Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Postprawda. Emocje górą, fakty do lamusa?

WYBÓR
Shutterstock
Udostępnij

Postprawda opiera się na mniemaniach, gdybaniach oraz niepopartych wiarygodnymi źródłami przekonaniach. W ten oto sposób probierzem prawdziwości nie jest już racjonalna argumentacja, lecz atrakcyjność i sensacyjność pojawiających się w obiegu publicznym treści.

Słowo „postprawda” (ang. post-truth) stało się w ostatnich latach jednym z najpopularniejszych terminów używanych w opisach kondycji, w jakiej znalazła się zachodnia cywilizacja. Wielu zresztą traktuje owo wyrażenie tak, jakby było ono najporęczniejszym kluczem do interpretacji zmian polityczno-kulturowych czy nawet przekształceń mentalności w całym współczesnym świecie.

Z tego powodu postprawda może służyć za użyteczny wytrych do tłumaczenia tak (pozornie przynajmniej) różnych zjawisk, jak wygrana Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA, zapaść tradycyjnych mediów i gwałtowny rozwój mediów społecznościowych, prymat tzw. „niemądrego konsumpcjonizmu” czy postępy „kultu celebryctwa”.

 

Definicja postprawdy

Niby pojęcie postprawdy ma już w słownikach w miarę ścisłą definicję (jako pierwsi przedstawili ją językoznawcy anglofońscy – za nimi poszli inni). Brzmi ona następująco:

Okoliczności, w których obiektywne fakty mają mniejszy wpływ na kształtowanie opinii publicznej niż odwoływanie się do emocji i osobistych przekonań

Można się zasadnie zastanawiać, czy „postprawda” to na pewno najlepsze słowo na określenie tak właśnie definiowanego zjawiska. Logika np. nie uznaje żadnej postprawdy. W jej obrębie istnieje tylko prawda albo nieprawda (czyli fałsz).

Być może zatem w postprawdzie widzieć należy jakiś szczególny rodzaj prawdy? Za Arystotelesem od wieków powtarzamy, że prawda to nic innego, jak „zgodność myśli z rzeczywistością”. Wolno zatem przyjąć np., że postprawda to w swej istocie prawda, której istnienie stwierdzono niedawno.

Nieco ostrożniejsi powiedzą jednak, że ów niezwykle popularny od kilku lat termin oznacza raczej (mniej czy bardziej zakamuflowany w komunikacyjnych interakcjach) fałsz. To pozór prawdy, który w przestrzeni publicznej próbują wykorzystać różnej maści spryciarze, pragnący za wszelką cenę osiągnąć własne cele polityczne bądź marketingowe.

 

Żyć w świecie postprawdy

Problem w tym, że pozór prawdy w powszechnym odbiorze (który nie tak znów często pozostaje w zgodzie z ustaleniami uczonych logików) to niekoniecznie to samo co kłamstwo.

W 1992 r. publicysta Steve Tesich w artykule opublikowanym na łamach „The Nation” stwierdził, że tzw. afera Iran-Contras (w latach 1986-87 amerykańska administracja sprzedawała nielegalnie broń Iranowi, by uzyskać pomoc w uwolnieniu zakładników uprowadzonych w Bejrucie przez bojowników Hezbollahu; pieniądze uzyskane z tej nielegalnej transakcji rząd USA przekazywał na konto rebeliantów Contras w Nikaragui) oraz pierwsza wojna w Zatoce Perskiej (toczona w latach 1990-91 „w imię obrony wolności przed Saddamem Husajnem”) zostały potraktowane przez społeczeństwo amerykańskie o wiele łagodniej niż sławna afera Watergate z początku lat 70. ubiegłego wieku.

Według Tesicha, Amerykanie w swej większości kupili strategię retoryczną, jaką serwowała im na wytłumaczenie ujawnionych skandali administracja USA. Tym samym dobrowolnie zdecydowali, że chcą „żyć w świecie postprawdy”. Nie chodziło o kłamstwo, lecz o powszechne zachowania osłabiające znaczenie prawdy – o zbiorową niechęć do skonfrontowania się z realnością. Coraz większa dostępność internetu w następnych latach szybko spotęgowała rozwój i zakres tego niepokojącego zjawiska.

 

Moja prawda

Skutki nie dały na siebie długo czekać. Okazało się, że dla wielu prawda to właściwie jedynie „moja” czy też „nasza” prawda, tj. stanowisko (zajęte przez jednostkę bądź grupę) niezależnie od faktów, cudzych argumentów, sądów i opinii. W „mojej” bądź „naszej” prawdzie liczy się głównie mocne, emocjonalne przeświadczenie. Nieważne, że pozbawione jest ono często – tak cenionego dawniej zarówno w dyskursie publicznym, jak w codziennych międzyludzkich kontaktach – waloru obiektywności.

Postprawda nie ma charakteru ani absolutnego, ani uniwersalnego. Opiera się na mniemaniach, gdybaniach oraz niepopartych wiarygodnymi źródłami przekonaniach. W ten oto sposób probierzem prawdziwości nie jest już racjonalna argumentacja, lecz atrakcyjność i sensacyjność pojawiających się w obiegu publicznym treści. Mniejsza o to, że treści te bywają często zwyczajnie kłamliwe.

 

Skłonność do kłamstwa

Już w 2004 r. głęboką analizę owych niepokojących przemian mentalności dzisiejszych społeczeństw dał Ralph Keyes w książce „The Post-Truth Era: Dishonesty and Deception in Contemporary Life” („Era postprawdy: nieuczciwość i oszustwo we współczesnym życiu”).

Zauważył, że rozwój środków masowego przekazu (najpierw telewizji, a potem internetu) przyczynił się nieoczekiwanie do nowego spektakularnego sukcesu starej ludzkiej skłonności do kłamstwa. W rozmowie z Łukaszem Pawłowskim z „Kultury Liberalnej” Keyes stwierdził bez ogródek:

Potrafimy oszukiwać, co daje nam ewolucyjną przewagę nad zwierzętami czy wrogami. Ograniczają nas nie tylko moralność, ale przede wszystkim bliskie relacje z ludźmi, którzy przejrzeliby nasze kłamstwa. Obecnie żyjemy jednak w znacznie większych zbiorowościach, gdzie otaczają nas nieznajomi, którzy nie potrafią rozpoznać oszustwa. W internecie jesteśmy do tego stopnia od siebie oderwani, że nie używamy nawet prawdziwych imion, ale pseudonimów. Wszystkie te czynniki sprzyjają naturalnej ludzkiej skłonności do oszustwa, a jednocześnie pozbawiają człowieka tradycyjnych hamulców. […] Uważam, że w życiu w mniejszym stopniu kierujemy się moralnością i jesteśmy większymi kłamcami niż nasi rodzice czy dziadkowie. Nasze środowisko nie zapewnia wystarczającej przeciwwagi dla oszukańczych skłonności.

Co więcej, zdaniem Keyesa nie tylko kłamiemy częściej niż miało to miejsce dawniej, ale i bardziej podatni jesteśmy na przyjmowanie za dobrą monetę kłamstw cudzych. To źródło politycznego sukcesu takich ludzi jak np. Donald Trump. Obecnemu prezydentowi USA w trakcie ubiegłorocznej kampanii wyborczej wielokrotnie udowodniono jawne głoszenie nieprawdy. Okazało się, że dla wielkiej rzeszy wyborców enuncjacje te nie miały większego znaczenia. Trump, jak się zdaje, w rozleglejszej przestrzeni i na większą skalę praktykował tylko to, co współcześni mieszkańcy USA (a pewnie i większej części świata) doskonale znają z własnej codzienności.

 

Teologiczna postprawda

Czy przed postprawdą można się chronić? Czy mogłoby w takiej obronie pomóc chrześcijaństwo? Niestety, można zauważyć, że i ono bywa coraz częściej wobec postprawdy bezradne. Zdaniem ks. prof. Andrzeja Draguły, postprawda ma bowiem już swoje miejsce np. w Kościele katolickim, w którym coraz częściej dochodzi do zjawiska tzw. „magisterium równoległego”.

Polega ono na tym, że w odbiorze nauczania Kościoła (a szczególnie – w ostatnich latach – papieża Franciszka) posłuszeństwo zostało zastąpione akceptacją bądź jej brakiem z powodów emocjonalnych. Jednocześnie do rangi autorytetów urastają osoby, którym z różnych powodów wierni są skłonni bardziej wierzyć niż papieżowi. To np. egzorcyści, publicyści religijni, blogerzy, kaznodzieje internetowi czy radiowi.

Tymczasem w dziejach Kościoła indywidualne opinie zawsze poddawano weryfikacji autorytetu. W obecnej epoce (przede wszystkim ze względu na techniczne możliwości nowych mass-mediów) „teologiczna postprawda” skutecznie konkuruje z Urzędem Nauczycielskim Kościoła. Porządek obiektywny często rozmija się z subiektywnymi przekonaniami i oczekiwaniami wiernych. Coraz jaśniej widać, że Kościół, by bronić swej integralności, musi mocno przeciw postprawdzie wystąpić. Na razie nie bardzo chyba jednak istnieje w nim świadomość, z pomocą jakich środków mógłby to skutecznie robić.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail