Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czarny humor. Czyli o Kościele na wesoło

CZARNY HUMOR
Udostępnij

Ktoś kiedyś powiedział, że prawdziwy śmiech można usłyszeć u dzieci i za murami klasztoru. I to się po części sprawdza – przekonują ks. Piotr Pawlukiewicz i ks. Bogusław Kowalczyk, autorzy „Czarnego humoru”.

Ks. Piotr Pawlukiewicz i ks. Bogusław Kowalczyk to nie tylko znani rekolekcjoniści, ale też żartownisie. Publikujemy fragment audiobooka ich autorstwa „Czarny humor. Czyli o Kościele na wesoło”.

 

Dowcipy dla kardynała

Siostry zakonne zawsze są bardzo ciekawe, co tam nowego słychać w świecie… A już szczególnie śmieszne rzeczy dzieją się na obiadach, jubileuszach czy jakichś przyjęciach. Kiedyś opowiedziałem dwa dobre dowcipy kardynałowi Nyczowi. I od tamtej pory, jak ksiądz kardynał mnie widzi, to pyta: „Masz coś nowego?”.

Chcemy Wam razem z ks. Bogusławem Kowalskim, moim serdecznym przyjacielem jeszcze z czasów seminarium, pokazać Kościół trochę od innej strony. W Kościele, owszem, jest smutek, cierpienie, łzy. Ale jest także miejsce na śmiech!

 

Humor w Kościele

Zdarzyło się raz – opowiadam często tę anegdotkę – że zostałem zaproszony przez siostry zakonne na spotkanie opłatkowe dla dzieci upośledzonych, między innymi niewidomych. I te siostry poprosiły, żebym wziął gitarę (bo ja trochę wtedy grałem). Ale kiedy wszedłem z tą gitarą, to ja się tych dzieci po prostu przestraszyłem. Przestraszyłem się dzieci! Biegają, krzyczą… To było zupełnie co innego niż koncerty w szkołach, kiedy Pawlukiewicz gra z zespołem, a wszyscy słuchają. Te dzieci w ogóle nie słuchały! Siostra mówi:

– Niech ksiądz gra Wśród nocnej ciszy.

– Chwileczkę, muszę nastroić instrument.

No i siedzę, jak na tronie… w złotej koronie. Siostra prosi raz jeszcze:

– Proszę księdza, tylko głośno! Wśród nocnej ciszy czy coś innego niech ksiądz zagra.

– Chwileczkę, poprawiam jeszcze instrument! – odpowiadam, a w duszy boję się coraz bardziej.

W końcu przychodzi taki „muminek” i staje naprzeciwko mnie, przechyla głowę i mówi:

Ty, wal w te druty, bo jak nie walniesz, to ja walnę

W jednej chwili całe powietrze ze mnie zeszło.

 

Czy ksiądz może zapalić?

Na kolędzie jest zawsze częstowanie i to tłumaczy, skąd często u nas nadwaga.

– Proszę pani, proszę nie częstować, bo widzi pani, że ja mam kłopoty z nadwagą – mówię w jednym domu.

– Bo, proszę księdza, żeby schudnąć, to trzeba wcześniej wstawać.

– Proszę pani, ja wstaję codziennie przed szóstą.

– Nie, nie. Od stołu…

Innym razem pukam, otwiera starszy pan. Kompletnie ciemno w mieszkaniu:

– Szczęść Boże, czy pan sobie życzy odwiedziny księdza po kolędzie?

– Tak, proszę bardzo.

– Można zapalić? – i sam szukam włącznika. Pstryknąłem w końcu, zapaliło się światło, rozglądam się, a faceta nie ma.

Stolik jest, ołtarzyk uzbrojony, krzyż, kropidło, a jego nie ma.

Czekałem chyba z pięć minut. W końcu jest.

– Przepraszam, proszę księdza, ale ja jestem niepalący, dlatego poszedłem po papierosy do sąsiadów, żeby księdza poczęstować…

 

Zbyt droga gospoda

Przypomniała mi się jeszcze jedna anegdota związana z Bożym Narodzeniem. W jednej parafii odbywały się jasełka. I to, co zrobił mały chłopiec podczas przedstawienia, to było mistrzostwo świata.

Jasełka. Rodzice wpatrzeni w swoje dzieci. Role podzielone. Na scenie dwóch bystrych czterolatków. Jeden w roli Józefa, drugi gra karczmarza. Wszystko szło dobrze, ale nagle karczmarz chciał być dowcipny i gdy Józef go zapytał:

– Karczmarzu, karczmarzu, czy przyjmiesz mnie pod swój dach? Mnie i Maryję, która jest w stanie błogosławionym?

Wiadomo, co powinien był odpowiedzieć: „Wynoś się, biedny jesteś, nie ma miejsca”. A on mu zrobił psikusa i rozwalił całą rolę, mówiąc:

– Oczywiście, zapraszam, jest dużo miejsca.

Więc Józef zbaraniał i oczami daje znać, że NIE, żeby powiedział, że NIE!

– Pytam cię jeszcze raz: karczmarzu, karczmarzu, czy przyjmiesz Maryję i mnie pod swój dach?

– Zapraszam, mam dużo jadła, miejsca. Proszę, chodźcie.

Każdy by pewnie zgłupiał w takiej sytuacji. A Józef zachował zimną krew (czterolatek!) i mówi:

Maryjo, chodź, tu jest dla nas za drogo.

*Audiobook (a także książkę) z anegdotami opowiadanymi przez ks. Pawlukiewicza i ks. Kowalczyka można kupić na stronie rtck.pl.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail