Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak ks. Popiełuszko „zoperował” mojego tatę

LEKARZ ZE STETOSKOPEM
Shutterstock
Udostępnij

Dopiero po tym wszystkim Asia wyliczyła sobie, że operacja miała miejsce właśnie w październiku. Sama dziś dokładnie nie pamięta daty, ale jest prawie przekonana, że musiało się to dziać w okolicach 19 października – wspomnienia błogosławionego Męczennika z warszawskiego Żoliborza.

Diagnoza: guz przysadki mózgowej

Pamiętacie niezwykłe świadectwo Justyny, opisywane w moim tekście kilka tygodni temu? To była historia zastanawiających „przypadków” dokonujących się za wstawiennictwem bł. Księdza Jerzego Popiełuszki. Historia, przez której karty przebijało się męstwo tej dziewczyny. Dziś pójdziemy tą drogą raz jeszcze.

„Trzy, może cztery lata temu wykryto u mojego Taty guza przysadki mózgowej – rozpoczyna Asia. – Na wszystkich w rodzinie padł blady strach. A to przez fakt, że brat Taty zmarł, gdy miał zaledwie 34 lata. Na… guza mózgu. Śmierć młodego mężczyzny, ojca dwójki dzieci i to w ciągu dwóch miesięcy. To był szok”.

Ten wujek był chrzestnym Asi. Gdy umierał, miała zaledwie cztery latka. Do dziś pamięta jeden jedyny moment w relacjach z nim. Działo się to na Boże Narodzenie. Wtedy ją uściskał. Mimo że była maleńka, pamięta ten moment po dziś dzień. „Nie rozumiem, jak to możliwe, ale po prostu to pamiętam” – wspomina.

Asia zna zapach śmierci. Zna zapach cierpienia. Od lat pomaga ludziom, pracując jako wolontariusz na onkologii w jednym z warszawskich szpitali.

„Wiesz, Stefan… Mimo że bywałam tu od sześciu już lat, to to jednak jest zupełnie inaczej. Jak jedziesz tam z własnym Tatą, jesteś na granicy szaleństwa. Na granicy opanowania. Przeżywasz w środku totalny tajfun”.

Lekarze stwierdzili, że guz nie jest złośliwy. Że nie ma dużego ryzyka przy operacji. Że mogą ją przeprowadzić przez nos. Asi ulżyło. Poszli wraz z mamą do szpitalnej kaplicy.

„Mieliśmy wrażenie, że posługujący tam ksiądz jest jakiś taki troszkę z innego świata. Dziwny. Jakby lekko nieobliczalny. Z czasem jednak zaczęliśmy czuć do niego coraz większą sympatię. Na stoliczku kaplicy stały czyjeś relikwie. Ksiądz nie powiedział nam czyje. Po prostu stały”.

Tata Asi został zabrany na salę operacyjną. Asia wraz z Mamą chwyciły za różaniec.

„To dziwne, ale wewnętrznie byłam jakoś spokojna. Dopiero z czasem w całym tym spokoju zaczęłam odczuwać lęk”.

 

Modlitwa w czasie operacji

Mijały kolejne minuty. Jedna po drugiej. Wokół Asi zaczęło pojawiać się coraz więcej biegających po korytarzu pielęgniarek. W pewnej chwili zrobiło się nawet całkiem tłoczno. Dziwne zamieszanie.

„Od razu przyszła do mnie myśl, że może coś poszło nie tak. Wyciągnęłam komórkę i w aplikacji Pismo Święte weszłam w litanie i wylosowałam pierwszą z brzegu. Tak się złożyło, że była to litania do bł. Księdza Jerzego Popiełuszki. Zaczęłam odmawiać”.

Sekundy mijały coraz wolniej. Słowa litanii uspokajały skołatane nerwy Asi. Dodawały wytchnienia i ulgi. Pozwalały odzyskać równowagę.

„Sama nie wiem, kiedy skończyłam odmawiać. Wiem tylko, że zaraz po tym Tata wyjechał z sali operacyjnej. Wybudził się”.

Tata Asi musiał pozostać jeszcze trochę w szpitalu. Odwiedzając go, Asia raz po raz zachodziła do znajomej już szpitalnej kaplicy. Szybko zorientowała się, czyje są te relikwie, przed którymi modliła się za zdrowie Taty. Były to relikwie bł. Księdza Jerzego.

„To nie koniec! – oczy Asi są coraz większe. Jest wyraźnie podekscytowana. – Ten ksiądz, który tam posługiwał, co to miałam go w pierwszej chwili za «dziwnego», okazał się być wcześniej wikarym u św. Stanisława Kostki (kościół, w którym leży ciało bł. Księdza Jerzego)! A obecnie jego wiernym czcicielem.

Dopiero po tym wszystkim Asia wyliczyła sobie, że operacja miała miejsce właśnie w październiku. Sama dziś dokładnie nie pamięta daty, ale jest prawie przekonana, że musiało się to dziać w okolicach 19 października – wspomnienia błogosławionego Męczennika z warszawskiego Żoliborza.

 

Ścigający nas święci

To nie koniec. Sam Tata Asi po paru miesiącach po operacji przyznał się, że jeszcze przed diagnozą przeszedł się na spacer ruszając ze szpitala Bielańskiego. I tak zawędrował aż na Żoliborz. Skończywszy spacer na modlitwie nad grobem bł. Księdza Jerzego Popiełuszki.

„Po tej historii Justyny, którą napisałeś dla Aletei, uznałam, że święci naprawdę nas ścigają. Sama nie miałam świadomości, że dotyka to również mnie osobiście”.

Na koniec Asia nieco poważnieje.

„Przypomniałam ostatnio Tacie o całej tej historii. Opowiedziałam mu raz jeszcze to wszystko. Jak to wyglądało z mojej perspektywy. Tata tylko słuchał, kiwał głową i spokojnie patrzył w jeden punkt. Żadnych emocji. Tylko lekki uśmiech. W końcu, gdy powiedziałam, że «wylosowałam» wtedy litanię do bł. Księdza Jerzego, Tata jakby się obudził. Uśmiechnął się, uniósł wzrok do góry i westchnął z radością”.

Asia wie, że nie było tu ani grama przypadku.

„Od czasu diagnozy Tata codziennie odmawia różaniec. Dziękczynny. Czasami widzę, jak robi to po cichu w samochodzie. Czasem dostrzegam długo palące się światło w jego pokoju. Czasem po prostu słyszę ciche szeptanie «Zdrowasiek»… Wówczas kocham go jeszcze bardziej”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail