Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Mój styl życia? Umieranie

POCZĄTEK WIECZNOŚCI
Udostępnij

Bóg - źródło wszelkiego życia - wielokrotnie pozwolił mi umrzeć, bym w ten sposób ogołacał się z egoizmu, z tego wszystkiego co mnie od Niego oddala.

Śmierć jeszcze za życia

Kiedy usłyszałem te słowa pierwszy raz, pamiętam, że zrobiły nam mnie piorunujące wrażenie. Może to osoba frontmana kapeli, może przełomowy okres w moim  życiu, a może po prostu jest w nich siła. Siła, która – paradoksalnie – prowadzi do życia. „Jeśli umrę, zanim umrę, to nie umrę, kiedy umrę” – o co tutaj w ogóle chodzi?

W radiu leciały nowe piosenki Luxtorpedy, a ja przygotowywałem się do ślubu. Czytałem wtedy wiele książek i artykułów na temat bycia dobrym mężem i ojcem. Większość treści, z którymi się spotkałem, niezależnie od tego, czy ich autorem był zdeklarowany katolik, czy ktoś kto po prostu chciał się podzielić swoim doświadczeniem małżeństwa, większość z tych treści miała wspólny mianownik, któremu na imię: „oddanie”.

 

Oddanie, nie poddanie

Współcześnie próbuje się nam wmówić, że kiedy przychodzi w życiu z czegoś zrezygnować, to automatycznie wiąże się to z nieszczęściem albo przynajmniej z „obniżeniem dotychczasowego komfortu życia”. My zresztą, wychowani na: „jeśli nie będziesz się uczył, to będziesz kopał rowy”, „ciężka praca popłaca” czy „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz” możemy w konsekwencji uwierzyć w to, że wszystko, co nie mieści się w ramach naszego „wypracowanego” planu jest cierpieniem. Wtedy tylko krok do pytań w stylu: „dlaczego mi to robisz, Panie Boże?!” i dwa kroki od rozpaczy.

Tymczasem prawdziwym nieszczęściem człowieka jest sytuacja, w której myli on oddanie, innymi słowy powierzenie jakiejś sprawy, trudności czy relacji z ich poddaniem, kapitulacją, odwrotem. Zamiast przewietrzyć pomieszczenie, wyskakujemy przez okno. Zamiast dążyć do pięknego życia, uciekamy się do… przeżycia. Przy okazji obwiniając wszystkich dokoła za swój ciężki, niewygrany na loterii los. Wszyscy są winni, a najbardziej Bóg!

 

Być jak największy gwałtownik

Stylówa z wielbłądziej sierści, dziwaczne menu, a wśród znajomych ze świecą szukać tych, którzy nie biorą pod uwagę publicznego wyśmiania. Na pierwszy rzut oka czerpanie wzoru świętości z Jana Chrzciciela nie należy do rzeczy prostych.

Gdyby jednak największy wśród narodzonych z niewiast żył dzisiaj, zamiast szaf pękających w szwach, miałby pewnie tylko kilka niezbędnych ubrań. Do tego zdrowe odżywianie (bo wbrew temu, co się powszechnie uważa, spożywana przez niego szarańcza to nie owad, a roślina) i brak kont na portalach społecznościowych. Zamiast tego całodzienny, swoisty anty-shopping w galeriach, by głosić Tego, który przychodzi.

Myślę, że na 10 dni do Wigilii warto zadać sobie pytanie: czy to mnie, chrześcijanina, żyjącego w Polsce w 2017 roku, w jakikolwiek sposób pociąga? Jeśli nie, to może dlatego, że… nie chcę umierać?

 

Powołanie do śmierci

„Jeśli umrę, zanim umrę, to nie umrę, kiedy umrę” to nic innego, jak parafraza słów wspominanego dzisiaj przez Kościół św. Jana od Krzyża. Jak mało który święty w ciągu wieków pojął, że życie (również to duchowe) polega na ciągłym umieraniu. Również w modlitwie, kiedy nie jest ona tylko radosnym hymnem uwielbienia, ale codziennym zmaganiem i wiąże się z brakiem przyjemności (do której z kolei bardzo łatwo się przyzwyczajamy).

Tak jak wiem, że każde przekraczanie swoich ograniczeń podobne jest do śmierci, tak zupełnie nie wiem, czy kiedykolwiek będę gotowy na to, by powiedzieć, że umieranie jest moim stylem życia.

Doświadczyłem jednak, że Bóg – źródło wszelkiego życia – wielokrotnie pozwolił mi umrzeć, bym w ten sposób ogołacał się z egoizmu, z tego wszystkiego co mnie od Niego oddala. Rzecz w tym, żebym o tym pamiętał i zasłuchując się w Luxtorpedzie, naśladując Jana Chrzciciela i znając na wyrywki dzieła Jana od Krzyża nie „retuszował” prawdy o swoim powołaniu do… śmierci.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail