Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Mówią „nie” sieciówkom i na Sylwestra włożą tę samą sukienkę, co 20 lat temu

STARE UBRANIA NA SYLWESTRA
Archiwum prywatne autorki
Udostępnij

Wyprzedaże i promocje zachęcają by chwytać okazję, ale coraz więcej kobiet buntuje się przeciwko sezonowej modzie i wybiera garderobę, która jest długowieczna. Nie tylko na specjalne okazje.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Koniec pościgu za tandetą

Amerykańską bloggerkę Aimee Song obserwuje na Instagramie prawie pięć milionów ludzi. Choć jej konto to typowy profil poświęcony ostale zmieniającej się modzie, to w swoim najnowszym wpisie fashionistka zamiast pisać o przecenach, postanowiła podzielić się rzeczami, w które ubierała się najczęściej w roku 2017. „Te buty musiałam oddawać trzy razy do szewca na wymianę podeszwy, tak były schodzone.” „W tym żakiecie widzieliście mnie chyba z milion razy”. „Ten sweter jest teraz na przecenie, kosztuje mniej niż 100 dolarów, a noszę go non stop bo jest twarzowy i bardzo ciepły” – zachwala.

Komunikaty Aimee to subtelny znak zmian, które nadchodzą w świecie komercyjnej mody. Już nie liczy się „okazja” i pięć T-shirtów w cenie jednego, ale jedna porządna rzecz, którą ponosimy latami. Albo sukienka, która przetrwa pokolenia i kiedyś zobaczymy w niej swoją córkę.

 

„Jeśli tego nie potrzebujesz, to nie jest to okazja”

Tzw. fast fashion – koszmarne zjawisko rynkowe ostatnich lat. Idea konsumpcyjnej mody, polegającej na częstej rotacji trendów i jednoczesnym oferowaniu tanich produktów nienajlepszej jakości. Prawdopodobnie każdy z nas częściowo uległ temu zjawisku, czy to idąc na zakupy w sieciówce, czy czytając gazetkę z „ofertami tygodnia”. Już niemal każda tania marka sprzedaje „limitowaną edycję” sygnowaną nazwiskiem jakiegoś celebryty. Oczywiście rzeczy są fatalnej jakości.

Paradoksalnie, fast fashion działa jednak na krótką metę. Im intensywniej jesteśmy atakowani przez reklamy, tym więcej osób je neguje i całkowicie odwraca się od presji kupowania. Już od tzw. czarnego piątku (weekendu wyprzedaży poprzedzającego okres adwentu) bombardują nas specjalne wyprzedaże, ale jednocześnie coraz więcej widać kampanii społecznych i osób publicznych które sprzeciwiają się takiemu nastawieniu do zakupów. Przecież można zwyczajnie obyć się bez kolejnej pary butów, kolczyków, czy sukienki na sylwestra. Nawet jeśli przecena sięga -70%.

 

Gwiazda w rzeczach z odzysku

Jednym z pierwszych impulsów do zmian w świecie showbiznesu był rok 2015. Tilda Swinton, nagrodzona oskarem aktorka znana z arystokratycznej urody i wyjątkowego stylu, zaskoczyła swoje środowisko i fanów biorąc udział w serii performance’ów, których celem było zakwestionowanie kultury konsumpcjonizmu i obsesji podążania za nowościami. Swinton wraz ze znanym francuskim historykiem mody Olivierem Sailardem stworzyła wówczas m.in. spektakl we Florencji, w który był metaforyczną krytyką idei fast fashion. Swinton zwróciła uwagę (zarówno samym występem, jak i swoimi późniejszymi wypowiedziami towarzyszącymi przedsięwzięciu), że ubrania powinny służyć nam długo, najlepiej przez pokolenia.

 

Skąd u gwiazdy czerwonego dywanu, która dotąd była muzą wielu słynnych projektantów, wziął się ten nagły zwrot ku tzw. zrównoważonej modzie? (Swinton była m.in. ulubienicą Rafa Simonsa, niegdysiejszego szefa luksusowego domu mody Jil Sander, reklamowała też Chanel i ekskluzywne kosmetyki NARS). Najwyraźniej refleksje naszły aktorkę po śmierci jej matki, baronowej Swinton.

W rozmowie z dziennikarzem Sunday Post Tilda wyznała, że zdarzało się jej nosić rzeczy po mamie niedługo po tym jak odeszła. „Gdy mama zmarła, zapragnęłam wkładać na siebie jej rzeczy. To doświadczenie pomogło mnie i moim przyjaciołom uporać się z żałobą.” – opowiadała Swinton w wywiadzie z 2016 roku. „Nosiłam jej apaszki, koszule (…) W pewnym sensie robiłam to nieświadomie. Nie wybierałam tych rzeczy, to po prostu samo nastąpiło”. Czas pokazał jednak, że 54-letnia aktorka od żałoby i spontanicznego noszenia ubrań swojej mamy, doszła do jeszcze głębszych refleksji. Zakwestionowała komercyjny wymiar mody i całego odzieżowego przemysłu, którego od lat sama była częścią. Dziś jest ambasadorką produktów wysokiej jakości i przekonuje, że powinno się niczym za dawnych czasów, nosić rzeczy po rodzicach, a nawet dziadkach. „Jest taka tradycja, że ludzie dziedziczą garderobę, szczególnie w Szkocji, mężczyźni noszą kilty po swoich dziadkach. Jest takie poczucie, że ubrania powinno się przekazywać z pokolenia na pokolenie. Dopiero od niedawna mamy obsesję nowości”. – powiedziała w rozmowie z dziennikarzem magazynu I-D.

 

Noszą kapelusze po babci i sukienki sprzed 30 lat

Postawa Tildy Swinton w świecie gwiazd Hollywood, które występują w wartych tysiące kreacjach „na jedną noc”, jest dość zaskakująca. Ale istnieje ogromna społeczność kobiet, które kierują się taką filozofią od lat i nie potrzebują wzorca – celebryty.

Elżbieta, trzydziestolatka z Warszawy, która wiele lat mieszkała w Wielkiej Brytanii, jest przekonana, że noszenie rzeczy odziedziczonych po innych członkach rodziny to coś więcej, niż upodobanie do mody retro czy vintage. „Ubranie jest czymś bardzo osobistym, intymnym, przez kontakt z ciałem ma w sobie coś z dotyku. Może dawać nam poczucie jedności z przodkami, z historią rodziny, nawet dawać siłę. Zwłaszcza gdy są to jakieś symboliczne albo znaczące części garderoby” – mówi Elżbieta, która przechowuje swój ślubny welon z myślą o córkach.

 

Biżuteria i uroczyste stroje na okazje takie jak ślub, w naturalny sposób są chronione i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Sprzyja temu fakt, że używamy ich rzadko i przechowujemy z należytą troską, przez co nie niszczą się tak jak odzież codzienna. Ale czy jest możliwe ubieranie się w dwudziesto – trzydziestoletnie ubrania i dodatki odziedziczone po rodzicach na co dzień? „Na pewno istotny jest aspekt trwałości rzeczy. Dawniej produkowano ubrania z myślą, aby służyły jak najdłużej. Naprawiano je, przerabiano. Każda rzecz miała historię, ślady ludzkich rąk które je wykonały, przerobiły czy naprawiły. To tworzyło i „umacniało” relację z danym przedmiotem” – mówi Elżbieta. Jakość produktów, to wątek, który często przewija się w rozmowach z wielbicielkami tzw. mody trwałej.

 

Maria, która do dziś ma w szafie kilka sukienek z młodości, przekonuje, że to od tkaniny zależy czy dana rzecz przetrwa pokolenia. „Nadal mam sukienkę, którą kupiłam w 1977 roku w Hofflandzie. Byłam wtedy jeszcze uczennicą, i żeby ją zdobyć, odbyłam wraz z koleżanką podróż nocnym pociągiem do stolicy, żeby z samego rana ustawić się w kolejce pod Domami Centrum. Już o 9.00 były tam kolejki, a gdy tylko otwierano drzwi, tłum rzucał się na ruchome schody.” – wspomina. „Mam kilka takich rzeczy z Hofflandu, z każdą wiążą się jakieś ważne wspomnienia, bo dawniej to był szczyt marzeń każdej kobiety. Jak udało mi się przechować te spódnice i sukienki przez te wszystkie lata? Myślę, że to kwestia jakości. To było szyte w jakiejś porządnej spółdzielni.” – dodaje.

 

W PRL szanowało się ubrania, bo trudno było przewidzieć, kiedy trafi się okazja by „zdobyć” coś nowego. Gdy już wpadła nam w ręce się dobrej jakości tkanina, najpierw noszono daną kreację „do oporu”, następnie przerabiano ją według aktualnej mody. „Pamiętam moją spódnicę i bolerko, które wykonałam z aksamitnej sukni, którą moja mama kupiła sobie jeszcze w latach 70, na wesele mojego brata” mówi Maria. Przerabianie to popularna metoda wydłużania życia odzieży. 59-latka Ewa, do dziś nosi czapkę, którą zrobiła sobie na drutach w okresie studiów. „To już druga czapka z tej samej wełny z alpaki. Pierwszą nosiłam tak intenstywnie, że straciła fason i lekko się zmechaciła. Więc sprułam ją, i wykonałam ten sam model od nowa, żeby wyglądał porządniej. Od tamtej pory minęło już ponad 30 lat, a noszę ją każdej zimy” – mówi.

Nowe życie starym rzeczom nadają także coraz częściej projektanci jak choćby Heidi Middleton, która przerabia dla siebie rzeczy z lat 80 i vintage.

 

Pokoleniowa zmiana

Szacunek dla wysokiej jakości najczęściej przychodzi z wiekiem, i to nie przypadek, że właśnie sklepy dla nastolatek oferują najgorszy gatunek tkanin, i zarazem najniższe ceny. Ale coraz więcej młodych kobiet przekonuje się, że lepiej mieć mniej rzeczy, ale lepszej jakości. Ola robi zakupy w sieciówkach, ale tylko na przecenach i jak podkreśla, trochę z konieczności. Gdyby mogła, nosiłaby wyłącznie produkty renomowanych marek, bo wie, że za metką najczęściej stoi wysoka jakość. „Mam świetną torebkę firmy Longchamp. Kupiłam ją już lekko używaną, na Allegro. Noszę ją od 10 lat i na pewno będę nosić jeszcze wiele kolejnych. Ta skóra wyjątkowo szlachetnie się starzeje”, mówi z zadowoleniem.

 

 

Wrogiem tradycji noszenia tych samych ubrań latami, jest lansowana moda na sezonowość, a także liczne oferty z promocjami. Ulegamy wrażeniu, że mamy okazję nie do stracenia. Z kolei moda na nowości sprawia, że wcale nie chcemy chwalić się tym co mamy stare i z „zeszłego sezonu”. Na szczęście i to się zmienia.

Nie tylko Tilda Swinton namawia do noszenia ubrań po dziadkach. W Polsce wiele osób może pamiętać pierwsze wywiady Anny Czartoryskiej – Niemczyckiej, która z dumą opowiadała o sukniach które otrzymała po mamie i babci, a które dziś prezentuje na tzw. ściankach. Czy moda na starocie zapanuje na dobre? Tilda Swinton powiedziała: „Wszyscy mamy pewien stosunek do naszych ubrań, zatonęliśmy w morzu rzeczy. Nie chcemy przyznać, że mamy z nimi szczególną więź. Wszyscy mamy jakiś stary sweter i choć ktoś nam powiedział, że nadaje się tylko do wyrzucenia, to my tego nie robimy. Wiecie dlaczego? Bo mamy silną relację z tą rzeczą”.

Emocjonalny stosunek do ubrania to coś, z czego powinniśmy być dumni. Zwłaszcza, jeśli dana rzecz jest dla nas naprawdę twarzowa. „Ja na imprezy wkładam sukienkę, która ma już chyba 20 lat, to kreacja z początków pracy w <<Elle>>” – mówi z uśmiechem Iwona Sitnik-Kornecka, szefowa działu For Her w Aleteia.pl. A w czym Wy wystąpicie na Sylwestrowej zabawie?

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail