Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jerzy Górski. Przeżył narkotykowe piekło, został mistrzem świata

JERZY GÓRSKI
REPORTER
Udostępnij

Czy mógł przypuszczać, że mając prawie 30 lat stanie na podium jako zwycięzca w triathlonowych mistrzostwach świata? Czy mógł przewidzieć, że wiele lat później stanie się bohaterem filmu, który nakręci jeden z najpopularniejszych polskich reżyserów?

Historia życia pana Jerzego Górskiego to prawdziwa sinusoida wzlotów i upadków. Pochodzi z Głogowa i tam, jako 15-latek, po raz pierwszy zetknął się z narkotykami. To był czas jego młodości, czas zainteresowania wszystkim, co nowe, a że przypadał na okres zachwytu stylem życia dzieci-kwiatów, wszystkiego chciał spróbować. Moda przychodziła z Zachodu, ale oczywiście nikt wtedy nie myślał o uzależnieniu; po prostu – fajna przygoda i już. To przyszło zaraz potem.

 

Jerzy Górski w narkotykowym piekle

Najtrudniejszy czas – czternaście mrocznych lat życia Jerzego Górskiego – to okres uzależnienia od twardych narkotyków: morfiny, kokainy, heroiny. Ale też innych używek – alkoholu, nikotyny. Czas naznaczony pogrzebami kolejnych bliskich mu osób, znajomych, kolegów, pobytami w zakładach karnych, więzieniach, szpitalu psychiatrycznym. Do Lubiąża, gdzie leczył się na oddziale dla narkomanów, trafiał aż siedem razy. Do zakładów karnych i milicyjnych aresztów, w czasie narkotykowego szaleństwa przywożono go każdego roku za włamania do aptek po morfinę. Był na dnie i myślał tylko o jednym, żeby znowu mieć towar! Ile razy otarł się o śmierć – nie liczył.

Kiedy przyszło otrzeźwienie? Miał 27 lat, gdy w radiu usłyszał głos Kotańskiego. Mówił o tym, że narkotyki zabierają człowiekowi wolność. Pan Jerzy zapragnął ją odzyskać. Dwa lata leczenia w Monarze, naznaczone spotkaniami z Kotańskim, okazały się dla niego najważniejsze. Tam liczyła się wspólnota, ludzie, którzy też przeszli przez to samo piekło i dobrze się rozumieli. Nie było przymusu, każdy mógł wyjść i wrócić do dawnego życia.

 

Podwójny Ironman. Górski mistrzem świata

Zamiast lekarzy w białych fartuchach – liczyły się szkoła i sport. Mimo że był w bardzo złym stanie fizycznym, rozpoczął intensywne treningi pod okiem słynnego maratończyka, Antoniego Niemczaka. Wcześniej nigdy nie myślał, że zacznie biegać, chociaż w dzieciństwie trenował gimnastykę. Ćpanie przekreśliło jednak tamtą sportową karierę, ale od losu dostał drugą szansę. Rzucił się na nią łapczywie, jakby chciał nadrobić czternaście zmarnowanych lat. A że w Monarze codziennie biegali, spodobało mu się.

Dołożył do tego jazdę na rowerze oraz pływanie. I bardzo walczył o swoje. Nawet wtedy, kiedy nie chcieli mu dać paszportu i później, kiedy wypadek omal nie przekreślił startu w upragnionych zawodach. Pan Jerzy trenował już wtedy młodzież i podczas jednego z takich treningów na Węgrzech wjechał w niego… samochód. Wydawało się, że nie będzie mógł chodzić, ale lekarze jakoś go poskładali. A on uparł się i zaczął biegać.

I wreszcie wystartował! Double Ironman to osiem kilometrów pływania, trzysta sześćdziesiąt kilometrów jazdy rowerem i osiemdziesiąt cztery kilometry biegu. Nie miał nawet porządnych butów, więc kupił używane. Jeden nieco mniejszy od drugiego bardzo obcierał. Kiedy stopy krwawiły z bólu, powycinał w nich dziury, ale biegł dalej! Zawody w Alabamie ukończył z najlepszym rezultatem 24 godziny, 47 minut i 46 sekund.

 

Najlepszy

„Minęło ponad 30 lat od momentu, kiedy stanąłem przed drzwiami Monaru i wyruszyłem na wojnę z okrutnym wrogiem” – wspominał po latach w wywiadach promując film o sobie samym.

Dziś mogę powiedzieć, że najtrudniejsze nie jest wcale leczenie, ale funkcjonowanie w codziennym, normalnym życiu, kiedy wszystko zależy tylko od ciebie. Potwierdzają to słowa Marka Kotańskiego, który wiele razy powtarzał mi, że to poza ośrodkiem zaczyna się prawdziwe życie. Wiem jedno: siła jest wtedy, kiedy ma się swoją pasję i ciągle robi coś fantastycznego, swojego, własnego i można się tym podzielić z innymi. I nawet kiedy jest nam źle i przychodzi zwątpienie, to właśnie te chwile są naszym zabezpieczeniem, sprowadzają nas na ziemię i przypominają, że cały czas trzeba być czujnym.

W kinach można oglądać film inspirowany życiem Jerzego Górskiego pt. „Najlepszy”. Reżyserował Łukasz Palkowski. Zainteresowanych losami Jerzego Górskiego odsyłamy również do książki Łukasza Grassa pt. „Najlepszy”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail