Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Motocyklowy gang księży. Klub kapłański ze specjalną misją

KAPŁAŃSKI GANG MOTOCYKLOWY
Unsplash | SalveTV
Udostępnij

To jest nasze działanie duszpasterskie. Nie można wszystkich wrzucić do jednego kotła diabelskiego. Też po to jesteśmy, żeby włożyć rękę do jakiegoś kotła i wyciągać tych ludzi.

Gościem Tematu Dnia w Salve TV był ks. Tomasz Tytus Zdeb, wiceprezydent kapłańskiego klubu motocyklowego „God’s Guards”. W rozmowie z Piotrem Otrębskim wyjaśniał, czym zajmuje się motocyklowy gang… księży.

Pierwsza sprawa: jesteśmy kapłanami. To jest kapłański klub motocyklowy, czyli nie może być w nim ktokolwiek. Trzeba mieć ważne święcenia i nie można nosić na swoich ramionach żadnych kar kościelnych. To jest część naszego hobby. Należy do nas jeden biskup pomocniczy – opowiadał ks. Tomasz.

Pytany o to, ile kosztuje taka maszyna i czy na takie hobby pieniądze idą z tacy, mówił:

Z tacy nie idzie nic na żadne hobby księdza. Taca jest zarezerwowana na cele parafialne. Nawet jako antyklerykał trzeba to wiedzieć, że to jest stereotyp, że ksiądz z tacy dostaje na cokolwiek. Wiadomo, że każdy zarabia, tak samo i ksiądz. Dostaje pensję za te rzeczy duszpasterskie, które wykonuje lub jako katecheta. I można powolutku odkładać. Motocykle mogą być droższe niż samochody. Mój motocykl kosztuje 17 tys. zł – wyjaśniał.

Skąd taki pomysł duszpasterski i w jaki sposób księża z klubu realizują w nim swoje kapłańskie powołanie?

Są osoby, które w tych gangach motocyklowych posługują nam jako ministranci. W zeszłym roku u mnie w parafii był ślub motocyklisty, który już od ponad 15 lat żył nawet bez związku cywilnego z jakąś kobitką, mieli dwójkę dzieci. Przez rozmowy, przez nić sympatii, to właśnie na tej płaszczyźnie przyszła refleksja, żeby zatroszczyć się też o te sprawy. Przychodzi do kancelarii motocyklista, wytatuowany, krępy, ma jakiegoś diabła na plecach, to ksiądz, który siedzi w kancelarii myśli, że przyszedł jakiś poganin, który chce coś wykręcić. Żeby zdjąć taką maskę złego motocyklisty i zobaczyć w nim człowieka, który potrzebuje pomocy. I to jest między innymi nasze działanie duszpasterskie. Nie można wszystkich wrzucić do jednego kotła diabelskiego. Też po to jesteśmy, żeby włożyć rękę do jakiegoś kotła i wyciągać tych ludzi – podkreślał ks. Tomasz Zdeb.

 

 

Czytaj także:
Motocykliści Pana Boga

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail