Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Zmieniać czy nie zmieniać modlitwę „Ojcze nasz”?

KSIĘŻA PODCZAS MODLITWY OJCZE NASZ
EAST NEWS
Udostępnij

Chociaż chodzi o modlitwę, informacja znalazła się na czołówkach wielu świeckich mediów, nawet tych niezbyt zainteresowanych życiem Kościoła. Wywołała gorące dyskusje. Trudno się dziwić. „Ojcze nasz” to modlitwa, której nauczył ludzi sam Boży Syn, Jezus Chrystus.

Temat zmian w Modlitwie Pańskiej pojawia się co jakiś czas w różnych miejscach na świecie, gdzie żyją chrześcijanie. Najczęściej chodzi o szóstą prośbę – tę, która mówi o pokusie. Od pierwszej niedzieli tegorocznego Adwentu weszło w życie nowe sformułowanie jednej z próśb modlitwy „Ojcze nasz” w języku francuskim. Zamiast „Nie poddawaj nas pokusie” podczas liturgii padają słowa „Nie pozwól, abyśmy popadli w pokusę”.

Jednak nie ta zmiana skupiła uwagę mediów na całym świecie, lecz głos w tej sprawie Następcy św. Piotra! 6 grudnia 2017, w siódmym odcinku cyklu na temat Modlitwy Pańskiej, emitowanego przez telewizję włoskich biskupów TV2000, papież Franciszek wyraził opinię, że należałoby zmienić obecną wersję włoskiego jej tłumaczenia. Brzmi ona niemal identycznie, jak polska „Nie wódź nas na pokuszenie”. „Tak być nie może” – powiedział Papież, argumentując:

To ja upadam, nie On popycha mnie ku pokusie, aby zobaczyć potem, jak upadłem, bo żaden ojciec tak nie postępuje. Ojciec pomaga, by podnieść się od razu. Tym, kto wodzi cię na pokuszenie, jest szatan, bo to jego praca.

Przypomniał też o zmianie francuskiej wersji modlitwy.

 

„Nie wódź nas na pokuszenie” bliżej oryginału

Papieska sugestia spotkała się ze skrajnymi reakcjami. Z jednej strony wielu ją poparło, ale pojawiły się też liczne głosy przeciwne, m.in. ze strony niemieckich biskupów, zwracających uwagę, że przekład „nie wódź nas na pokuszenie” jest najbliższy greckiemu oryginałowi.

W Polsce uczestnicy internetowych dyskusji przypominali wpis biblisty ks. Wojciecha Węgrzyniaka, który w marcu tego roku na swojej stronie internetowej przedstawił aż dziesięć argumentów na rzecz pozostawienia dotychczasowej tradycyjnej wersji Modlitwy Pańskiej. W czwartym ks. Węgrzyniak zwrócił uwagę, że tłumaczenie „i nie dozwól, byśmy ulegli pokusie” jest zgodne z całością przesłania Jezusa, ale niezgodne z jego własnymi słowami w modlitwie „Ojcze nasz”.

Zdaniem biblisty, Jezus wiedział, że Bóg wielokrotnie wprowadzał ludzi w sytuację próby. „Sam został wypchnięty przez Ducha, aby być kuszonym na pustyni” – przypomniał ks. Węgrzyniak, przekonując, że Jezus nie bez powodu użył takiego, a nie innego sformułowania.

W dziesiątym argumencie znany biblista i rekolekcjonista zaakcentował, że mamy do czynienia z modlitwą.

Osobiście nie mam żadnych problemów, żeby mówić: «Nie wódź nas na pokuszenie», tak jak nie mam problemów, by mówić: «Boże, nie opuszczaj mnie», chociaż wiem, że Bóg nas nigdy nie opuszcza.

 

„Ojcze nasz” a obraz Boga

Ci, którzy nie sprzeciwiają się zmianie, wskazywali na duże niebezpieczeństwo opacznego rozumienia starego tłumaczenia i przywoływali np. argumentację publicysty i aktualnego zastępcy redaktora naczelnego Wydawnictwa WAM, który dwa lata temu apelował o dokonanie zmiany w polskiej wersji modlitwy, powołując się właśnie na „praktyczną wątpliwość”.

Tomasz Ponikło wskazywał, że to, jak brzmi najbardziej podstawowa modlitwa chrześcijanina, zasadniczo wpływa na kształt jego myślenia o Bogu. „Dotyka przecież tajemnicy i obecności zła w świecie, które w ludzkich oczach najbardziej obciąża Stwórcę”.

Niektórzy zwrócili uwagę na jeszcze jeden istotny fakt. Okazuje się, że najczęściej używane w naszym kraju tłumaczenia Pisma Świętego zawierają sformułowania zgodne lub bliskie sugestii Franciszka. I to czasem od wielu lat.

Na przykład w Biblii Tysiąclecia czytamy: „I nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie”. W Piśmie Świętym opracowanym przez Towarzystwo Świętego Pawła widnieje sformułowanie „I nie dopuszczaj do nas pokusy”. Natomiast w tzw. Biblii poznańskiej, wydanej przez Księgarnię św. Wojciecha, ten fragment Modlitwy Pańskiej brzmi: „I nie dozwól nam ulec pokusie”.

Sformułowania zaczerpnięte z Biblii Tysiąclecia od dawna znajdują się w polskim lekcjonarzu. W związku z tym w te dni, gdy czytana jest perykopa o Jezusie, który uczy modlitwy, wierni najpierw słyszą podczas Liturgii Słowa jedną wersję, po czym, kilka chwil później, wspólnie odmawiają drugą.

 

Czy Bóg nas kusi?

Przewodniczący komisji ds. liturgii w Konferencji Biskupów Francji bp Guy de Kerimel tłumaczył, że wprowadzona właśnie we francuskiej wersji Modlitwy Pańskiej zmiana ma na celu uniknięcie dwuznaczności dotychczasowego tekstu, mogącego sugerować, że „Bóg kusi ludzi”.

Formuła z 1966 r. nie była błędna z punktu widzenia egzegetycznego, ale często była źle rozumiana przez wiernych – wyjaśnił.

Skąd to błędne rozumienie? Wynikać może ze zmian, jakie nieustannie zachodzą w każdym żywym języku. Gdy dwa lata temu wprowadzano w Polsce do liturgii nowe wydanie lekcjonarza, ks. prof. Jacek Nowak SAC, konsultor Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Konferencji Episkopatu Polski, uzasadniał:

Po 50 latach od pierwszego wydania Biblii Tysiąclecia język uległ ewolucji, więc musieliśmy także przystosować tekst lekcjonarza, którego pierwsze wydanie ukazało się ponad 40 lat temu.

Zwrócił jednak uwagę, że niektóre archaizmy językowe nie zostały zmienione, bo zawarte w nich wyrażenia „wszystkim nam brzmią w uszach”.

Na język, jako źródło problemów, zwrócił uwagę również ks. Węgrzyniak.

Kiedy mówimy «kusić», prawie zawsze mamy na myśli namawianie do złego. Natomiast Biblia hebrajska i grecka w miejscach, które tłumaczymy «pokusa», używa słów, które znaczą nie tylko «pokusa», ale również «próba, doświadczenie»stwierdził.

Juliusz Słowacki w „Beniowskim” napisał:

Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
A czasem był jak piorun jasny, prędki,
A czasem smutny jako pieśń stepowa,
A czasem jako skarga nimfy miętki,
A czasem piękny jak aniołów mowa…
Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.
Strofa być winna taktem, nie wędzidłem.

To pragnienie poety zapewne jest bliskie także tłumaczom tekstów biblijnych, jak i wszystkim odpowiedzialnym za kształt modlitw i tekstów liturgicznych.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail