Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Mój dzień pełen modlitwy. Prosty pomysł dla każdego

MODLITWA
Shutterstock
Udostępnij

O wielu świętych mówi się, że niemal ciągle się modlili, a nie byli przecież członkami zgromadzeń kontemplacyjnych, tylko działali z rozmachem. Zaświtało mi w głowie: przecież ja też tak mogę!

Mój modlitewny „zestawik”

Przyszedł mi kiedyś do głowy taki pomysł: a czemu by nie ustawić sobie w telefonie alarmu na 12:00 i 15:00, by prócz porannej i wieczornej modlitwy zawsze pamiętać o Aniele Pańskim i koronce do Bożego Miłosierdzia?

Potem doszedł dziesiątek różańca w ramach „Grup Różańcowych Orędowników Małżonek”, czyli w skrócie GROM, o których już kiedyś pisałem, a na koniec jeszcze jeden dziesiątek w intencji (jak to mawia się czasami w kościołach) Bogu wiadomej.

Taki „zestawik” działał regularnie i z różną gorliwością przez parę lat. Po przebudzeniu Słowo Boże w rękę, potem w porannej drodze do pracy oba dziesiątki różańca, potem dwa wspomniane alarmy i na koniec jeszcze modlitwa przed spaniem. Niektórzy powiedzieliby pewnie, że to dość sporo modlitwy jak na jeden dzień. Znaleźliby się i tacy, dla których to porcja głodowa.

Dla mnie chyba było to w sam raz w sensie wysiłku, który muszę włożyć, by zrealizować założone cele. Problem w tym, że modlitwa to nie tylko kwestia celu i jego realizacji, bo przy takim jej rozumieniu łatwo stracić gorliwość i serce. W moim przypadku można powiedzieć, że wpadłem w rutynę.

 

Zacząłem działać

Pewnego dnia doszło do mnie: o tak wielu świętych mówi się, że niemal ciągle się modlili, a nie byli członkami zgromadzeń kontemplacyjnych, tylko działali z rozmachem. Zaświtało mi w głowie: przecież ja też tak mogę!

Weźmy św. Maksymiliana. Ostatnio jeden z braci z niepokalanowskiego klasztoru  powiedział mi, że o. Kolbe wykorzystywał na modlitwę najdrobniejszą szczelinę swojego dnia. Choćby moment, gdy przechodził od jednego działu wydawnictwa do drugiego.

Jadę samochodem czy komunikacją miejską, usypiam dziecko, idę po małe zakupy do osiedlowego sklepu, mam chwilę przerwy w pracy… We wszystkich tych momentach mogę wziąć do ręki różaniec, koronkę czy zwyczajnie podziękować Bogu za to, że jest.

„Dlaczego nie?” – to krótkie, ale ważne pytanie chodziło za mną i nie znalazłem na nie odpowiedzi. Zacząłem więc działać, a mój dzień stał się pełniejszy.

 

Różaniec na raty

Nagle okazało się, że rozważenie całej części różańca nie wymaga ode mnie totalnego zatrzymania się, tylko mogę pierwszy dziesiątek odmówić jadąc do pracy, drugi w przerwie, resetując głowę na świeżym powietrzu, trzeci w drodze z pracy, czwarty usypiając jedno dziecko, a piąty usypiając drugie dziecko.

A przecież droga do pracy i z powrotem trwa dłużej niż rozważenie jednej tajemnicy i zostaje jeszcze czas, w którym idę po zakupy do sklepu osiedlowego czy wyrzucić śmieci. I wtedy też można się modlić. To może wydawać się dziwaczne, ale powtórzę pytanie: „Dlaczego nie?”. Wystarczy zawalczyć o pewien nawyk, pamięć o modlitwie w konkretnych momentach dnia i ów dzień staje się zupełnie inny, niejako opleciony np. różańcem.

Intencji każdy z nas ma mnóstwo. Nieraz ktoś prosi o modlitwę, zapewniam o niej, a potem zapominam lub wrzucam do jednego worka tych, którzy prosili o modlitwę, a tu mam praktyczną przestrzeń, by każdą ważną intencję z osobna polecić wstawiennictwu świętych, Matce Bożej czy samemu Bogu.

 

Nie zaniedbać relacji z ludźmi

Oczywiście, warto w takim wplataniu modlitwy w codzienność zachować normalność relacji z ludźmi i nie tworzyć wokół siebie dewocyjnej atmosfery, w której „olewam” kogoś, bo akurat nadarza się chwila na modlitwę.

Te momenty modlitewnego przebudzenia w ciągu dnia nie mogą mi naturalnie zastąpić stałych punktów zatrzymania się rano i wieczorem nad Słowem Bożym, ofiarowania Bogu bardzo konkretnego czasu już niekoniecznie w drodze czy przy robieniu jakichś mało absorbujących umysłowo rzeczy.

Ta odmówiona na raty część różańca jest pewną wartością dodaną i nie ma też tragedii, gdy akurat zdarzy się dzień bez niej. To taka premia czasowa, którą Bóg daje mi, by móc ofiarować mu siebie i swoje intencje jeszcze mocniej, bonusowo.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail