Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Przemoc domowa. Dlaczego na to pozwalałam?

KOBIETA PATRZY PRZEZ OKNO
Kivilcim Pinar/Getty Images
Udostępnij

Nie, nie podbił mi oka. Wtedy pewnie odeszłabym od niego. Wmawiałam sobie, że to, czego doświadczam to nie przemoc. Obwiniałam siebie. Ale to była przemoc.

Kiedy ostatni raz widziałam mojego oprawcę, aż skurczyłam się ze strachu.

Byliśmy od trzech miesięcy w separacji, ale dopiero w tamtym tygodniu naprawdę go zostawiłam. Przestałam odbierać telefony i przejmować się jego groźbami, że popełni samobójstwo albo się okaleczy. Byłam spokojna, racjonalna, nie czułam emocji, chociaż bardzo starał się mnie sprowokować. Byłam zdumiona swoim własnym spokojem. Ale bałam się też, jak on zareaguje.

 

Przemoc. Jak znaleźć siłę, by zareagować?

W dniach poprzedzających spotkanie twarzą w twarz czułam, jak rośnie w nim nowa zuchwałość. Kiedy przestałam odbierać telefony, zaczął wydzwaniać w środku nocy do mojej matki. Wymyślał historie o tym, że policja podejrzewa mnie o włamanie do niego, że wnosi oskarżenie, ale może jeszcze wszystko odwołać, jeśli tylko będę dość rozsądna i spotkam się z nim. Kiedy to nie zadziałało, straszył, że przyjdzie do mnie i da mi nauczkę – w końcu to był też jego dom i ciągle miał klucze.

Zwykle okazywał tę przemoc na tyle przemyślnie, że nawet ja nie zawsze umiałam się zorientować. Tym razem jego stara taktyka przymusu nie działała, wydawał się zdecydowany na wszystko. Co jeszcze mógł zrobić?

Kiedy następnego popołudnia zobaczyłam go na podjeździe, przestraszyłam się, ale poczułam też coś innego, własną brawurę, przemożną chęć zakończenia za wszelką cenę tego pasma przemocy. Wybrałam konfrontację zamiast ucieczki.

Pomyślałam, że jeśli zrobi mi krzywdę, przynajmniej prawda wyjdzie na jaw. Ludzie będą musieli zwrócić na to uwagę i świadczyć za mną.

 

Nie czekaj, aż on się zmieni. Szukaj pomocy, kontaktu z terapeutami

Przemoc domowa to wzorzec zachowań, stosowanych w celu zdobycia lub utrzymania kontroli nad partnerem. Niekoniecznie jest to bicie, wiele osób doświadczających przemocy domowej mówi, że przemoc emocjonalna rani o wiele bardziej niż fizyczna.

Tak było w moim przypadku. Nasz związek był fizycznie gwałtowny, ale nie tak bardzo. Mój oprawca popychał mnie, dawał mi kuksańce, dwa razy chwycił mnie na tyle mocno, że zostały sińce. Kiedyś przewrócił mnie na ziemię i złapał za szyję. Ale po roku ciągłego poniżania, kwestionowania mojego zdrowia umysłowego i naprzemiennego cyklu miłości i nienawiści, ta przemoc wydawała się czymś naturalnym. Po prostu przeszkadzałam mu.

Nie, mówiłam sobie. To, czego doświadczam, to nie przemoc, wszystko wynika z mojej winy.

 

Przemoc domowa zaczyna się pomału i postępuje, jeśli dać jej okazję

Wśród złych chwil zdarzają się cudowne – wystarczy, żeby zostać i mieć nadzieję, że kiedyś tych wspaniałych momentów będzie coraz więcej. Ale tak się nie dzieje – przynajmniej nie bez interwencji z zewnątrz.

Przemoc nigdy nie pojawia się ot, tak. Poprzedzają ją liczne sygnały. Ponieważ z czasem sytuacja się pogarsza, najlepiej rozpoznawać je jak najwcześniej i działać szybko. Oto trzy znaki ostrzegawcze – żałuję, że nie dostrzegłam ich wcześniej:

 

1. Poczucie wyższości i roszczeniowość

Na jednej z pierwszych randek mój przyszły oprawca zwierzył mi się: „Żałuję, że nie urodziłem się w innej epoce: Juliusz Cezar, Napoleon Bonaparte i Aleksander Wielki w moim wieku mieli świat u stóp”. Próbowałam maskować niedowierzanie: „Uważasz, że mógłbyś być Juliuszem Cezarem?”. „Tak”, odpowiedział. Chciało mi się śmiać, ale widziałam, że mówi poważnie. Poczułam się niewyraźnie, ale zlekceważyłam to. Wiedziałam wcześniej, że jest pewny siebie i podobała mi się ta jego pewność.

Żałuję, że nie wzięłam tego poważniej, bo właśnie wtedy mówił mi, kim naprawdę jest. Nie była to tylko nieszkodliwa, choć irytująca, arogancja; to było złudzenie wielkości zaprawione roszczeniowością.

Ludzie z manią wielkości uważają się za lepszych od reszty świata, czują się więc upoważnieni do działania w pewien sposób (to znaczy tak, jak chcą) oraz sądzą, że należy im się podziw i/lub posłuszeństwo.

Oprawcy czują się upoważnieni do kontrolowania swoich ofiar. Dlatego osobom z zewnątrz często wydają się zupełnie normalni: krzywdzą tylko te osoby, które w jakiś sposób im na to pozwalają.

 

2. Lekceważenie intuicji

Na koniec naszej pierwszej randki mój oprawca wyszeptał mi do ucha: „Nie wierz tym małym kłamstewkom własnej duszy – będzie chciała cię obronić przed naszą głęboką i prawdziwą miłością, bo się jej boi”.

Wtedy te słowa wydały mi się niezwykle romantyczne. Ale nie były: w rzeczywistości prosił mnie o uciszenie racjonalnych myśli i intuicji, i o całkowite zaufanie jemu.

Chciałam wierzyć w tę romantyczną wizję i uwierzyłam, ignorując rosnący niepokój, piętrzące się dowody i coraz bardziej rozpaczliwe sposoby, w jakie moja podświadomość próbowała mnie ostrzegać – w tym regularne koszmary senne, w których mnie zdradzał albo próbował zabić.

 

3. Stopniowe przesuwanie granic

Kolejną jego strategią było jego ulubione stopniowanie. „Ludzie przyzwyczajają się do wszystkiego” – mawiał. „Wszystko może stać się normą”. Rzeczywiście, byłam tego żywym dowodem.

Zaczęło się subtelnie: poddawał w wątpliwość intencje niektórych moich znajomych mężczyzn i przestałam się z nimi widywać. Nie lubił przyjęć z alkoholem, więc nie pozwalałam sobie nawet na kieliszek wina także wtedy, gdy jego nie było. Ale to było za mało, przestałam więc w ogóle chodzić na spotkania, na których się piło i przestałam uważać, że mogę mieć – czy potrzebuję – przyjaciół mężczyzn.

Z czasem kontrola się zaostrzała, przybywało nowych strategii. Musiał akceptować moje wydatki, porę snu, miejsca i czas podróży, to, z kim się widuję, czym zajmuję się w pracy i wreszcie to, co myślę.

Jeśli nie podporządkowywałam się jego życzeniom, często niewypowiedzianym na głos, krytykował moją inteligencję, zupełnie mnie ignorował, zostawiał samą (kilka razy w publicznych miejscach, kiedy to od niego zależał dojazd do domu, a raz zamknął mi drzwi przed nosem zostawiając mnie na ulicy – w lutym), niszczył albo chował moje rzeczy, groził samobójstwem, okaleczał się przy mnie i fizycznie mnie zastraszał.

Stopniowanie było jego kluczową strategią kontroli i manipulacji. Ponieważ działał subtelnie i w sposób nieoczywisty, poddawałam się w nadziei, że go udobrucham, zyskam trochę spokoju i kilka dobrych chwil. Ale to go tylko ośmielało.

 

Nasz koniec, mój nowy początek

Ostatni raz, kiedy się widzieliśmy, bałam się i miałam zarazem nadzieję, że mnie pobije, co dałoby mi ostateczny dowód, że muszę go zostawić. Szczęśliwie wyszłam z tego spotkania cało.

Mój oprawca nie próbował mnie zabić. Przemoc występuje cyklicznie – on akurat był w fazie „zasysania”, próbował mnie wciągnąć z powrotem, udając chwilową poprawę. Tego dnia pokazał się od najlepszej strony – okazał żal i ból, którego tak nie chciałam widzieć. Prawie mu się udało.

Poddałam się fałszywemu poczuciu bezpieczeństwa: mój oprawca nie zrobi mi krzywdy, bo chce, żebym uwierzyła – sam chce w to uwierzyć – że jest dobrym człowiekiem. Zgodziłam się na spotkanie następnego dnia, żeby ustalić szczegóły logistyczne naszego rozstania.

Potem zrobiło mi się niedobrze, kiedy dotarło do mnie, jak bardzo pasuję do statystyk: ofiary przemocy domowej podejmują siedem prób rozstania, zanim rzeczywiście odejdą.

Nie spotkałam się z nim więcej; to był ostatni raz.

Dopiero po ponad roku terapii zaczęłam rozumieć, że jedyne zakończenie, jakiego mogę się spodziewać, musi być moją decyzją. Ciągle mam nadzieję na potwierdzenie; pewnego dnia chciałabym opisać moje doświadczenia.

Ale jeszcze nie dziś.

Wiem, jak blisko rezygnacji z odejścia byłam podczas naszego ostatniego spotkania i wiem, że ciągle muszę bardzo uważać. Mojemu oprawcy wydaje się, że kiedyś zrozumiem swój błąd i wrócę do niego.

Jeśli dzięki temu mam być bezpieczna, niech tak myśli.

Ja wybieram życie.

 

 

Jeśli jesteś ofiarą lub świadkiem przemocy domowej, pomoc znajdziesz tu:

Niebieska Linia tel. 801 120 002

Policja tel. 112

Kontakt z dzielnicowym – nr telefonu dostaniesz, dzwoniąc pod 112 i podając miejscowość lub dzielnicę, w której mieszkasz

Miejskie i Gminne Ośrodki Pomocy Rodzinie

Kontakt można znaleźć w lokalnych urzędach miasta lub gminy lub na ich stronach internetowych

Telefon zaufania:

Lista numerów telefonów w różnych miastach w Polsce.

 

Pamiętaj, przemoc domowa to nie tylko bicie 

PRZEMOC PSYCHICZNA to każde zachowanie, którego celem jest zmniejszenie poczucia własnej wartości, wzbudzenie w ofierze strachu oraz pozbawianie jej poczucia bezpieczeństwa i kontroli nad własnym życiem.

PRZEMOC SEKSUALNA to każde zachowanie mające na celu zmuszenie ofiary do podjęcia współżycia lub niechcianych zachowań seksualnych bądź zdeprecjonowanie jej seksualności.

PRZEMOC EKONOMICZNA to każde zachowanie, którego celem jest ekonomiczne uzależnienie ofiary od sprawcy.

 

Tags:
przemoc
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail