separateurCreated with Sketch.

Motocyklowy gang księży. Klub kapłański ze specjalną misją

KAPŁAŃSKI GANG MOTOCYKLOWY
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Redakcja - publikacja 01.12.17 - aktualizacja 16.01.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
To jest nasze działanie duszpasterskie. Nie można wszystkich wrzucić do jednego kotła diabelskiego. Też po to jesteśmy, żeby włożyć rękę do jakiegoś kotła i wyciągać tych ludzi.

Wracamy do jednej z naszych ulubionych historii życiowych. Nagranie wywiadu, podczas którego ksiądz Tomasz Tytus Zdeb wyjaśniał, czym zajmuje się motocyklowy gang... księży.

Pierwsza sprawa: jesteśmy kapłanami. To jest kapłański klub motocyklowy, czyli nie może być w nim ktokolwiek. Trzeba mieć ważne święcenia i nie można nosić na swoich ramionach żadnych kar kościelnych. To jest część naszego hobby. Należy do nas jeden biskup pomocniczy - opowiadał ks. Tomasz.

Pytany o to, ile kosztuje taka maszyna i czy na takie hobby pieniądze idą z tacy, mówił:

Z tacy nie idzie nic na żadne hobby księdza. Taca jest zarezerwowana na cele parafialne. Nawet jako antyklerykał trzeba to wiedzieć, że to jest stereotyp, że ksiądz z tacy dostaje na cokolwiek. Wiadomo, że każdy zarabia, tak samo i ksiądz. Dostaje pensję za te rzeczy duszpasterskie, które wykonuje lub jako katecheta. I można powolutku odkładać. Motocykle mogą być droższe niż samochody. Mój motocykl kosztuje 17 tys. zł – wyjaśniał.

Skąd taki pomysł duszpasterski i w jaki sposób księża z klubu realizują w nim swoje kapłańskie powołanie?

Są osoby, które w tych gangach motocyklowych posługują nam jako ministranci. W zeszłym roku u mnie w parafii był ślub motocyklisty, który już od ponad 15 lat żył nawet bez związku cywilnego z jakąś kobitką, mieli dwójkę dzieci. Przez rozmowy, przez nić sympatii, to właśnie na tej płaszczyźnie przyszła refleksja, żeby zatroszczyć się też o te sprawy. Przychodzi do kancelarii motocyklista, wytatuowany, krępy, ma jakiegoś diabła na plecach, to ksiądz, który siedzi w kancelarii myśli, że przyszedł jakiś poganin, który chce coś wykręcić. Żeby zdjąć taką maskę złego motocyklisty i zobaczyć w nim człowieka, który potrzebuje pomocy. I to jest między innymi nasze działanie duszpasterskie. Nie można wszystkich wrzucić do jednego kotła diabelskiego. Też po to jesteśmy, żeby włożyć rękę do jakiegoś kotła i wyciągać tych ludzi – podkreślał ks. Tomasz Zdeb.

 

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.