Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Św. Rita i kwitnące róże. Lekarka opowiada o uzdrowieniu za jej przyczyną

ŚWIĘTA RITA Z CASCII
EAST NEWS
Udostępnij

Dziwnie wygląda kwitnący w grudniu krzak róży. Pąsowy kwiat właśnie pojawił się przed wejściem do krakowskiego kościoła pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej. I to akurat pod szyldem informującym o nabożeństwach do św. Rity…

Św. Rita jest skuteczna w „interwencjach kryzysowych”. I bardzo popularna! We Włoszech, skąd pochodziła (1380-1457), sytuuje się w pierwszej czwórce rankingu ulubionych świętych – obok o. Pio z Petrelciny, Franciszka z Asyżu i Antoniego z Padwy.

Rita: święta od róż

W Polsce zaczęła być szerzej znana od lat dziewięćdziesiątych XX w. Opóźnienie ma związek z dwukrotną kasatą zgromadzenia augustianów. Była augustianką, choć zanim wstąpiła do klasztoru w Cascii żyła jak my… Jej mąż został zabity w ramach vendetty, dwaj nastoletni synowie zmarli rok później. Czy dlatego Margherita Lotti Mancini rozumie codzienne problemy?

Słynie z tytułu „patronka spraw trudnych i beznadziejnych”, ale mówi się też o niej: święta od róż. Podczas nabożeństw za jej wstawiennictwem, które odprawiane są 22-ego dnia każdego miesiąca, ma miejsce obrzęd poświęcenia róż. Na pamiątkę cudu, jakim było zakwitnięcie czerwonej róży w ogrodzie jej dzieciństwa w Roccaporenie – w styczniu, w górach, na mrozie i śniegu.

Kilka miesięcy przed śmiercią otrzymała od Boga taki znak nadziei. Dowód pamięci i łaski, po którym poczuła się chyba jak wybrana córka i oblubienica Pana. Po śmierci to ona daje nadzieję potrzebującym, a Bóg podobno nie umie jej odmawiać…

Kwiat róży w Krakowie

Tegoroczna zima nie szafuje u nas śniegiem. Mimo tego dziwnie wygląda kwitnący w grudniu krzak róży. Pąsowy kwiat właśnie pojawił się przed wejściem do krakowskiego kościoła pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej, kolebki polskich augustianów. I to akurat pod szyldem informującym o nabożeństwach do świętej!

Czy płatki dotrwają do Bożego Narodzenia? Może to dobry czas na specjalną przedświąteczną modlitwę? O zdrowie, pokój i moc Ducha Świętego do pokonywania przeciwności, opanowania stresu. O miłość wzajemną. Bo to wielki dar.

Zaprzyjaźnić się ze św. Ritą

Z pytaniem, czy warto modlić się regularnie za wstawiennictwem św. Rity udałam się do pani Antoniny Loster, zwanej Jadwigą, która „przyjaźni się” z Włoszką od ponad 20 lat. Najpierw chodziła do wspomnianego kościoła augustianów na krakowskim Kazimierzu. Jej rodzina po uzdrowieniu kogoś z nieuleczalnej choroby ufundowała dziękczynną kapliczkę niedaleko domu we Włosani, w gm. Mogilany (17 km od Krakowa). Pani Jadwiga, lekarz ginekolog, zna możliwości medycyny. Wiedza nie przeszkadza jej ufać we wstawiennictwo.

Św. Rita jest bardzo ważną osobą w moim życiu – zaczyna pani Jadwiga. – Jestem przekonana o tym, że warto mieć ją za opiekunkę. To nie jest tak, jak sobie czasem wyobrażamy, że przekręcimy kontakt, zaświeci się światło i św. Rita nam pomoże. Trzeba być cierpliwym i wierzyć. Prosić ją o pomoc, zgodnie z wolą Bożą.
Czasem na to, o co prosimy, musimy czekać trochę dłużej. Ale zaprzyjaźnienie się z nią, modlitwa, w naszych czasach jest konieczna. Ludzie załamani, bez jakiejś pajęczyny nadziei, idąc do tej świętej, uzyskują wiarę w to, że może się odmienić ich los. Ich bliskich, dzieci. Osób, które kochają.

Świadectwo pani doktor

Może pani potwierdzić, że wytrwała modlitwa do św. Rity przynosi konkretne owoce? – pytam.  „Ależ oczywiście! – mówi bez wahania. – Ja się z nią nie rozstaję na co dzień. Wszystkie rzeczy, które wydawały mi się bardzo trudne i beznadziejne, po jakimś czasie zostały wyjaśnione, rozświetlone i zawsze z korzyścią dla mnie – o co ją prosiłam”. Proszę ją więc o konkretny przykład. Lekarka opowiada:

22 września 2009 roku znajdowałam się w stanie krytycznym. Miałam kamień w pęcherzyku żółciowym. Byłam przygotowywana do laparoskopii. Kamień zaczopował ujście pęcherzyka żółciowego, zrobił się wodniak. Wymagałam natychmiastowej interwencji chirurgicznej. Żeby wykluczyć, że nie mam kamieni w przewodach żółciowych, trzeba było przeprowadzić wcześniej diagnostykę przy pomocy zgłębnika dodwunastniczego.
Podczas zabiegu miałam krwotok. Kiedy przyszłam do szpitala, miałam poziom hemoglobiny 15,3 g/dl, w nocy spadło mi do 8,3 g/dl, a nad ranem do 6,3 g/dl. [norma dla kobiet wynosi 12-16 g/dl – MB] Po przetoczeniu krwi było wiadomo, że mój organizm nie nadaje się do laparoskopii. Wypisano mnie do domu i kazano przyjść na zabieg za 2 tygodnie. Zapytałam ultrasonografistę, czy ten kamień może się cofnąć – a on ma duże doświadczenie. Powiedział: Nie, pani doktor, nie ma takiej możliwości. Nigdy się nie cofnie, trzeba usunąć pęcherzyk.
Przyszłam do domu, klęknęłam przed obrazkiem i powiedziałam: Święta Rito, ty mnie dobrze znasz, ja już tam nie pójdę. Błagam cię, zrób coś ze mną. Po wyznaczonym czasie miałam USG. Badanie wykazało, że centymetrowy kamień sam się cofnął, a wodniak pęcherzyka sam się usunął. Przestałam mieć dolegliwości. W zeszłym roku przy okazji innych badań znów zrobiono mi USG pęcherzyka żółciowego. Kamienia nie ma… Czy trzeba czegoś jeszcze?

Pani Jadwiga uwielbia róże. Jej dom – i kaplica św. Rity – stoją przy ulicy św. Rity. Ta nazwa to jej zasługa, podobnie jak lokalny kult świętej. Apostołem czasem zostaje się z wdzięczności.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail