Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Noworoczny bilans Joli Szymańskiej: życie selfmade i alergia na złote rady

JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij

Co się w człowieku zmienia między uszami? Po co komu zbilansowana duchowa dieta? I na czym polega życie selfmade? Tego właśnie dowiedziałam się w minionym roku.

88 tekstów, 38 filmów i 12 miesięcy. Jak żyć z takimi liczbami? Kiedy zastanawiam się, co wydarzyło się od 1 stycznia 2017 roku do dziś, łapię się za głowę. To zagubione dziewczę, łapiące się ruchomych piasków i padające co rusz w kałuże, to ja?! Boże drogi.

Zapytacie, co takiego się zmieniło? Przeszłam metamorfozę? Diametralną zmianę? Szokującą przemianę?! No, nie. Za mną zwyczajne dwanaście miesięcy małych kroczków, terapii, rozmów, książek, miłości i stawiania granic.

 

Między uszami

Ale do rzeczy. 88 tekstów, 38 filmów i 12 miesięcy. Ile to się człowiek nauczył pokory. Ile razy wstyd mu było za samego siebie. Ile razy się wściekł. Ile głupich słów urodził, ile to się naradził innym, jak żyć (najgorzej!).

Dzięki Bogu jednak, przestałam się za każdy, mniej lub bardziej realny, błąd biczować. Dotarło do mnie, że każdy chodzący po tym świecie człowiek tak ma, że się wygina. I raz w dobrą stronę, raz w złą. Byle bilans trzymał się tej właściwej.

Wcale sobie nie pobłażam, ale po prostu postanowiłam sama dla siebie być człowiekiem. Od święta chociaż. Trochę tak z chrześcijańskiej dobroci.

 

Życie selfmade

88 tekstów, 38 filmów i 12 miesięcy. Czy to dużo? Jeden powie: dużo, drugi będzie się śmiać. Trzeci poklepie po ramieniu i zacznie radzić. Powie, jak lepiej, bardziej, zdrowiej. Jak „na poziomie”. Bogu też dzięki, że wszelkie złote rady zaczęłam puszczać koło ucha.

Potrafię prosić o pomoc i cenię wskazówki mądrzejszych ode mnie, ale zauważyłam, że „poradnictwo życiowe” to jakaś pokoleniowa zaraza. Jedni radzą nam, drugim radzimy my, chcemy tłumaczyć życie i mówić, jakie ono powinno być. Przeraża mnie to i drażni. Dlatego, zamiast wsłuchiwania się w ludzi, wolę popełniać decyzje selfmade.

Autorskie działania w ogóle kręcą mnie bardziej niż poradniczy schemat. Pewnie dlatego nie boję się gadać w sieci, choć za 37 lat ktoś może wypomnieć mi młodociany felieton albo, nie daj Boże, brzydki filmik. Z brzydkim kadrem. W brzydkiej fryzurze. I w ogóle w pikselach. Ba, nie boję się nawet strasznego Potwora Utraty Prywatności, który w nocy wyjdzie z szafy i mnie zje, ani w ogóle robienia życia po swojemu. No bo jako kto mam żyć, skoro nie jak ja?

 

Zbilansowana dieta duchowa

88 tekstów, 38 filmów i 12 miesięcy. Między nimi coraz więcej pytań, coraz mniej odpowiedzi. Niestety, Era Życiowych Oczywistości minęła mnie niepostrzeżenie jak Hogwart Express na stacji King’s Cross mija mugoli. Tyle tylko, że dobrze pamiętam jej słodką pewność i satysfakcję.

Oj, pysznie zajadać się lukrowanymi teoriami, ale w końcu mdlą one jak diabli i człowiek szuka marchewek, ziemniaków czy innych brokułów. Byle przetrwać i nie odlecieć. Suplementuje fantazje faktami, okrągłe zdania działaniem, a obietnice – daj Boże! – rzetelnymi badaniami. I dopiero wtedy zaczyna wiązać wewnętrzny koniec z końcem.

 

Pierwiastek na plus

Dopiero kiedy się doda, odejmie, podzieli, pomnoży i wyciągnie pierwiastek z tego, co się wydawało, okaże się, jak jest w istocie. I że tego nikt za nas samych nie sprawdzi.

Obyśmy nie odmawiali sobie tej przyjemności w Nowym Roku.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail