Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Dzisiaj w Betlejem wesoła nowina? Jak wygląda życie w miejscu narodzin Jezusa

WYTWÓRNIA FIGUREK W BETLEJEM
AFP/EAST NEWS
Udostępnij

Dzisiejsze Betlejem jest świadkiem konfliktu ciągnącego się od lat między Izraelem i Palestyną. Ale w czasie Bożego Narodzenia bieda pokryta sreberkiem od cukierka przez chwilę będzie niewidoczna dla oka...

„Dobrze jest mieszkać w Betlejem. I całkiem smutno” – powie nam od progu 31-letni Khalil. Zaprosi do swojego sklepiku przy betlejemskim Placu Żłóbka, podsunie krzesełko, zaproponuje kubek kawy. „Są dobrzy ludzie, ciepła atmosfera, pan burmistrz, który robi, co może, byśmy wszyscy tu byli bezpieczni – wyliczy bez tchu. Doda jeszcze – na wypadek, gdyby ktoś zapomniał, że Betlejem ma bogatą historię i architekturę liczoną w tysiącach lat. Oraz Boga, który rodzi się tu co roku”.

Urodzi się lada chwila, czego trudno nie zauważyć. Nad Placem Żłóbka góruje już choinka, między okalającymi plac palmami – nawet tymi przy meczecie Omara – rozwieszono świetlne girlandy. Młodzież z ratusza przygotowuje szopkę i scenę: za kilka dni zapaleniem choinkowych światełek Betlejem rozpocznie czas Bożego Narodzenia.

 

Betlejem – miasto za murem

Ale miasto ma też problem, o czym Khalil za chwilę opowie. Niepasujący zgoła ani do cichej stajenki z biblijnej opowieści o Narodzeniu, ani do radości, która tę opowieść przesyca.

Bo dzisiejsze Betlejem jest świadkiem konfliktu ciągnącego się od lat między Izraelem i Palestyną. Było już sceną palestyńskiego powstania, terrorystycznych ataków, przypadkowych śmierci. Całkiem ucichło, gdy wybudowano wokół niego betonowy 8-metrowy mur. Ten nie tylko skutecznie oddzielił od siebie walczące narody, ale też pogłębił izolację, bezradność i strach, spotęgował wzajemną niechęć.

W regionie utarło się już, że jeśli nazwa Betlejem pojawia się w wieczornych wiadomościach, to zwykle nie niesie dobrej nowiny. To ma swoją cenę, i Khalil dobrze o tym wie. Bo gdy w telewizjach mówią, że Palestyna jest niebezpieczna, to dla niego oznacza to mniejszy zarobek. – „Turyści boją się, nie chcą do nas przyjeżdżać. A gdy już przyjeżdżają, to w zorganizowanych wycieczkach. Z autokaru wysiadają pod Bazyliką Narodzenia, po pół godzinie wychodzą i odjeżdżają. Nie mamy z nimi prawie żadnego kontaktu” – powie Khalil.

Złości go, że z obecności kilkudziesięciu turystów korzysta czasem jeden sklepikarz w mieście. Wystarczy być bogatszym, zapłacić przewodnikowi lub kierowcy. Ale Khalil zapłacić nie może: dziennie zarabia przecież 5-7 dolarów. Dlatego w propozycji, by rozejrzeć się po jego sklepie, słychać błagalny ton.

Podobnie jest z taksówkarzami, przewodnikami, wędrownymi sprzedawcami różańców. Spotyka się ich na Placu Żłóbka, przed Bazyliką Narodzenia, w drodze do Groty Mlecznej. Będą się napraszali ze swoimi usługami, prosili o to, by w czymkolwiek turyście pomóc. W miesiącach poza grudniem te prośby podszyją się prawdziwą desperacją.

 

Z Betlejem na ŚDM w Krakowie

Ale dziś Bóg się rodzi, więc miasto rozkwita. Dlatego Khalil jest inny niż zwykle: klienci pojawiają się w jego sklepiku, przebierają wśród tkanin, torebek, szalików i arafatek. W ratuszu przed inauguracją świątecznego sezonu rejestrują się dziennikarze z najdalszych zakątków świata, i nawet po suku kręci się więcej turystów.

„Jest lepiej, znacznie lepiej niż przed dwoma miesiącami. Czas świąt jest dla nas błogosławieństwem” – potwierdza starszy sprzedawca z sąsiedniego sklepiku przy Placu Żłóbka. Sklepik wabi nas biało-czerwonym szyldem, pozdrowieniem po polsku, wizerunkiem Jana Pawła II. Gdy sprzedawca słyszy jednak, że ma do czynienia z dziennikarką, będzie rozmawiał niechętnie, nie poda swojego imienia. Na wstępie też zastrzeże, że nie będzie mówił o polityce. O czym zatem chętnie opowie? O polskich turystach.

Bo są drugą najliczniejszą grupą pielgrzymów odwiedzających Ziemię Świętą. A w Betlejem pełnią szczególną rolę: gdy inni pielgrzymi wyjeżdżają po krótkiej wizycie, Polacy chętnie zostają tu na dłużej. Jest ich tak wielu, że syn sklepikarza w krótkim czasie nauczył się podstaw polskiego. Betlejem wydelegowało go nawet na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa, gdzie śpiewał papieżowi w chórze. „Kochamy polskich turystów” – mówi z dumą jego ojciec. I będzie to jego jedyny uśmiech podczas naszej krótkiej rozmowy.

 

Marzenie o pokoju w Ziemi Świętej

Trzydziestojednoletni Khalil chciałby się wreszcie ożenić. Ale nawet jeśli miałby z kim, to na pewno nie miałby za co. Przekalkulował już: na organizację ślubu i początek wspólnego życia w palestyńskich standardach potrzebowałby ok. 30 tysięcy dolarów i domu. Ale jego kupno, czy choćby samej ziemi, a już nawet wynajem samodzielnego mieszkania, przekracza jego możliwości.

A więc Khalil jest w rozterce: bo kocha Betlejem, chciałby tutaj zostać, ale jak dziś żyć w takim mieście – nawet, jeśli widziało narodziny Boga? „Jeśli dasz mi wizę, wyjadę stąd jutro. To nie jest miejsce dla młodego człowieka”– mówi Khalil.

Nie pamięta, kiedy ostatnio był w oddalonej stąd o 20 minut Jerozolimie. Nie może swobodnie przejeżdżać na drugą stronę muru: by to zrobić, musi otrzymać specjalne pozwolenie. Dlatego nie żartuje, gdy mówi, że odwiedzenie Polski byłoby dla niego łatwiejsze niż dotarcie do jerozolimskiej starówki. Nie jest religijny, lecz gdyby był, odcięcie drogi między Betlejem i Jerozolimą wiązałoby się dla niego z dodatkowym cierpieniem.

Nie powiemy tego głośno, ale i Khalil, i bezimienny sprzedawca, i my, zwykli pielgrzymi, wiemy, że to się szybko nie skończy. Że proces pokojowy między Izraelem i Palestyną jeszcze nigdy nie był w tak głębokim impasie, bez szansy i zewnętrznego impulsu do tego, by zmienić sytuację. Że nikomu już na tym procesie nie zależy.

W złotej klatce Betlejem zaczyna się Boże Narodzenie. Bieda pokryta sreberkiem od cukierka przez chwilę będzie niewidoczna dla oka. Może to dobrze, a może i źle: bo Betlejem, choćby chciało, nie ucieknie od codzienności. Dalekiej w końcu świątecznym makijażom, a bliższej biedzie Jezusowego żłóbka.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.