Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ile nam wolno? Czyli Maja Bohosiewicz i sceny z życia młodej matki

MAJA BOHOSIEWICZ
EAST NEWS
Udostępnij

Też tak masz, że jak już wyrwiesz się z domu, to myślisz właściwie o jednym – o Twoich dzieciach? Nerwowo zerkasz na komórkę? Masz potężne wyrzuty sumienia? Ten tekst jest dla Ciebie!

Maja Bohosiewicz, aktorka i mama dwóch małych brzdąców, regularnie opowiada na Instagramie o swoich macierzyńskich perypetiach. Ba, robi to z tak wielkim poczuciem humoru, że czasem nie sposób nie popłakać się ze śmiechu. Ale często pomiędzy komediowymi scenami z życia młodej matki, pojawiają się poważne tematy.

 

Na miasto bez dzieci?

Jednym z nich są matkowe wyjścia. Bez dzieci. Niekoniecznie tylko z arcyważnych powodów, jak praca czy wizyta u lekarza. Czasem po prostu na wino z przyjaciółką albo na manicure. Jednym słowem – niekonieczne, nieusprawiedliwione siłą wyższą rozstania z potomstwem.

I tu niejednej „prawdziwej matce Polce” rośnie gul. Jak to? Bez dziecka? Dla własnej przyjemności? Nie może być!

Zaskoczę Cię – może, a nawet powinno!

„Idę zaraz sama do kina. I zamierzam nie mieć wyrzutów sumienia. Jutro idę na cały dzień do pracy. Również bez wyrzutów. Dzisiaj spotkałam się z koleżankami. No hard feelings. Ile nam wolno?” – zapytała aktorka.

 

View this post on Instagram

Idę zaraz sama do kina. I zamierzam nie mieć wumyrzutów sumienia. Jutro idę na cały dzień do pracy. Również bez wyrzutów. Dzisiaj spotkałam się z koleżankami. No hard feelings. Ile nam wolno? Kiedy zaczynamy być na tyle mądre i świadome żeby realizować swoje potrzeby/zachcianki bez udziału osób trzecich? Dlaczego Mamy oprócz nauki jedzenia przy stole nie serwowały nam morałów na temat tego, że Matka pomimo tego, że jest Matką jest również człowiekiem i MUSI mieć czas dla siebie. Musi wyjść z domu i zająć się swoją głową. Albo swoją duszą. Albo dobra… chociaż swoimi paznokciami. Nie możemy wychodzić z domu w poczuciu porzucania dzieci. Nie możemy czuć na karku odpowiedzialności za każdą minutę nie spędzoną ze swoimi Gówniakami. No kurde! TAK BYĆ NIE MOŻE. Pisze to by sama sobie dodać odwagi. Bo mimo wszystko każde niekoniecznie rozstanie wydaje mi się nadużyciem. A przecież to nieprawda. Prawda? #mom #momslife #instamatka #staradzidziutków #mamprawo #czynie #dylematy

A post shared by Maja Bohosiewicz (@majabohosiewicz) on

 

Matka to też człowiek

I od razu spróbowała odpowiedzieć:

Kiedy zaczynamy być na tyle mądre i świadome, żeby realizować swoje potrzeby/zachcianki bez udziału osób trzecich? Dlaczego Mamy, oprócz nauki jedzenia przy stole, nie serwowały nam morałów na temat tego, że Matka, pomimo tego, że jest Matką, jest również człowiekiem i MUSI mieć czas dla siebie. Musi wyjść z domu i zająć się swoją głową. Albo swoją duszą. Albo dobra… chociaż swoimi paznokciami.

Na koniec Bohosiewicz zostawiła najważniejsze:

Nie możemy wychodzić z domu w poczuciu porzucania dzieci. Nie możemy czuć na karku odpowiedzialności za każdą minutę niespędzoną ze swoimi Gówniakami. No kurde! TAK BYĆ NIE MOŻE. Piszę to, by sama sobie dodać odwagi. Bo mimo wszystko, każde niekonieczne rozstanie wydaje mi się nadużyciem. A przecież to nieprawda. Prawda?

Oczywiście, że prawda! Tylko tak trudno wprowadzać ją w życie, kiedy popatrzy się w te słodkie oczy, poczuje na szyi te małe, lepkie rączki. To naturalne, że odczuwamy wielką potrzebę spędzania ze swoim dzieciątkiem każdej chwili. Zwłaszcza na początku jego życia. Ale z czasem burza hormonów się uspokaja, dobry nastrój opada, przychodzi zmęczenie. Całkowita rezygnacja z siebie (nie mam tu na myśli pracy czy kariery, ale po prostu czasoprzestrzeń nieudekorowaną kaszką i pieluchami) to prosta droga do wypalenia.

 

Czas dla siebie

Kiedy czuję, że zaczynam tracić cierpliwość, mój syn jest w stanie mnie zirytować po 20. (a nie, jak zwykle, 60. powiedzeniem – zostaw, nie rusz, nie wkładaj palców do kontaktu, nie oblizuj kibla), zapala mi się czerwona lampka i już wiem – potrzebuję czasu dla siebie. Potrzebuję wyjść z domu i nie robić nic. Nie myśleć o niczym.

U mnie sytuacja jest tym trudniejsza, że regularnie umykam z domu, by popracować (dlatego zawsze żartuję, że matka Polka w pracy odpoczywa). Kiedy więc zaczęłam zostawiać dziecię, by przejść się do sklepu albo kosmetyczki, pojawiło się uczucie, o którym napisała Maja Bohosiewicz. Potężne wyrzuty sumienia. Jak to? Mam zostawić synka, a w tym czasie nie robić nic arcyważnego, pilnego? Właściwie nie potrafiłam się tak do końca zrelaksować, bo siedząc w kinie zerkałam nerwowo na telefon, a podczas kawy z przyjaciółką pisałam co pół godziny do niani/męża/babci, czy wszystko w porządku i czy aby nie muszę natychmiast wracać, by zaradzić jakiejś bolączce mego synka (której, jak wiadomo, tylko ja mogę zaradzić).

Hmm…

Nigdy nie musiałam wracać. Nie było żadnego alarmu. Okazało się, że oni sobie całkiem świetnie beze mnie radzą. To mnie uspokoiło. I pozwoliło nabrać przekonania, że naprawdę – mogę mieć czas tylko dla siebie BEZ WYRZUTÓW SUMIENIA.

Korzyści są oczywiste. Można:

  1. …wypić ciepłą kawę;
  2. …usłyszeć własne myśli (nieprzerywane jękami „mamooooooooooooooooo” 438584678/godzinę;
  3. …porozmawiać w języku polskim z człowiekiem powyżej 2 roku życia;
  4. …nabrać dystansu i spojrzeć na swoją codzienność z innej perspektywy;
  5. …zyskać cierpliwość (niezbędną na kolejne niezliczone „nie oblizuj kibla!”;

 

Dlatego, droga mamo, jeśli czujesz, że styki w mózgu Ci się przegrzewają od „gugu-gugu” albo zwyczajnie opadasz z sił, zasiądź wygodnie w fotelu, weź kalendarz w rękę i zaplanuj swoje wyjście (a dla dziecięcia opiekę). Ba – co więcej, nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia, jeśli zostawiasz dziecko z kimś, kto NIE jest Twoim mężem. Zwariowałam? Nie! Serio, wiem, że dla niektórych mam to nie do pomyślenia. Kurczę, mnie się jeszcze nie zdarzyło, żeby babcia albo niania nakarmiły synka karmą dla kotów albo uczyniły mu inną, wiekopomną krzywdę.

 

I na koniec – jeśli widzisz na Insta albo Fejsie, zdjęcie jakieś matki relaksującej się przy kawie (BEZ dziecka) albo randkującej z mężem, to nie pytaj w pierwszym komentarzu „A z kim zostawiłaś dzieciiiiiiiiiiii?”. To nie pomaga nam w korzystaniu z czasu dla siebie BEZ WYRZUTÓW SUMIENIA.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail