Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Ministrant zgubił się na cmentarzu. Wy też znacie jakieś kościelne wpadki?

CHŁOPIEC W KOŚCIELE
Shutterstock
Udostępnij

Jeden z kolegów tak wczuł się w okadzanie zacnego arcybiskupa, iż prawie uderzył go trybularzem w głowę. Pasterza uratował refleks osobistego ceremoniarza, który w ostatniej chwili odciągnął hierarchę do tyłu.

Jednym z owoców działania Ducha Świętego jest radość. Ministranci mają tę rzadką umiejętność szczególnego o nim przypominania. Patrząc na ich wyczyny, trudno czasem nie chwalić Boga śmiechem…

 

Niebezpieczny strój ministranta

Jak wiadomo, ministranci chodzą najczęściej w komżach lub albach. Niegdyś komże robione były z fragmentów firanek. W kościele mieliśmy takiego kolegę, który był bardzo wysoki, jak na swój wiek. Zanim zaczął rosnąć, otrzymał właśnie taki, nieco koronkowy strój. Niestety, nie chciał go zmienić, co powodowało, iż wierni w trakcie niedzielnej mszy świętej mogli oglądać rosłego mężczyznę w minispódniczce zrobionej z firanki.

Jak się jednak okazuje, nie tylko krótkie stroje liturgiczne są niebezpieczne. Pamiętam, że kiedyś śmiałem się ze starszego kolegi, lektora, który idąc po kościele potknął się o albę i poleciał niczym Batman. Kilka tygodni później założyłem za długą komżę. Na tej mszy „zbierałem tacę”. Gdy wróciłem do prezbiterium, położyłem koszyk z pieniędzmi na krześle. Następnie uklęknąłem, by „zadzwonić na podniesienie”. Komża zahaczyła jednak o koszyk i jego cała monetowa zawartość poleciała na ziemię. Co ciekawe, wiele osób na ten dźwięk uklęknęło, myśląc, że już dzwonię…

Drugi raz podobną sytuację miałem w trakcie błogosławieństwa lektorskiego. Kolega pożyczył mi na tę uroczystość za długą albę. To dzięki niej z całej uroczystości utkwiła mi w pamięci sytuacja, gdy wstając z kolan przydeptałem butem materiał, po czym poleciałem do tyłu głośno krzycząc „o rany!!!”.

 

Ważne funkcje

Ministranci mają to do siebie, że bardzo szybko starają się wykonywać swoje działania w sposób w pełni profesjonalny. Zwłaszcza gdy ma przyjść biskup. Panowie odpowiedzialni za okadzanie znajdują się w szczególnej sytuacji. Często na przykład stoją obok znanego duchownego.

Pamiętam, jak pewnego razu jeden z kolegów tak wczuł się w okadzanie zacnego arcybiskupa, iż prawie uderzył go trybularzem w głowę. Pasterza uratował refleks osobistego ceremoniarza, który w ostatniej chwili odciągnął hierarchę do tyłu, ratując jego nos przed poważnym ciosem.

Inny ze znajomych emocjonalnie podchodził do kwestii odpowiedniego sposobu rozpalania ognia. Niestety, ministrant ten zdecydował się podgrzewać węgielki na terenie małej zakrystii, z której, ku wielkiemu przerażeniu wiernych, bardzo szybko zaczął wydostawać się na cały kościół dym.

 

Śmiech przez łzy

Ministranci powinni być w trakcie służby poważni. Zasada ta dotyczy zwłaszcza pogrzebów, w trakcie których mają za zadanie wspomagać księdza w czynnościach liturgicznych.

Osobiście w trakcie dwóch dekad bycia ministrantem służyłem tylko do jednego pogrzebu. Miałem wówczas niespełna szesnaście lat i pamiętam, że bardzo się bałem, że zobaczę ludzkie zwłoki. Oczywiście, koledzy opowiedzieli mi czego mogę się spodziewać, widząc otwarte wieko trumny. Gdy skończyły się uroczystości w kaplicy (nie miałem pojęcia co w zasadzie tam robię), udaliśmy się konduktem w stronę miejsca pochówku. Cały czas czułem spore przerażenie na myśl o całej tej sytuacji, ale szedłem i szedłem, aż w końcu uświadomiłem sobie, że coraz słabiej słyszę pieśń „Anielski orszak”.

Okazało się, że dobrych kilkadziesiąt metrów szedłem sam, uroczyście niosąc krzyż. Gdy to do mnie dotarło, wziąłem go pod pachę i najszybciej jak umiałem pobiegłem do księdza, po chwili stając obok niego spocony i zdyszany. Kto wie, może choć przez chwilę ktoś zapłakany uśmiechnął się wówczas, widząc czerwonego jak cegła, przerażonego ministranta?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail