Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Jak skutecznie zniechęcić dziecko do wiary? Błędy wierzących rodziców

KOBIETA NA ŁAWCE
Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Do katolickiego wychowania dzieci zobowiązuje się każde sakramentalne małżeństwo. Jednak i tu można przesadzić. Wie o tym wiele osób wychowanych w domach, w których dyscyplina i zasady stały się ważniejsze niż one same.

Jaki to z ciebie wierzący?

Tomek od zawsze był wierzący. Należał do oazy, był w służbie liturgicznej, ale mama wymagała więcej. Wytykała, że nie idzie z nią na kolejny różaniec, koronkę, majówkę. Że nie modli się tyle, co ona. „Jaki to z ciebie wierzący?” – słyszał.

Co by nie zrobił, według mamy był „gorszy od ateistów”. Sześć lat temu – jako 15-latek – odszedł więc ze wspólnoty i przestał służyć przy ołtarzu. Dziś wierzy w Boga, chodzi do kościoła, ale wspólnoty omija szerokim łukiem. I czuje się winny, bo według mamy „to nie jest wiara”.

 

Inną drogą, niż zaplanowali

Anię i jej rodzeństwo rodzice zmuszali do wstąpienia do wspólnoty, do której sami należą. „Każde z naszej trójki miało wstąpić do wspólnoty w wieku nastoletnim. Każde posłusznie, lepiej bądź gorzej, wypełniało misję rodziców. Do momentu, kiedy przyszła kolej na siostrę” – mówi.

Siostra powiedziała „nie” i była nieugięta.

Na szczęście rodzice spotkali księdza, który wytłumaczył im, że najważniejsze są relacje, a ich dziecko może trafić do Kościoła zupełnie inną drogą, niż zaplanowali. „Od tego momentu odpuścili. Zostawili decyzję dotyczącą wspólnoty i Kościoła każdemu z nas indywidualnie”.

 

Modlić się ze strachu

W domu Oli wiara też była przymusem. „Odgórnie narzucono nam, kiedy czytamy Pismo Święte, kiedy się modlimy, kiedy idziemy do kościoła. Każdy sprzeciw kończył się dość potężnym biciem. Nie pozostało mi wtedy nic innego jak modlić się ze strachu przed gumową pałką taty”.

Bił też przy każdej pomyłce, kiedy uczył ją „paciorków” na pamięć.

„Odcisnęło się to w mojej głowie na tyle długo i na tyle mocno, że jeszcze przez długi czas Ojcze nasz i Wierzę w Boga wzbudzały we mnie niechęć”.

 

Sposób na bezradność

„Każdy rodzic, przynajmniej teoretycznie, chce dobrze dla swojego dziecka – tłumaczy Maria Krzemień, psychoterapeutka z Chrześcijańskiej Poradni Psychologicznej SHALOM w Krakowie. – Poszukuje więc sprawdzonego zbioru zasad moralnych, które może wpoić dziecku. Tak, żeby dobrze się zachowywało i nie miało w życiu problemów. To powierzchowne, ale dosyć proste rozwiązanie”.

Według psychoterapeutki, problem dotyczy nie tyle samej religii, co narzucania dzieciom swojej wizji świata, surowego wychowywania, stawiania nadmiernych oczekiwań i realizowania własnych ambicji.

 

Czy jestem ciekawy mojego dziecka?

Trudno o wyłonienie prostych przyczyn zmuszania dzieci do praktyk religijnych. Pomocne na pewno nie są własne negatywne doświadczenia z surowymi rodzicami – nie tylko w sferze religijnej, czy nierozwiązane konflikty, ale też takie postawy, jak skrupulanctwo, perfekcjonizm i dążenie do moralnej czystości.

„Narzucanie swoim dzieciom religijności, moim zdaniem, nie jest problemem religijności sensu stricto, ale problemem relacji między rodzicem i dzieckiem – tłumaczy psychoterapeutka. – Warto zadać sobie pytanie czy potrafię kochać i szanować wolność wyboru mojego dziecka? Czy jestem ciekawy jego opinii? Czy radzę sobie z lękiem, że moje dziecko pójdzie w którymś momencie drogą, którą samo wybierze?”.

 

Czy to dobrze, że dzieci są „grzeczne”?

Dzieci różnie radzą sobie z oczekiwaniami rodziców. Ania przyjmowała zdanie rodziców i wspólnoty jako swoje, pewne. „Żyłam bez refleksji nad własną duchowością, wiarą, pytaniem, dlaczego wierzę, co mi się podoba, z czym mam trudność w Kościele i w sobie względem Boga” – tłumaczy.

„Napędzała mnie powinność względem wizji rodziców. Przykładność, ułożenie i taka grzeczność. Rodzice byli bardzo zadowoleni, a ja karmiłam tym swoją psychikę”.

Równie często taka postawa rodziców powoduje bunt.

„Dziecko może przenieść na religię, Boga lub Kościół emocje, które ma do rodziców – tłumaczy Maria Krzemień. – Dopóki nie upora się np. ze złością na rodziców, może ciągle widzieć tylko negatywy wiary”.

 

Ostatni raz do kościoła

„Żałuję, że nikt w dzieciństwie nie powiedział mi, że z Bogiem można mieć relację, że On nie siedzi gdzieś tylko wysoko w niebie i nie czeka, aż zrobię coś złego, by mnie ukarać” – mówi Weronika.

Kiedyś mama zmusiła ją do pójścia do kościoła w sobotę, z okazji święta. Potem w niedzielę. W poniedziałek znów wypadło święto. „Mama prawie wyciągnęła mnie z łóżka siłą. Popłakałam się. Powiedziałam, że ostatni raz w życiu idę do kościoła”. Przez kilka lat chodziła tam tylko na śluby i inne, ważne okazje.

„Bóg chrześcijański to ostatni Bóg, w jakiego bym wtedy uwierzyła” – mówi.

„Żałuję, że nikt mi nie powiedział, że mogę wierzyć i nadal być sobą”.

 

Ktoś, na kim można polegać

„Żadnej postawy, w tym religijnej, nie wkłada się dziecku łopatą do głowy. Uczy się jej poprzez mechanizmy modelowania czy naśladowania oraz przez własny autorytet” – tłumaczy Maria Krzemień.

„Jeśli dziecko ufa rodzicowi i traktuje go jako kogoś, na kim można polegać, kto jest mądrzejszy od niego i od kogo warto się uczyć, wtedy chętnie za nim pójdzie. Jeśli rodzic sam podejmuje głupie decyzje, jest niekonsekwentny, agresywny wobec dziecka, nie słucha, wtedy każda jego propozycja zostanie odrzucona. W tym ta związana z wiarą” – tłumaczy.

Imiona osób zacytowanych w tekście zostały zmienione.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail