Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Organista ma modlitwę ułatwiać, a nie utrudniać

ORGANY W KOŚCIELE
Tim Gouw/Unsplash | CC0
Udostępnij

W dzisiejszych czasach jesteśmy codziennie faszerowani szeroko pojętą muzyką rozrywkową – internet, telewizja, radio itp., stąd też pokusa, by płytkie utwory przemycać także do liturgii, bo są „fajne” – mówi organista z warszawskiego kościoła akademickiego św. Anny, Kamil Steć.

Lidia Konar: Dlaczego postanowił Pan zostać właśnie organistą, a nie pianistą lub śpiewakiem?

Kamil Steć: Organy zawsze mnie interesowały ze względu na potęgę oraz różnorodność brzmienia. Jako dziecko lubiłem obserwować organistę w mojej parafii w Sokołowie Podlaskim. Najbardziej fascynująca i tajemnicza była umiejętność gry nogami.

Oczywiście, tak jak większość organistów, swoją edukację muzyczną rozpocząłem od nauki gry na fortepianie. Będąc w IV klasie szkoły podstawowej, pierwszy raz miałem możliwość zagrania na mszy – ze względu na chorobę miejscowego organisty. Podobno poszło mi zupełnie dobrze, aczkolwiek z racji na wysoki głos – byłem przed mutacją – większość osób myślała, że to kobieta grała i śpiewała.

Dodatkowo z racji na ówczesny wzrost, nie dosięgałem nogami do klawiatury pedałowej, więc nie mogłem jeszcze w pełni cieszyć się grą na organach. W każdym razie ten dzień wspominam jako moje oficjalne rozpoczęcie przygody z tym instrumentem.

Prawdziwa nauka gry na organach rozpoczęła się dopiero na studiach – początkowo na Muzykologii na Uniwersytecie Kardynała S. Wyszyńskiego, a następnie na Wydziale Dyrygentury Chóralnej, Edukacji Muzycznej, Muzyki Kościelnej, Rytmiki i Tańca Uniwersytetu Muzycznego F. Chopina – przeniosłem się do Warszawy, gdzie miałem okazję zobaczyć i usłyszeć bardzo dobre instrumenty oraz poznać świetnych organistów. W ten sposób powoli zaczęła kiełkować myśl o pójściu w ich ślady. 

Czytaj także: „Nie” dla gitary elektrycznej, syntezatorów i „Hallelujah” Cohena w liturgii. Instrukcja Episkopatu

Od 8 lat pełni Pan funkcję organisty w kościele akademickim św. Anny w Warszawie. Jak Pan traktuje swoją pracę?

Od najmłodszych lat w moim życiu ważne były 2 sfery – wiara i muzyka. Studia muzykologiczne utwierdziły mnie w przekonaniu, że obie te sfery silnie ze sobą współgrają. Z jednej strony wiara pomaga nieraz odkryć piękno muzyki, z drugiej zaś – dobra muzyka pomaga w pogłębianiu wiary.

Tym bardziej cieszę się, że mogę już od kilku lat pracować w kościele św. Anny, w którym naprawdę można poczuć siłę żywego słowa Bożego. Z kolei od strony muzycznej – jest to dla mnie duży zaszczyt, bo mam do dyspozycji jeden z najlepszych instrumentów w kraju.

Swoją pracę traktuję jako pomoc wiernym w modlitwie, ale także jako własną formę modlitwy połączonej z pasją. Dlatego kocham uczucie, kiedy słyszę za plecami ścianę dźwięku – grając siedzę tyłem do ołtarza – w postaci głośno śpiewającego tłumu wiernych.

Czy nadal można Pana usłyszeć grającego podczas uroczystości liturgicznych w Kaplicy Pałacu Prezydenckiego?

Zgadza się, nadal zdarza mi się grać podczas mszy w Pałacu Prezydenckim. Jest dla mnie dużym zaszczytem możliwość uczestniczenia w mszach w tak ważnym miejscu.

Ale niezależnie od tego, kto jest w kościele – prezydent, biskup, złodziej, prostytutka – staram się do nich dotrzeć poprzez muzykę i im pomóc w modlitwie.

Czytaj także: Czy w Kościele się tańczy? Dwa słowa o tańcu w liturgii

Czym w ogóle jest muzyka liturgiczna i co ma wyrażać ?

Muzyka liturgiczna jest często rozumiana jako ozdoba liturgii, dodatek. Tymczasem jest czymś dużo ważniejszym – jest jej integralną częścią. Zgodnie z przepisami, celem muzyki liturgicznej jest oddanie chwały Bogu oraz uświęcenie wiernych.

Warto przytoczyć tu fragment jednej z mszalnych prefacji: „Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, ale się przyczyniają do naszego zbawienia”. Tym bardziej zatem powinniśmy brać czynny udział w śpiewie, przecież nie robimy w ten sposób łaski Bogu, lecz chcemy Mu oddać chwałę.

Mamy także piękne w swej prostocie stwierdzenie św. Augustyna: „Kto śpiewa, dwa razy się modli”. W dzisiejszych czasach jesteśmy codziennie faszerowani szeroko pojętą muzyką rozrywkową – internet, telewizja, radio itp., stąd też pokusa, by tego typu płytkie utwory przemycać także do liturgii, bo są „fajne”. Liturgia wymaga jednak czegoś więcej, utwory powinny być na odpowiednim poziomie. Nie możemy pozwalać na bylejakość.

 

W kościele św. Annie ludzie śpiewają. A jak Pan ogólnie ocenia poziom muzyki kościelnej w polskich kościołach?

Poziom muzyki w polskich kościołach jest bardzo zróżnicowany. Niestety, w wielu kościołach gry i śpiewu nie da się słuchać. Podstawowym grzechem większości organistów jest nierówna gra, przez co wiernym trudno włączyć się we wspólny śpiew.

Organista powinien swoją grą ułatwiać modlitwę, a niestety mam wrażenie, że często ją utrudnia. Na YouTube powstało już kilka części kompilacji nagrań z różnych kościołów, pt. „Niektórzy polscy organiści”. Słuchając ich nie wiem, czy się śmiać, czy płakać.

Myślę, że część winy leży także po stronie księży, którzy nie doceniają wagi muzyki w liturgii – zatrudniane są osoby bez odpowiedniego wykształcenia, w myśl zasady „oby coś tam grało”, a na takie podejście my – wierni nie możemy pozwalać. Inną sprawą jest stan instrumentów, który w wielu kościołach woła o pomstę do nieba. Organy są instrumentem, o który należy regularnie dbać. Tylko w takim przypadku odwdzięczy się pięknym brzmieniem.

Na szczęście mamy coraz więcej muzyków po wyższych studiach muzycznych, przygotowanych do gry w kościołach na odpowiednim poziomie.

Jak głosi instrukcja Konferencji Episkopatu Polski o muzyce kościelnej, którą przyjęto na zakończonym 14 października br. zebraniu plenarnym KEP w Lublinie – nie wolno w liturgii wykonywać utworów o charakterze świeckim. Czy wpłynie to na jakość muzyki w Kościele? Mamy już Instrukcję Episkopatu Polski o muzyce liturgicznej po Soborze Watykańskim II.

Moim zdaniem instrukcja wydana niedawno przez KEP nie wnosi nic specjalnie nowego, ale cieszę się, że powstała. Dobrze, że księża biskupi dostrzegli narastający problem wykonywania podczas liturgii nieodpowiednich utworów.

Byłoby dobrze, by księża, organiści oraz inne osoby odpowiedzialne za muzykę w kościołach wreszcie zaczęły się stosować do tych wytycznych. Należy uzmysłowić także muzykom, że kościół nie jest odpowiednim miejscem do wykonywania muzyki popularnej.

Czytaj także: Co by było gdyby muzyka liturgiczna była tak silna i poruszająca, jak msza święta na to zasługuje?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail