęk. Nie chcę się bać o kolejną istotę. Wystarczy, że patrzę na moje dwie dziewczynki i muszę się mierzyć z moimi ojcowskimi, czasami realnymi, czasami wyimaginowanymi lękami. Dziewczynki są piękne i zdrowe – czy trzecie dziecko nie będzie kuszeniem losu? Będą dorastać, jeździć, zwiedzać, chorować – miałbym to przeżywać potrójnie?

 

Na szczęście to tylko procent

To procent naszych myśli w ciągu dnia. Skupiasz się na szczęściu, śmiechu, zabawach, tym, co zrobisz na kolację, gdzie powiesić kolejny rysunek i dlaczego w przedszkolu, w jakiś magiczny sposób znikają wszystkie spinki z włosów Twojej córki. Ludzki umysł nie może wciąż krążyć wokół zagrożeń, inaczej wszyscy byśmy powariowali. Rytm dnia i wypracowane rytuały trzymają nas przy zdrowych zmysłach.

Ale teraz rozumiem, dlaczego moja mama nie spała, kiedy miałem 20 lat i wracałem z imprezy. Kiedyś się z tego śmiałem, dzisiaj doskonale to rozumiem. Nawet teraz, gdy jestem ponad 10 lat starszy i mam swoją rodzinę, dzwoni do mnie, żebym dał znać, gdy skończę jakąś dłuższą trasę samochodem. Kiedyś mnie to drażniło, dzisiaj sam wiem, że rodzicem jest się już zawsze i zawsze będzie się odczuwać strach.

Dziś było poważnie, ale za tydzień obiecuję napisać dla Was zabawny tekst.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail