Aleteia

Rodzinne święta to nie egzamin! Zadbajmy o bliskość

MATKA GOTUJE Z CÓRKĄ
Lumina/Stocksy United
Udostępnij

Nerwowe przygotowania, porządki, pośpiech, zakupy. A chcielibyśmy jeszcze ten czas przeżyć w atmosferze radosnego oczekiwania. Stres i duchowe uniesienie, czy to się da połączyć?

Na przystanku spotykam dawną znajomą Annę. Czekamy na autobus, podchodzi hostessa-śnieżynka i wręcza nam ulotki nowej cukierni. Anka gniewnie gniecie papier i zaczyna opowiadać o zbliżających się świętach. To właściwie nie jest opowieść. Anna gubi wątek, mówi niezbornie i odnoszę wrażenie, że już wpadła w wirówkę sprzątania, kupowania i gotowania.

 

Rodzinne święta czy egzamin?

Mówi, że wczoraj usiadła z mamą, żeby zaplanować święta. „Moja siostra jest w zaawansowanej ciąży, więc po raz pierwszy wigilia będzie u mnie”. Spisujemy, co trzeba kupić.

Magnes na lodówce już trzyma przepisy babci. Jest sobota, mamy czas i nagle orientuję się, że dziwnie boli mnie brzuch, a mama pyta, czy się przeziębiłam. Nawet nie zarejestrowałam, że nerwowo pokasłuję. Czy dam radę? Czy mama będzie dumna? Mąż i szwagier najedzeni? A co będzie, jak się skompromituję i zepsuję całej rodzinie święta. I czy ja się wyrobię, bo przecież, jak co roku, będę chodziła na rekolekcje?! – panikuje.

Obserwuję u niej klasyczne objawy przedświątecznego stresu: galopadę myśli, perfekcjonizm, niepokój, rozdrażnienie. Panika i osobliwa trema. Myślę sobie, czy ona czeka na Boże Narodzenie czy na egzamin maturalny?

 

Świąteczna gorączka

Gdyby istniał termometr do pomiaru świątecznej gorączki, kobiety miałyby 42 stopnie!

„Skoro wiara jest dla ciebie ważna, to może by tak bardziej duchowo, a mniej zadaniowo” – proponuję, a Anna patrzy na mnie jak na ducha. Z niedowierzaniem. I natychmiast zaczyna wyliczać, co ma zrobić. Anna deklaruje, że będzie chodzić na rekolekcje, ale chyba bardziej koncentruje się na liście zakupów. O przygotowaniach do Wigilii opowiada nie jak katoliczka, ale jak zakupoholiczka. Bardziej przeżywa swój debiut w roli pani domu czy duchowe praktyki religijne? Otwiera się na przeżywanie Adwentu czy na otwieranie prezentów?

Jestem trochę złośliwa wobec biednej Anny, ale czynię to w dobrej wierze. Chcę, by zminimalizowała swój stres i była dla siebie lepsza niż dla karpia.

 

Adwent. Czas na przypomnienie sobie, co jest dla nas ważne

Chcę świadomie, a więc radośnie oczekiwać Narodzin Jezusa. Tu i teraz. Czy nieustannie wybiegać w przyszłość, zamartwiać się, że pierogi się rozpadną, makowiec będzie gorzki, choinka okaże się drapakiem, karp mdły, a cioteczka znowu przejmie władzę w rozmowach przy stole, monologując o swoim mądrym pinczerku.

Takie katastroficzne myślenie nakręca perfekcjonizm, niszczącą wielozadaniowość, skłonność do poświęceń dla rodziny i tym samym… oddala nas od rodziny.

Stres grudniowy wynika nie tylko z kumulacji wyzwań, ale również z przedświątecznej kobiecej samotności. Kobieta sama wybiera produkty, bo według niej tylko ona najlepiej to zrobi. Potem izoluje się w kuchni i gotuje. Wiele koleżanek mówi, że piecze po nocach i widzi, jak w innych mieszkaniach światła świecą się tylko w kuchni i widać w nich kobiece główki. No tak, wreszcie jest spokój i nikt nie przeszkadza. Ale ten komfort jest pozorny. Praca solo podwyższa poziom hormonu stresu.

 

Świąteczna bliskość

Warto współpracować, oddać pola, odpuścić, dać innym szansę, żeby się wykazali. Psychologowie twierdzą, że taka przedświąteczna współpraca nie tylko mniej stresuje i zwiększa poczucie bliskości, ale też zachodzi zjawisko synergii, zgodnie z którym efekt współdziałania jest większy niż suma działań poszczególnych osób.

A to znaczy, że zasada: gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść – chyba przechodzi do lamusa. W przygotowaniu świątecznych potraw nie chodzi tylko o efekt finalny, czyli napełnienie brzuchów. To proces. Tworzenia więzi i wspomnień, czyli wszystkiego tego, co można nazwać „emocjonalnym klejem”.

Dlatego proponuję taką modyfikację:

 

Gdzie kucharek sześć, tam rodzina jest!

Jeżeli coś razem robimy, to psychologicznie oddziałujemy na siebie. Motywujemy, kibicujemy i pomagamy sobie nawzajem przeżyć nieuniknione kryzysy motywacji. Bliskość rodzi się ze współpracy. A im mniej wysiłku włożysz w praktyczne przygotowanie do świąt, tym więcej będziesz miała czasu i energii na przeżycie Adwentu w jego duchowym wymiarze.

A jakby połączyć pracę z radosnym oczekiwaniem? Są kalendarze adwentowe i wieńce adwentowe, może by też stworzyć scenariusze adwentowe. Rodzaj głośnych zajęć świetlicowych w wydaniu domowym. Pierniczki można wycinać zadaniowo, ale również radośnie, podśpiewując adwentowe pieśni. Nie utożsamiajmy religijności z surową powagą i obowiązkiem.

 

Uczta duchowa

Jest magia świąt i jest magia Adwentu, dobrze ją odkryć. Zrozumiałam to w zeszłym roku, kiedy zobaczyłam, jak moja przyjaciółka Agnieszka przygotowuje święta razem ze swoimi małymi córkami. Małe więcej przeszkadzają i brudzą, niż pomagają.

Ale przecież nie szykujemy zwykłej wtorkowej kolacji, ale przygotowujemy gastronomiczną bazę dla duchowej uczty – opowiada. – I nagle to całe krzątanie się staje się radosną katechezą. Lepimy uszka, modląc się wspólnie na głos. Uczę dzieci kolęd, których kiedyś nauczyła mnie babcia. Dziewczynki dopytują o małego Jezuska. W zeszłym roku niespodziewanie wpadł dwunastoletni syn brata, Antek, który okazał się mistrzem w robieniu śledzia w trzech smakach.

To spotkanie w krainie garów tak zbliżyło kuzynostwo, że w święta było mniej dziecięcych kłótni niż zazwyczaj. Było dużo śmiechu. Wspominaliśmy. Pewnego roku dwulatka Tosia tak szczodrze przyprawiła makowiec pieprzem, ale każdy ładnie udawał, że mu smakuje, a dziadek nawet poprosił o dokładkę.

 

Adwent, czyli świt…

Zgadzam się, że z każdej wpadki można zrobić anegdotę. Przecież wieczerza wigilijna to nie konkurs w stylu gotowanie na ekranie. Cała kuchnia jest upaćkana, potrawy nie wyglądają tak jak na kulinarnych blogach, mocowane dziecięcą ręką bombki spadają z choinki. Te drobne i większe niedoskonałości budują świąteczną atmosferę, tworzą wspomnienia.

Jestem pewna, że córki Agnieszki zapamiętają nie tylko magię świąt, ale też magię świątecznych przygotowań. Ksiądz prof. Janusz Pasierb, poeta, którego miałam zaszczyt znać, pięknie napisał: „Adwent to świt”.

W tej metaforze rozpoznaję pewne zadanie terapeutyczne dla wierzących. Żeby tego nadchodzącego nowego dnia nie zmarnować martwieniem się. Nie zniszczyć małymi troskami. Nie zbanalizować bieganiem po sklepach. Niech ten czas czekania będzie pięknym wstępem do pierwszej gwiazdki na niebie.