Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jestem niepełnosprawna i nie pozwalano mi być wolontariuszką. Aż do ŚDM

UCZESTNICZKA ŚWIATOWYCH DNI MŁODZIEŻY
Jeffrey Bruno/ALETEIA
Udostępnij

Pamiętam, jakim ciosem było odsunięcie mnie od loterii fantowej na dwa dni przed piknikiem rodzinnym. Ponoć nie poradziłabym sobie… Światowe Dni Młodzieży pokazały mi życie, w którym nie istnieje wyrażenie „nie da się”!

Kiedy wpadłam na pomysł wysłania zgłoszenia do centrum wolontariatu? Chyba po kolejnej konferencji na temat Światowych Dni Młodzieży, zorganizowanej przez moją uczelnię.

Niepełnosprawna, więc sobie nie poradzę?

Jak dotąd, z powodu mojej niepełnosprawności byłam raczej pomijana we wszelkiego rodzaju przedsięwzięciach. Pamiętam, jak płakałam po nocach, kiedy po raz kolejny nie widziano mnie w roli wolontariuszki podczas Festiwalu Piosenki Maryjnej, organizowanego przez moją parafię. Pamiętam, jakim ciosem było odsunięcie mnie od loterii fantowej na dwa dni przed piknikiem rodzinnym. Ponoć nie poradziłabym sobie…

Dlaczego więc z wolontariatem Światowych Dni Młodzieży miałoby być inaczej? Jednak dzięki wspaniałemu koordynatorowi sympozjów i konferencji na temat ŚDM, ks. Maciejowi Ostrowskiemu, który nie widział problemu w moich ograniczeniach, powoli zaczynałam wierzyć w swoje możliwości. Z pewną obawą, ale w końcu wypełniłam kwestionariusz osobowy, oczywiście zaznaczając w nim, że jestem osobą niepełnosprawną.

Odpowiedź długo nie nadchodziła, więc straciłam już nadzieję, że mnie zakwalifikowano. Jednak w ostatnich dniach maja 2016 przyszedł mail zwrotny. Przeczytałam go raz, drugi, trzeci, nie do końca wierząc w to, że jego treść informowała o przyjęciu mnie do grona wolontariuszy na czas ŚDM w Krakowie.

No bo jak to tak? Ci co znają mnie od lat, wolą udawać, że mnie nie ma, natomiast ktoś, kto zna mnie jedynie z kwestionariusza, zaufał mi tak bardzo, że nie widział problemu, aby zapalić przede mną zielone światło?!

Dałam radę!

Odebrałam wiadomość – to do mnie należał teraz kolejny ruch, by wykorzystać szansę najlepiej, jak umiem. Jakiś czas później dowiedziałam się, że zostanę przydzielona do pomocy podczas Festiwalu Młodych. Co za radość. Ale i lęk, czy czegoś nie zawalę…

Zanim znalazłam się w Krakowie, miałam przedsmak tego, co wydarzy się na miejscu podczas tygodnia w mojej diecezji, gdzie także udało mi się dostać na wolontariat. (Tutaj należą się wielkie podziękowania dla parafialnej koordynatorki, która zaufała mi i moim możliwościom).

W tym czasie dodatkowo gościłam w moim domu dwójkę Włochów, godząc obowiązki wolontariusza diecezjalnego ze szkoleniami przed wydarzeniami w Krakowie, na które dojeżdżałam ponad 80 kilometrów w jedną stronę. Do dzisiaj nie wiem, jakim cudem udało mi się to wszystko połączyć…

Do samego Krakowa dotarłam z dużym opóźnieniem, bo dopiero w niedzielne popołudnie, 24 lipca. Odebrałam adres zakwaterowania i pakiet wolontariusza z charakterystyczną, niebieską koszulką, która stała się moim podstawowym ubiorem przez następny tydzień. Moja posługa była czystą przyjemnością, dzięki dwóm współlokatorkom do tańca i do różańca oraz Magdzie, koordynatorce naszego zespołu działającego przy AGH– cudownej, empatycznej osobie.

Dzięki zespołowi wiele się nauczyłam, a przede wszystkim poznałam swoje możliwości w kontaktach z ludźmi. Przekonałam się też o tym, że niewyraźna mowa nie musi być problemem w relacjach międzyludzkich – jeżeli ktoś naprawdę chce mnie zrozumieć, to zrozumie. I nie ma znaczenia, czy mówię po polsku, angielsku czy po chińsku.

Franciszek: recepta na bycie szczęśliwym

Spotkanie z papieżem Franciszkiem – zarówno na krakowskich Błoniach, jak i w podwielickich Brzegach – było jednym z najmocniejszych przeżyć. Najbardziej wzruszającą dla mnie chwilą był Jego przyjazd na Błonia tramwajem z osobami dotkniętymi niepełnosprawnością, czyli takimi jak ja. Moment, w którym przejechał tuż obok mojego sektora z ręką wyciągniętą w geście pozdrowienia, zapamiętam do końca swoich dni.

W czasie ŚDM powiedział do nas tak wiele pięknych słów, które w przypływie emocji nie do końca do mnie wówczas dotarły. Dlatego po powrocie do domu, już na spokojnie, przeczytałam i przeanalizowałam wszystkie Jego przemówienia. Do dziś bardzo często sięgam do książki „Między kanapą a odwagą. Wszystko, co powiedział Papież podczas Światowych Dni Młodzieży”, którą ktoś podarował mi na urodziny. Wiem, że zawsze znajdę w niej prostą receptę na bycie szczęśliwą.

Światowe Dni Młodzieży sporo mi dały. Pokazały mi życie, w którym nie istnieje wyrażenie „nie da się”, zaś podstawą jest wzajemne zaufanie na sto procent. Ale przede wszystkim udowodniły mi, że można robić to, co się lubi, nie „dlatego, że…”, ale „mimo wszystko”. Mimo własnych ograniczeń i przeciwności losu. Do końca życia pozostanę wdzięczna Najwyższemu za mój ŚDM.

Karolina Pławny – Dąbrowa Górnicza, diecezja sosnowiecka. Ma 27 lat, na co dzień animator salezjański. Podczas ŚDM była wolontariuszką zarówno w swojej parafii, jak i podczas wydarzeń centralnych w Krakowie.

Świadectwo Karoliny pochodzi z książki „Młodość – projekt życia”.

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail