Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Konrad Kruczkowski: O trudnej samotności

Konrad Kruczkowski
Udostępnij
Komentuj

Jeśli ktoś nie jest samotny, to jest jaki?

Język polski, choć bardzo pojemny, nie radzi sobie z odpowiedzią. Moi znajomi mówili: spełniony, ważny dla kogoś, szczęśliwy, przynależny, oswojony, nawet spółdzielczy. Trudno o prosty przymiotnik, który opisuje brak samotności. Pomyślałem, że jeśli język odpowiada na rzeczywistość, to łatwiej być samotnym niż nie. Na Facebooku poprosiłem o weryfikację tego poglądu. Obcy sobie ludzie pisali:

„Boję się, że zostanę porzucony, więc sabotuję swoje związki. Myślę, że to przez rodziców. Zawsze kochali mnie za coś: za dobre oceny, za rezygnację z rolek, później za rezygnację z wyjazdu na studia. Kiedy stawiałem na swoim, a chcę podkreślić, że nie było to obiektywnie złe, czekała mnie kara. Tą karą było odrzucenie. Moja mama przestawała ze mną rozmawiać o ważnych rzeczach. Nasze rozmowy ograniczały się wtedy do wymuszonej uprzejmości. Wzdychała, od razu bolała ją głowa. Nigdy nie mówiła wprost, co czuje. Kiedy dawałem się złamać, czyli na nowo stawałem się posłuszny, od razu czuła się lepiej. Niektóre dzieci są porzucane przez swoich rodziców i to sprawia, że jest im bardzo trudno. Mnie porzucano raz w tygodniu”.

„Samotność pozwala zachować pozory. Kiedy ktoś się zbliża, to wiem, a może bardziej czuję, że zaraz zobaczy mnie taką, jaką jestem. A zależy mi na perfekcyjnym wizerunku – wtedy czuję się bezpiecznie. W pracy moje drugie imię to profesjonalizm. W biurze trzymam innych na życzliwy dystans, w życiu prywatnym nie ma kogo trzymać. Ten wizerunek sprawia, że czuję się bezpiecznie. Ból samotności nie jest trwały, czasem bardzo silny. Cierpię, bo boję się prawdy. W końcu tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. A związek to sprawdzian. Jak to nazwałeś? Samotność narcyza?”.

„Jestem samotny, bo jestem tchórzem. Przez chwilę byłem mężem i ojcem. Przestałem, bo wystraszyłem się, że sobie nie poradzę. I uciekłem. Najpierw do innego miasta, później do innego kraju. Moja córka miała trzy lata. Mam w portfelu jej zdjęcie. Dzisiaj wiem, że nie można uciec od własnej głowy. Żałuję, a teraz – po kilku latach – chciałbym zrobić krok wstecz. Boję się, że nie zostanę przyjęty. W nocy zastanawiam się, jak wygląda moja córka, jak pachnie, co naprawdę lubi. W dzień próbuję wysłać email, ale strach mnie paraliżuje. Strach skazał mnie na samotność”.

Jeśli ktoś nie jest samotny, to jest – zaryzykuję tezę – odważny.

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail