Aleteia

„Najlepszy” – nie musisz nim być. Ale może warto?

fot. R. Palka
Jakub Gierszał
Udostępnij
Komentuj

Większość z nas czuje się na tyle w porządku, że nie widzi potrzeby zmiany lub nie ma do niej wystarczającej motywacji. Póki ból jest do zniesienia, nie idę do lekarza, póki nie tonę, nie zakładam kamizelki ratunkowej.

W ubiegły weekend mieliśmy okazję wyjść z mężem na randkę. Trafiliśmy jak zwykle do kina, bo uwielbiamy seanse na dużym ekranie. To, co było tym razem wyjątkowe, to fakt, że poszliśmy na film polski, „Najlepszy”.

 

Praca nad sobą nie na pół gwizdka

Wyszliśmy naprawdę poruszeni. Moim pierwszym odczuciem po seansie było zawstydzenie. Moje małe sukcesy w pracy nad sobą, na przykład regularne ćwiczenia czy modlitwa, z których jestem dumna, są jednak… bardzo małe. To znaczy są dobre i wartościowe, lecz umniejsza je fakt, że trzymanie się wysiłku w tych dwóch aspektach życia, usprawiedliwia mnie w moich oczach z totalnego luzu w całej reszcie.

Rano wylewam siódme poty z Chodakowską, a wieczorem bez opamiętania zajadam słodycze, bo przecież mogę, zasłużyłam sobie wcześniejszymi ćwiczeniami. Gdy tylko skończę modlitwę, sięgam po telefon, bo mogę wreszcie bez reszty oddać się wirtualnej rzeczywistości.

Cóż po pracy nad sobą, która jest raczej nakładaniem grubej warstwy make-upu na brzydkie pod spodem nałogi? Jak pisze Św. Paweł „Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi”. Nie na pół gwizdka, nawet nie do pierwszego siniaka, a do przelewu krwi!

 

Gdy dotkniesz dna, odbijaj się

Stać Cię na taką walkę, możesz więcej, niż Ci się wydaje. Człowiek jest niepokonany, jeśli mu na czymś maksymalnie zależy. Znosi dyskomfort, trud, wysiłek. Walcząc ze sobą i swoją słabością, kształtuje charakter i siłę woli. Zarazem jednak, rzadko kiedy jest rzeczywiście na tyle zdeterminowany, by wykrzesać w sobie tę niezłomność.

Większość z nas czuje się na tyle w porządku, że nie widzi potrzeby zmiany lub nie ma do niej wystarczającej motywacji. Póki ból jest do zniesienia, nie idę do lekarza, póki nie tonę (mimo że łódź przecieka), nie zakładam kamizelki ratunkowej.

W „Najlepszym” doskonale pokazane jest wchodzenie w coraz większe bagno, aż do jego najgłębszego dna. I dopiero od niego można się odbić, dopiero twardy upadek stawia na nogi. Drzemiący potencjał wyzwala sytuacja ekstremalna.

Gdy ujrzymy prawdę o naszej nędzy w pełnym świetle, mamy większą szansę na trwałą przemianę. Ile razy widać to także w Ewangelii – im gorszy grzesznik, tym bardziej spektakularne i szczere nawrócenie, w stylu Marii Magdaleny, Zachariasza czy wspomnianego już św. Pawła.

 

W tym szaleństwie jest metoda?

Wszystkie te postaci łączy pewien radykalizm. Czy Górski też należy do tego rodzaju szaleńców? Czy jego bezsprzecznie inspirująca postawa, jest wyrazem takiego radykalizmu? Czy wręcz przeciwnie, to inny objaw tej samej choroby, zamiana jednego uzależnienia na drugie? Z tą różnicą, iż ukierunkowane na coś „zdrowszego”, bo sport. O ile zdrowym można nazwać 7,6 km pływania, 360 km jazdy na rowerze i 84,4 km biegu.

 

Za jaką cenę

Może zdrowie psychiczne najpełniej objawia się nie w byciu najlepszym, ale (wcale nie takim prostym!) byciu… przeciętnym, zwykłym. Nadaliśmy tym przymiotnikom pejoratywne znaczenie, przeciętna uroda czy zwykły dzień, brzmią nudno i nieatrakcyjnie.

A jednak w tej niepozorności jest siła – nie muszę nikomu nic udowadniać, spalać się dla niezaspokojonych ambicji, wymyślać nowych gór do zdobycia, by poczuć przez chwilę, że żyję. Nie muszę być najlepszy, a na pewno nie we wszystkim.

Wybitne jednostki prezentują godny podziwu hart ducha, ale nierzadko idzie z nim w parze perfekcjonizm, nie liczący się z kosztami. Czy gna ich „żarłoczność”? Wciąż chcą więcej i więcej, dzięki czemu więcej osiągają, ale czy są przy tym szczęśliwi? Czy czują się bardziej wygrani czy samotni?

Może lepiej jest doceniać to, co jest, bez pogoni za nierealnymi marzeniami. Tylko czy wdzięczność za obecny stan nie przykrywa tego, że przestałeś pragnąć? Wyrzekłeś się jakiejś części swojego serca, na rzecz świętego spokoju?

 

Jakie są Twoje intencje?

Wracamy do punktu wyjścia. Sztuką jest doceniać życie, zanim otrzemy się o śmierć. Cieszyć się chwilą, zanim zabraknie na to czasu. Kochać, zanim stracimy bliskich, dzielić się, zanim sami poczujemy smak biedy. Potrafisz tak? Gdzie jest Twoje serce? Tam będzie i skarb Twój.

Bardzo lubię takie historie jak „Najlepszy”. Skłaniają do refleksji i pytań o sens, głębię i granice człowieczeństwa. Jeśli obejrzeliście ten film, podzielcie się Waszymi wnioskami, bardzo jestem ich ciekawa!

Udostępnij
Komentuj
Tags:
filmpasja
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail