Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Nie ogarniasz codziennych obowiązków? Przeczytaj!

KOBIETA ODPOCZYWA W DOMU
Casarsa Guru/Getty Images
Udostępnij

Życie to nie maraton, ale seria sprintów. Rzecz w tym, by pomiędzy jednym a drugim biegiem chwycić naprawdę głęboki oddech i mieć chwilę na wyciszenie.

Ola jest wulkanem energii, szybko mówi i gestykuluje po włosku. Ma 32 lata, jest żoną, matką i jak z dumą stwierdza: nauczycielką od fikołków.

Mój tata długo chorował i było z nim naprawdę źle. To wtedy zbliżyłam się do Boga. Znalazłam w internecie wiele modlitw w intencji uzdrowienia. Uspokajały mnie również modlitwy z dzieciństwa, których nauczyła mnie babcia. Ale teraz, kiedy już wszystko jest dobrze, trudno mi się skupić. Łatwo się rozpraszam, myśli uciekają mi we wszystkie strony. Nagle orientuję się, że wcale się nie modlę, ale zamartwiam, czy wyrobię się jutro rano z gotowaniem obiadu, czy dyrektor będzie zadowolony z mojego raportu. Jak ja się wstydzę tego bałaganu w mojej głowie. Przecież postanowiłam sobie, że Adwent to będzie taki post dla duszy. Miałam się wyłączyć z banalnych spraw, odciąć od rutyny. Chcę się zwierzyć Panu Bogu i zawierzyć. Ale cały czas coś albo ktoś mi się wtrąca do tej rozmowy z Panem Bogiem.

 

Sposób na stres – duchowy GPS, czyli medytacyjna uważność

W czasie choroby ojca Ola poznała siłę tego systemu nawigacji. Podkreśla, że to właśnie modlitwy dawały jej moc i dzięki nim tata wyzdrowiał, a ona przetrwała ten trudny czas.

Ale prośby o uzdrowienie to częściej petycje do Pana Boga, niż głębokie doświadczenie religijne, o jakich teraz marzy. Wcześniej motywował Olę strach, lęk, poczucie bezradności. Teraz trudno jej się wyciszyć. Chciałaby wejść na poziom duchowej kontemplacji, uruchamia duchowy GPS, ale już po chwili gubi drogę. Nie wie tak do końca, gdzie chce się udać. Na rozmowę z Bogiem, do kuchni, czy na dywanik u szefa?

Oczywiście, Ola wie, kto jest dla niej szefem wszystkich szefów, ale nie potrafi skupić się na swojej pobożności. Zamiast wyznania religijnego credo, pojawia się poczucie winy i wstyd. Zamiast wzmocnienia, samooskarżenia.

 

Niekończące się codzienne obowiązki

Ola jest trenerką. Ale ona sama musi się nauczyć, jak wejść w modlitewne bloki startowe bez ryzyka kolejnego falstartu. Uważam, że może skorzystać z metod psychologii sportu.

– Bóg i sport? – pyta Ola z takim błyskiem w oku, jakbym ją właśnie faulowała.

– W zdrowym ciele, zdrowy duch – ripostuję i widzę, że ten prosty i stary jak świat argument zadziałał.

Ola opowiada, jak wygląda jej tydzień.

Chcę, żeby posłuchała siebie i zobaczyła, że funkcjonuje w trybie maratonu. Jak większość kobiet. W ten sposób uzależnia się od codziennego, stałego wysiłku.

Tymczasem zdrowe i harmonijne życie to nie maraton, ale seria sprintów – twierdzą psychologowie Jim Loehr i Tony Schwartz, uznane autorytety w dziedzinie zarządzania stresem i psychosomatyki oraz psychotrenerzy wielu gwiazd światowego sportu. To oni wymyślili pojęcie korporacyjny atleta i zaznaczyli, że stosuje się również do kobiet pracujących w domu, które wpadają w sidła niekończących się obowiązków.

W takim rytmie zawodzi zarządzanie stresem, wycieka z nas energia. Szybciej się męczymy, gorzej się koncentrujemy i mamy trudności z przełączeniem się z trybu wyczynowego na tryb konfesyjny. Lepsze skupienie uzyskujemy, pracując w trybie sprintów. Częściej odpoczywamy, skuteczniej się regenerujemy i szybciej się potem koncentrujemy. Również w praktykach religijnych.

Jeżeli nie potrafimy skupić uwagi na rozległych medytacjach, może warto zastanowić się nad realizowaniem swoich duchowych potrzeb w skromniejszym wymiarze czasowym. Bez przeżywania nadmiarowych wyrzutów sumienia.

 

Seria duchowych sprintów

Chyba nie dla wszystkich ta nazwa brzmi ładnie, ale czas poświęcony na duchowe skupienie nie jest przecież jedynym wyznacznikiem wiary. Są osoby, które doświadczają szczególnej łączności z Bogiem tkwiąc w korku w środku miasta, spacerując z psem, doglądając barszczu czy szorując wannę. I deklarują, że te małe chwile medytacji nie tracą nic ze swojej podniosłości. Pozostają ważne, znaczące, bo są bardzo osobistym i intymnym wyrazem wiary.

– Ale przecież nie wszystko da się powiedzieć w krótkich rozmowach – naciska Ola.

Nawet z Panem Bogiem, zgadzam się i wspólnie rozważamy sposoby na poprawę uważności. Ola chce czuć duchowe uniesienie, a jest uziemiona przez małe i większe problemy. Oto jej główny problem.

A jakby tak między ziemię a niebo wprowadzić strefę przejściową? Taki „przedpokój duchowy”, gdzie mogłabyś zrzucić z siebie stresy całego dnia. I znowu takim idealnym odreagowaniem może być sport.

Możesz też pożyczyć od córki skakankę. Albo zrobić oldskulowe skłony. Wszystko, co spowoduje trwającą przez dwadzieścia minut zadyszkę, naturalnie i zdrowo odcina od kłębowiska zbędnych myśli. Prosta reguła: trzeba się zmęczyć, żeby odpocząć. Szukasz skupienia, nie używaj windy, zafunduj sobie trucht po schodach.

 

Klucz do sacrum

Idąc dalej za radą psychologów sportu, można wymyślić sobie gest, który stanie się mentalnym pstryczkiem włączającym tryb wyciszenia.

Na przykład: nieznacznie pochyl głowę i nałóż opuszki palców na zamknięte powieki. Kilkakrotnie połącz gest ze słuchaniem ulubionej muzyki, może być religijna, tak żeby wywołał pozytywne skojarzenie i utrwalił się. Po jakimś czasie gest, który stanie się nawykiem pomoże się zresetować nawet bez ścieżki dźwiękowej. Nawet właśnie w trudnej sytuacji, w stresie, w panice. Zawsze i wszędzie, kiedy poczujesz potrzebę modlitwy.

 

Oddychanie w rytmie na cztery również nastraja duchowo

Nabierasz powietrza, licząc do czterech. Zatrzymaj powietrze w płucach odliczając do czterech. Wydech również do czterech. Cały cykl powtarzasz czterokrotnie. To może być właśnie ten twój klucz na otwarcie strefy modlitwy. Nawet kiedy stoisz w korku i czujesz, że jeszcze moment, a eksplodujesz furią drogową. A wtedy oddech i do czterech.

Ola przywołała chorobę jej ojca, jako istotny moment rozbudzenia się jej religijności. Warto, by pragnienia duchowe Oli nie miały swojego jedynego źródła w traumatycznych przeżyciach. Być może właśnie to jest ten nieuświadomiony faktor, który blokuje spontaniczność i witalność medytacji.

A jakby tak przywołać spotkania z dobrymi ludźmi, rozpoznać ważne sytuacje. Może i jest to miłe zadanie, ale wcale nie takie proste. Łatwo się przyzwyczajamy do osiągnięć i umiejętności. Pomniejszamy czy wręcz zapominamy o dawnych sukcesach, bo przecież już ścigamy się o następne laury. Widzimy więcej niedostatków, ćwiczymy się w niezadowoleniu, wytykamy sobie różne potknięcia, a szkoda.

 

Doceń efekt terapeutyczny modlitwy dziękczynnej

Badania prowadzone przez profesora Roberta A. Emmons’a z Uniwersytetu Kalifornijskiego dowodzą, że osoby, które potrafią być wdzięczne, lepiej funkcjonują emocjonalnie i społecznie. Mają więcej energii, są odporne na niepowodzenia, potrafią się lepiej mobilizować, nie uzależniają się od niszczącej rywalizacji.

Moment, kiedy „skanujesz” swoje życie, szukając jasnych punktów, nie ma nic wspólnego z wypieraniem problemów, to element higieny psychicznej. Dzięki takim momentom afirmacji możesz poczuć się szczęśliwsza, mniej podatna na stany lękowe, depresyjne i huśtawkę nastrojów. Dlatego warto ćwiczyć się w uważności. Mniej narzekać, więcej doceniać.

Ola poszukuje w internecie modlitw i stara się w nich żarliwie odnaleźć. Ponosi porażkę, czuje wstyd i poczucie winy. A może inaczej. Prościej i bardziej od siebie.

Jest takie piękne francuskie przysłowie: Wdzięczność jest pamięcią serca.

– Czy pamiętasz, za co dziś chcesz podziękować? – pytam.

Odpowiada mi jak to Ola, bardzo szybko, ale tym razem również z uśmiechem:

– Przecież to właśnie może być moja adwentowa modlitwa!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail