Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Pan Andrzej rozłożył swój dom na części i oddał potrzebującym

MIESZKAŃCY SZYNWAŁDU
Udostępnij

Miał spędzić w nim spokojną emeryturę, ale stwierdził, że na to jeszcze przyjdzie czas. Rozmontował więc świeżo postawiony dom z bali i zawiózł 400 km dalej.

Teraz będzie służył rodzinie Wiśniewskich, której po sierpniowych nawałnicach sufit wciąż sypie się na głowy. „Po prostu są ludzie, którzy bardziej potrzebują niż ja” – mówi Andrzej Sapieszko.

Żeby znaleźć najbardziej potrzebujących, pan Andrzej zadzwonił do sołtysa Rytla, Łukasza Ossowskiego. Ten skierował go do koleżanki – sołtys Szynwałdu, Kamili Jabłońskiej. Od razu pomyślała o Wiśniewskich.

Ich stuletni dom był w opłakanym stanie. Wiatr zerwał dach, stropy niszczyły się pod wpływem deszczu. Został im tylko jeden pokój, w którym czują się w miarę bezpiecznie. I to w nim spędzą święta Bożego Narodzenia. Mają nadzieję, że już ostatnie. Marzy im się Wielkanoc pod nowym dachem. Do starego domu nie mają już sentymentu. Chcą się z niego jak najszybciej wyrwać, bo 9-letni Wiktor wciąż śni o wichurze. Dobrze pamięta ten potworny strach: żeby tacie nic się nie stało…

 

 

Dom z bali. Z Kamieńczyka do Szynwałdu

Kiedy do Szynwałdu przyjechała ciężarówka wypełniona 12-metrowymi balami ze słowackich świerków, nie trzeba było nikogo prosić o pomoc. Mieszkańcy sami z siebie zakasywali rękawy i brali się do roboty. Po nawałnicy stali się sobie jeszcze bliżsi.

Nigdy nie zapomnę tego, jak pan Stanisław [Wiśniewski] zakleił prowizorycznie swój dach i służył innym pomocą. Kilka dni po nawałnicy, gdy nadal nie było prądu, pojechał ze mną i strażakami o 6 rano do jednego z gospodarstw rolnych w Szynwałdzie, aby podłączyć prawidłowo śrutownik do dużego zewnętrznego agregatu. Dzięki temu rolnicy z całej okolicy mogli uśrutować jedzenie dla swoich zwierząt. To, że pan Stanisław – sam dotkliwie poszkodowany – pomagał innym jak tylko potrafił, chwyciło mnie za serce – w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” mówiła sołtys Kamila Jabłońska.

Kiedy wiatr szalał na Pomorzu, pan Andrzej był w Warszawie i z przerażeniem patrzył na obrazki w telewizji. Decyzja o podzieleniu się domem była impulsem. „Doszedłem do wniosku, że można w ten sposób pomóc komuś, kto tej pomocy potrzebuje. Osiem lat temu przeżyłem pożar, który zniszczył nasz dom od środka. Wtedy też zacząłem budowę nowego – opowiadał „Gazecie Wyborczej”. – Ale plany życiowe się zmieniły. Dzieci zaczęły inaczej widzieć swoją przyszłość i nie chciały już korzystać z domu z bali. Doszedłem do wniosku, że nie jest mi potrzebny. I tak narodził się pomysł przekazania go bardziej potrzebującym”.

Lepszego mikołajkowego prezentu rodzina Wiśniewskich nie mogła sobie wymarzyć!

Źródła: bydgoszcz.wyborcza.pl, fakty.tvn24.pl

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail