Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czego katolik może nauczyć się od „Mindhunter’a”?

MINDHUNTER
Kadr ze zwiastuna
Udostępnij

„Mindhunter”, genialna produkcja Netflixa, to inteligentny serial o pułapkach postępu. A także o cienkiej granicy między dobrem i złem, winie i karze oraz tym, że cel nie uświęca środków.

Najsłynniejsi seryjni mordercy kontra inteligentny pyszałek z FBI. Czy w ogóle można przechytrzyć psychopatę? Czy to realne, by wyjątkowo okrutny przestępca z własnej woli podjął współpracę z federalną policją?

Nie jest to zestaw pytań stawiany przebiegłemu Hannibalowi Lecterowi, znanemu z zamiłowania do wytrwanego Cianti i innych, upiornych hobby. Przed problemem staje sympatyczny i nieco safandułowaty z pozoru bohater „Mindhunter”, Holden Ford. Trochę nieśmiały, lecz ciekawy świata pracownik wydziału behawiorystyki FBI postanawia podjąć nie lada wyzwanie. Ma przeprowadzić serię wywiadów z najbardziej okrutnymi mordercami, jakich poznała Ameryka w kolorowych latach 70.

Filmowy Ford napotyka na sceptycyzm kompana, prostolinijnego, dobrotliwego, choć nieco szorstkiego w obejściu agenta Billy’ego Tencha. Zmaga się też z grubo ciosanym przełożonym. Wreszcie misja ambitnego policjanta zyskuje uznanie. Powstaje zespół zapalonych do pracy, bystrych agentów, mających jeden cel: zrozumienie motywów zabójców.

  

„Mindhunter” – serial o pułapkach postępu

To właśnie na lata ‘70 przypadł czas wielkiego odkrycia kryminalistyki. Stróże prawa, nie mogąc zrozumieć motywów takich psychopatów, jak Charlie Manson, uznali wreszcie, że zabójca nie musi mieć konkretnego powodu, by mordować. Jego motywy mogą pozostać głęboko ukryte w psychice. Do odkrycia miał się przyczynić serialowy Holden Ford – historia z „Mindhunter’a” oparta jest na faktach.

Produkcja Davida Finchera to jeden z najlepszych seriali, choć opatrzony pieczątką „tak ciekawe, że nie dzieje się nic”. Każdy, kto liczy na fruwające flaki, odrażające sceny zbrodni, trzymające w hitchcockowskim napięciu minuty, liczone coraz szybszymi uderzeniami serca, z pewnością się rozczaruje. Albo przeżyje miłe zaskoczenie. „Mindhunter” to jeden z najinteligentniejszych seriali o pułapkach postępu, niebezpiecznych zaułkach innowacji, a równocześnie o trudach i cierpieniach, jakie przeżywa każdy wizjoner.

Holden Ford jest przenikliwym (choć nie tak bardzo, jak jego urocza dziewczyna, inspirująca go do kolejnych, śmiałych posunięć w toku analizy umysłów psychopatycznych morderców) ambitnym stróżem prawa. Przeprowadzając niezwykle wciągające rozmowy z seryjnymi mordercami (znakomity Cameron Britton w roli obłąkanego dowcipnisia-niezguły, czyli krwawego Edmunda Kempera), staje się więźniem własnej pasji. Prędko traci zdrowy dystans do pracy, a kolejne zwierzenia seryjnych morderców uzyskuje całkowicie lekceważąc psychologiczną metodologię. Pycha dosięga go wyjątkowo spektakularnie.

 

Holden Ford – Steve Jobs kryminalistyki

Ford przypomina jednak kogoś w typie „Steve’a Jobsa kryminalistyki”. W czasach, gdy wielu policjantów wolało najpierw strzelać, a potem pytać, on decyduje się na badawczy eksperyment. Chłonie teorie Goffmana, podsuwane mu przez ukochaną studentkę socjologii, dyskutuje z profesor psychologii, a wreszcie stawia czoła niemal wszystkim dokoła, byle tylko móc dopiąć swego. Gdy inni pukają się w głowę, on nosi ją wysoko, pewien, że jeśli nie dzisiaj, to przecież jutro – i tak wyjdzie na jego.

Trudne jest życie takiego „innowatora”, jakim jest Ford. Jego działania wprowadziły wiele śledztw na inne, właściwe tory. Pozostając jednak samemu przeciw wszystkim i dostrzegając w miarę upływu czasu, jak ci „wszyscy” przyznają mu rację, popada w zgubne samozadowolenie, łamiąc reguły gry, a nawet przekraczając cienką granicę między dobrem a złem. Ścieżka Holdena Forda została wytyczona przez takich ludzi, jak dr Thackery z „The Knick”, Tommy Schelby z „Peaky Blinders” czy obłędnego doktora House’a. Ford faktycznie należy to tego typu ludzi, którzy widzą dalej i myślą szerzej. Ludzi, którym wydaje się, że niemal zawsze mają rację. Gotowi są przekraczać bariery, byle odnaleźć to, czego pragną: sukces, pozwalający zmienić bieg historii. Jak kończą? Ubogo. Podobnie do Raskolnikowa ze „Zbrodni i kary”, który pomyślał przez chwilę, że ostatnią nagrodą człowieka nie musi być „złote runo nicości”.

Ford też w to nie wierzy. I zapłacił już za to cenę, o czym – bez spoilerów! – przekona się każdy, kto obejrzy „Mindhuntera”. Widz nie zatraci się, wbrew temu, co głoszą spoty reklamowe, w geniuszach zbrodni, lecz w geniuszu twórczym głównego bohatera. Bohatera oddzielonego od przysłowiowego zera zaledwie cienką linią.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail