Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Na nic nie jesteś za stara! Nie wmawiaj sobie tego

KOBIETA Z DESKĄ SURFINGOWĄ
Hugh Sitton/Stocksy United
Udostępnij

Kolarstwo, tkactwo, nurkowanie czy wyprawa w góry? Jeśli nie zrobiłaś czegoś w wieku dwudziestu lat to nic straconego – masz jeszcze dużo czasu. Wiek nie musi być ograniczeniem.

Mam trzydzieści lat i bardzo często zdarza mi się słyszeć od moich rówieśniczek te same słowa: „jestem na to za stara”.

Zwłaszcza jedna z moich przyjaciółek jest „za stara”, by iść na koncert, „za stara”, by wyjść wieczorem do kina, „za stara”, by nosić jakieś ubrania. Wiele razy słyszałam też, jak czterdziestodwuletnia projektantka wnętrz oświadcza, że „chyba ma już sklerozę”. A to dopiero początek.

 

Za stara, by smakować życie?

Wśród dzisiejszych dwudziestoparolatków określenie „jesteśmy tacy starzy” stało się refrenem powtarzanym na imprezach urodzinowych czy podczas wspominania jakże odległych czasów liceum. Celebryci, którzy z pewnością mają lekką obsesję na punkcie wieku, głośno lamentują z okazji trzydziestych urodzin czy osiągnięcia „ćwierćwiecza”.

Oczywiście, wiele takich zdań wypowiada się z przymrużeniem oka, ale prawdziwą ironią wydaje mi się to, że te słowa zyskują popularność w czasach, kiedy ludzie żyją dłużej niż kiedykolwiek w historii.

Można wręcz powiedzieć, że statystycznie odmłodnieliśmy. Jeżeli możesz dożyć setnych urodzin to przedział 30-40 lat przestaje być „wiekiem średnim”.

Skoro już od dwudziestoparolatków można usłyszeć, że są za starzy, by robić pewne rzeczy, pozostaje pytanie, co planują robić przez pozostałe siedemdziesiąt czy nawet osiemdziesiąt lat? Wreszcie, zastanawia mnie fakt, czy takie przedwczesne uznawanie się za przypadki geriatryczne nie prowadzi do narzucania sobie samej zbędnych ograniczeń.

Czytaj także: Szymon Majewski: Bilans 50-latka, czyli 5 cudownych objawów starzenia się

 

To nie kwestia wieku tylko perspektywy

Według Galit Nimrod, izraelskiej badaczki zawodowo zajmującej się kwestiami wieku, ten trend ma mniej wspólnego z faktyczną liczbą przeżytych lat, a więcej z czymś, co nazywamy cyklem życia. „Poczucie, że jest się na coś za starym, zwykle nie ma wiele wspólnego ze sprawnością fizyczną danej osoby, a raczej tym, w jakim momencie życia się znajduje oraz ze związanymi z nim oczekiwaniami” – wyjaśnia Nimrod.

Na przykład w pewnych krajach chodzenie do klubów nocnych jest postrzegane jako rozrywka ludzi młodych lub singli. W efekcie wiele par małżeńskich rezygnuje z takich wyjść, chociaż wciąż potrafią, a nawet wciąż lubią tańczyć. „Chociaż mówią, że są na to za starzy, tak naprawdę mają na myśli to, że są już na innym etapie życia” – dodaje Nimrod.

Na szczęście, dla wszystkich podobnie jak ja zirytowanych takim narzekaniem, to podejście czy też wymówka jest według ekspertów od starzenia bezpodstawne.

W ostatnich latach różne procesy technologiczne oraz kulturowe diametralnie zmieniły stan rzeczy. Wielu ludzi po czterdziestce wciąż chodzi na randki, a i powrót do bycia singlem w nieco starszym wieku przestaje być szokujący. „W efekcie życie ludzi staje się bardziej zróżnicowane, widzimy coraz mniej ludzi, którzy robią coś tylko dlatego, że «tak powinni w swoim wieku»” – mówi Nimrod.

I dodaje, że czynniki takie jak wiek czy etap życia przestają wstrzymywać ludzi przed angażowaniem się w różne aktywności. „Dziś widzimy czterdziestolatków w parkach rozrywki czy ludzi powyżej sześćdziesiątki podróżujących w Himalaje” – wyjaśnia.

Więc mimo tego, że wielu ludzi czerpie perwersyjną przyjemność z ogłaszania wszem wobec, że są na coś za starzy, ten koncept wczesnego starzenia nie wydaje się na szczęście powstrzymywać zbyt wielu przed eksperymentowaniem czy angażowaniem się w nowe aktywności na późniejszych etapach życia.

Rozmawiałam z wieloma kobietami, które są żywym dowodem na to, że jeśli nie zrobiłaś czegoś w wieku dwudziestu lat, to nic straconego – masz jeszcze dużo czasu.

 

Nowe pasje

W wieku pięćdziesięciu lat Lynn Tejada postanowiła zrobić sobie przerwę od długoletniej kariery w dziale PR i podjęła się sezonowej pracy w swoim ulubionym sklepie z ubraniami w lokalnym pasażu handlowym. „Pomyślałam sobie »czemu nie?«. Przez te cztery miesiące nauczyłam się wielu nowych rzeczy. Każdy może skorzystać na spojrzeniu na życie z innej perspektywy, nieważne ile ma lat” – wyjaśnia.

Dla czterdziestosześcioletniej Eaddy Sutton, która w ostatnich latach znalazła wiele nowych hobby, wiek to tylko liczba.

Sekret, o którym nikt nie mówi, jest taki, że większość ludzi znajduje nowe pasje przez całe życie – żyjemy po prostu w kulturze zbyt nakierowanej na kult młodości, żeby zauważyć, jak długie i interesujące jest życie.

Dziewięć lat temu, kiedy miała trzydzieści lat, Liana Yvkoff rzuciła dobrze płatną pracę informatyczki, by podążać za swoją pasją i zostać pisarką. „Nie chodziłam do szkoły dziennikarskiej, nie mam znajomości i mam niewielkie doświadczenie. To trudne konkurować z młodszymi i bardziej znanymi pisarzami, ale jestem zdeterminowana, żeby utrzymywać się z pisania” – mówi.

W wieku czterdziestu ośmiu lat Bernadette Murphy nauczyła się prowadzić motocykl i zjeździła na nim pół Ameryki. Przeprowadziła się na trzy miesiące na Polinezję Francuską. Nauczyła się nurkowania oraz wspinaczki.

Żyję bardziej intensywnie niż wtedy, kiedy miałam dwadzieścia czy trzydzieści lat, bo nauczyłam się podejmować ryzyko. Na pewno jestem teraz mniej strachliwa. Mam wystarczające doświadczenie, żeby wiedzieć, że umiem sobie poradzić z wieloma rzeczami – to jedna z cenniejszych rzeczy, które zdobywa się z wiekiem.

„Zaczęłam chodzić na lekcje tkactwa dwa lata temu – mówi pięćdziesięciodziewięcioletnia powieściopisarka Molly Moynahan – Nauczenie się nowej umiejętności okazało się dla mnie najlepszym sposobem na poradzenie sobie z blokiem pisarskim i problemami z publikacją”.

Osiem lat temu Naomi Eisenberg, która sama siebie opisuje jako „bardzo młodą siedemdziesięciolatkę”, założyła organizację non-profit Good People Fund, zajmującą się „mikrofilantropią”, która pozwala pomagać innym w skali lokalnej społeczności. Od początku działalności udało jej się zebrać ponad siedem milionów dolarów na rzecz swojej organizacji.

Claire Handscombe zaczęła uczęszczać na lekcje baletu po trzydziestce, amerykańska pisarka Jill Morley rozpoczęła karierę bokserską w wieku czterdziestu lat, by dziewięć lat później zwyciężyć w najbardziej prestiżowym turnieju boksu amatorskiego National Golden Gloves w kategorii Master. Joan Anderman zaczęła śpiewać punk rocka skończywszy już pięćdziesiąt lat, a B. Lynn Goodwin czekała do sześćdziesiątych drugich urodzin, żeby po raz pierwszy wyjść za mąż.

Coraz więcej ludzi znajduje nowe hobby, rozpoczyna karierę czy rozwija nowe zainteresowania na późniejszym etapie życia. Można mieć tylko nadzieję, że wymówka czy wykręt, że jest się na coś za starym, odejdzie do lamusa.

Wierzę, że z czasem będziemy coraz częściej spotykać się z taką postawą, a także większą akceptacją dla ludzi, którzy podejmują nowe wyzwania bez względu na wiek czy etap życia – tłumaczy Nimrod.

Więc jeśli nawet siedemdziesięciolatka wpływa na życie tysięcy ludzi dzięki swojej organizacji non-profit, a kobieta po czterdziestce może zjechać pół kraju na swoim motocyklu, dlaczego powtarzasz, że jesteś za stara, żeby wybrać się na koncert w piątkowy wieczór?

Czytaj także: Romantyczna historia żony marynarza. „Na takiego mężczyznę można czekać”

Czytaj także: 5 lekarstw na smutek od… św. Tomasza z Akwinu!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail