Aleteia

Adoptowała 13 dziewczynek z Ugandy. Jej synek szaleje za siostrami!

Udostępnij
Komentuj

Katie Davis w wieku osiemnastu lat postanowiła zrobić sobie rok przerwy przed studiami i pojechać na wolontariat misyjny do Ugandy. Potem miała wrócić na uniwersytet i uczyć się, bawić, podróżować, pracować, zakochać się. Mogła robić cokolwiek – dlaczego więc z tysiąca możliwości, jakie oferuje życie, wybrała wychowywanie trzynastu ugandyjskich sierot?

Podczas swojego pobytu w Ugandzie, Katie miała być nauczycielką dla dzieci mieszkających w sierocińcu. Szybko okazało się jednak, że staje się dla nich przede wszystkim mamą, której tak bardzo potrzebowały. Modliła się o wskazówkę, co powinna zrobić dalej. W końcu postanowiła nie wracać do domu. Czuła, że nie może zostawić „swoich dzieci” samych.

 

13 dzieci w ciągu półtora roku

Pewnego razu w czasie burzy zawaliła się lepianka, w której mieszkały trzy małe dziewczynki. Wszystkie były zakażone wirusem HIV. Okazało się, że jedna z nich wymagała po tym wypadku leczenia w szpitalu, a Katie nie chciała zostawiać jej samej. Nie chciała też odsyłać żadnej z dziewczynek z powrotem do przepełnionego sierocińca, co byłoby konieczne, bo nie miały żadnych żyjących krewnych.

22-letnia wówczas Katie wynajęła domek, do którego przyjęła dziewczynki. W ciągu półtora roku do ich tworzącej się rodziny dołączyło kolejnych dziesięcioro dzieci. Wszystkie były osierocone lub porzucone przez rodziców, część doświadczyła w przeszłości przemocy, część była zakażona wirusem HIV.

Moim pierwszym odruchem wcale nie jest stwierdzenie: o, dziecko, pozwól mi je adoptować. Najlepszym rozwiązaniem jest wychowywanie ich w Ugandzie przez Ugandyjczyków. Ale wiedząc, że nie mają gdzie się podziać, nie jestem w stanie ich odesłać – mówi Katie.

 

Tata trzynastu dziewczynek (i jednego chłopca)

Katie czuła się już mamą, ale po cichu marzyła, aby pewnego dnia zostać też żoną.

Benji wychowywał się w tym samym stanie, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od rodzinnego domu Katie. Poznali się jednak dopiero w Ugandzie – on też przyjechał tu na wolontariat misyjny. Na ich ślubie dumnie prezentowało się trzynaście pięknych druhenek. Od tej pory dziewczynki oprócz mamy mają też tatę.

Para nadal mieszka w Ugandzie razem ze swoimi podopiecznymi. Doczekali się też synka. Niespełna dwuletni Noah uwielbia swoje starsze siostry. Ma ich aż trzynaście, więc jest komu go rozpieszczać.

 

Dziesięć lat w Ugandzie. Amazima ministries

Chcąc pomóc jeszcze większej liczbie dzieci Katie założyła organizację Amazima ministries, oferującą małe stypendia dzieciom, które chcą chodzić do szkoły, a nie stać ich nawet na podstawowe przybory. Każdego popołudnia otwierają też z mężem swój dom i tym, którzy przyjdą pomagają w odrabianiu lekcji, leczą lżejsze choroby, opatrują rany, zawożą do lekarza, rozdają jedzenie, organizują zabawy, wspólnie śpiewają i czytają Biblię.

W tym roku mija dziesięć lat od pierwszego przyjazdu Katie do Ugandy. Jej słowa, którymi podsumowuje tę dekadę na swoim blogu mogą się wydać zaskakujące.

Nie chodzi o naszą produktywność dla Boga, ale o czas, jaki spędzamy na modlitwie u Jego stóp. Nie chodzi o nasze publiczne życie, uznanie, usłyszenie od innych „dobra robota”, ale o ciszę, kiedy próbujemy Go dosięgnąć, gdy nikt nie patrzy. Nie chodzi o nasze zmienianie świata, ale o pozwolenie Mu na zmianę serca tak, aby bardziej przypominało Jego – pisze Katie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail