Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

Jestem dzieckiem z gwałtu, a moja mama była… zakonnicą

DŁONIE MATKI I CÓRKI
Shutterstock
Udostępnij

Minęły już trzy lata od dnia, w którym dowiedziałam się, że zostałam poczęta w takich okolicznościach. I po raz pierwszy otwarcie chcę Wam o tym opowiedzieć.

Na początku próbowałam to zanegować (a przynajmniej nie myśleć o tym więcej). Pierwsze wrażenie mną wstrząsnęło: tak naprawdę nie istniałam w planach nikogo z mojej rodziny, a najmniej w planach mojej mamy! Ona zaplanowała sobie życie zupełnie odmienne od tego, które dzisiaj wiedzie ze mną.

W momencie gwałtu była zakonnicą – śluby wieczyste złożyła pięć lat wcześniej. Wiem, że była wspaniałą zakonnicą i miała (nadal ma) mentalność typową dla pokolenia papieża Jana Pawła II – uważała, że młodzi powinni brać w swoje ręce losy Kościoła.

Wielu szczegółów tego, co się wydarzyło, do tej pory nie znam, gdyż dowiedziałam się o całej sprawie ze starej korespondencji prowadzonej wówczas przez moją mamę. Całą ciążę spędziła z dala od swego kraju. Wówczas otrzymywała wiele listów od rodziny, od swego najlepszego przyjaciela (kapłana, który został moim ojcem chrzestnym) i od kilku sióstr ze swego zgromadzenia.

Czuję, że Bóg zaczął działać od samego początku, posługując się matką przełożoną kongregacji – natychmiast jej jedyną troską stała się ochrona mojej mamy. Wraz z rodziną mamy doszła do wniosku, iż najlepszym wyjściem będzie oddalenie mamy od jej środowiska, aby dzięki temu mogła ona podjąć decyzję bez zewnętrznej presji. Matka przełożona starała się także chronić zgromadzenie. Mama miała zadecydować, czy mnie odda do adopcji i wróci do zakonu, czy też zostawi habit i zostanie moją mamą.

Wiem, że Bóg objawił się poprzez osoby, które towarzyszyły wówczas mojej mamie. Dzięki odkrytej korespondencji mogłam niemalże dotknąć tego, jak w miarę upływu kolejnych miesięcy rozwijały się w niej uczucia (nie miałam dostępu do listów mamy, lecz do odpowiedzi na nie).

Przeczytałam je wszystkie kilkakrotnie. Mam swoje trzy ulubione. Pisane są w odstępie kilku miesięcy. Uczucia towarzyszące każdemu z tych okresów są odmienne i mam nadzieję, że pomogą mi złożyć dobre świadectwo.

Mogłam zauważyć, że na początku cała ta sytuacja wydawała się mamie bardzo mglista, nosiła w sobie poczucie winy (jest to bardzo powszechna reakcja ofiar gwałtu, pojawia się wrażenie, że można było tego uniknąć) i żadne z rozwiązań nie wydawało się odpowiednie. Jedyną jasną odpowiedzią było w danym momencie zaufanie Bogu.

W jednym z listów mój chrzestny napisał do niej: „Moja droga R., do dziś nie daje mi spokoju pytanie, dlaczego mnie tam nie było, żeby Cię obronić; dlaczego Bóg pozwolił, by to Cię spotkało, jednak odnalazłem nieco pokoju w Bożym Słowie, w lekturze Księgi Hioba. Bóg nas wystawia na próbę, aby się przekonać o naszej wierności. Wiem, że i z tej próby wyjdziesz zwycięsko, jak to już robiłaś wcześniej!”.

W pierwszym momencie lektura tych listów była jak kubeł zimnej wody na moją głowę. Myślę, że wszyscy lubimy sobie wyobrażać, iż byliśmy zaplanowani i kochani (przynajmniej kochani) od pierwszego momentu. W rzeczywistości zdarza się, że wcale tak nie było, przynajmniej na samym początku, a nawet w wielu przypadkach, wcale tak ciągle jeszcze nie jest. Jednak, niezależnie od sytuacji, Bóg zawsze kocha nas od samego początku, gdy postanawia nas postawić na tym świecie. Wiele czasu zajęło mi pojęcie tej prawdy. Moim tajemnym kluczem stało się wierne trzymanie Boga za rękę – zrozumiałam, że wszystko to miało jakiś sens.

W miarę upływu czasu zauważałam, że otaczające nas osoby  obdarowywały mnie ogromną czułością i w każdej możliwej sytuacji brały mnie pod uwagę. Już nie chodziło tylko i wyłącznie o dobro mojej mamy, ale również o moje – na początku trudno było sobie zdać sprawę, że wszelkie decyzje przez nią podjęte, będą również dotyczyć i mnie. Wszyscy zaczęli nas postrzegać jako rodzinę.

Pewna zakonnica wysłała mamie pocztówkę o treści: „Droga R., mam nadzieję, że wszystko u Ciebie dobrze. Zawsze się modlę za Ciebie i za tę istotkę, którą w sobie nosisz. Biedaczyna, niczemu nie jest winna; to czysta niewinność, która nie może płacić za cudze błędy. Droga R., odwagi!”.

W tym momencie wszystko zrozumiałam i jestem pewna, że również mama zaczęła pokonywać depresję w czasie, gdy otrzymała tę kartkę. Pomyślałam sobie: „Ok, jestem dzieckiem z gwałtu. Mogę wyżalać się z powodu tego wypadku albo mogę codziennie dziękować Bogu, że pozwolił mi żyć i wzrastać z tak wspaniałą mamą”.

Czytaj także:
Mogły nie urodzić

Przeczytanie tej malutkiej pocztówki to było jak ponownie się urodzić. W miarę jak rosłam, odkrywałam plany, jakie Bóg dla mnie przygotował, a teraz, gdy już wiem skąd przychodzę, mam dużo więcej zapału do ich realizacji, gdyż czuję, że On dał mi szansę, której odmawia się każdego dnia milionom dzieci.

Wreszcie nadszedł dzień moich urodzin, w grudniu 1993 roku. Dzięki Bogu i mojej mamie urodziłam się zupełnie zdrowia. Także mamy zdrowie było w doskonałym stanie. Owego dnia mój chrzestny napisał następujący tekst: „Droga R., dziękuję. Dziękuję, bo dziś powiedziałaś życiu tak”.

Nie mogę stwierdzić, że od tej pory wszystko stało się łatwe. Pozostawało jeszcze wiele bardzo skomplikowanych spraw do rozwiązania, między innymi prośba do Stolicy Świętej o dyspensę ze ślubów i wyjaśnienie przyczyn, które zmuszały moją mamę do takiego kroku.

Jednak Bóg nie zezwala na zło, gdyby z niego nie miał wydobyć dobra. Po moich urodzinach mama dostała pracę w Konferencji Episkopatu mojego kraju, a po kilku latach została krajowym koordynatorem ds. młodzieży. Bóg nie pozwolił, aby oddaliła się od swojego wyboru pracy dla innych, dla młodych, pomimo tego, że nie miała tego robić na sposób, który sobie na początku wyobrażała.

Wzrastałam w takim środowisku, pośród młodych będących blisko Boga, nie wstydzących się własnej wiary, podążających za Jezusem i kochających Maryję. Dlatego dziś jestem młodą dziewczyną zakochaną w mojej wierze i w moim Kościele.

Na zakończenie pozostaje mi podziękować Bogu za szansę, którą On mi dał – najpierw za możliwość przyjścia na ten świat, następnie, za możliwość życia u boku mamy, która nigdy nie rozpatrywała aborcji, jako jednego z rozwiązań. Nie było wcale łatwo, szczególnie dla niej, jednak każdego wieczoru ofiarujemy się  w ręce Boga i prosimy o wstawiennictwo wszystkich tych, którzy już odeszli, między innymi przełożoną zakonu.

Obie czegoś się wspólnie nauczyłyśmy. Myślę, że fakt, iż jesteśmy tylko my dwie, tworzy pewien szczególny związek. Myślę także, że sposób, w jaki otrzymałam życie, że sytuacje, przez jakie mama musiała dla mnie przejść, sprawiają, że miłość, jaką mama do mnie teraz żywi jest zupełnie niezwykła.

Mam nadzieję, że to świadectwo okaże się pożyteczne dla tych kobiet, które, tak jak moja mama kiedyś, muszą teraz zdecydować o przyszłości swoich dzieci. Proszę, nigdy nie zgódźcie się na aborcję! Bóg darzy Was szczególną miłością, ma też wspaniałe plany dla Waszych dzieci, które przychodzą na ten świat niechciane. A dla matek ma wspaniałą nagrodę za „tak” powiedziane życiu, mimo że to życie jest owocem tak smutnych sytuacji.

Ludziom, którzy zostali poczęci w wyniku gwałtu, pragnę pozostawić moje przesłanie: proszę, wychwalajcie Boga za każdy dzień Waszego życia!

*Autorka świadectwa ma 22 lata i postanowiła pozostać anonimowa.

Tekst pochodzi z portugalskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!