Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jestem księdzem i jestem z tego dumny. Choć moje kapłaństwo nie jest łatwe

KSIĄDZ ŁUKASZ KACHNOWICZ
Udostępnij

Czy w ciągu tych lat miałem myśli o tym, żeby odejść? Tak. Ale uwierzcie mi, że nie mam zamiaru narzekać. Wręcz przeciwnie: jestem dumny z tego, że mogę być księdzem.

Z ludzi wzięty i dla ludzi ustanowiony

Jestem księdzem od siedmiu lat. Prawie od samego początku moje kapłaństwo nie jest łatwe. Dosyć wcześnie zacząłem zmagać się z depresją i różnego rodzaju kryzysami. Czy w ciągu tych lat miałem myśli o tym, żeby odejść? Tak. Mogę powiedzieć, że cały ten czas mniej lub bardziej jest naznaczony walką o to, żeby być dalej księdzem. Nie zacząłem zbyt radośnie tego świadectwa, ale uwierzcie mi, że nie mam zamiaru narzekać. Wręcz przeciwnie: jestem dumny z tego, że mogę być księdzem.

Powiedziałem o moim zmaganiu, bo ono uświadamia mi samemu, że odkrywam w kapłaństwie coś, co sprawia, że mimo wszystko się nie poddaję. Moja duma z powołania, które – jak głęboko wierzę – dał mi Bóg, nie polega na tym, że czuję się lepszy czy ważniejszy od innych.

Może to ciągle towarzysząca mi słabość sprawia, że nie chodzę ponad ludzkimi głowami, ale staram się przeżywać swoje kapłaństwo w duchu Listu do Hebrajczyków: „Z ludzi wzięty i dla ludzi ustanowiony”. Nie uwierzyłem w swoją nadzwyczajność. Jednak są momenty, w których doświadczam tego, że Bóg dał mi robić coś wyjątkowego, coś co sprawia, że jestem dumny z tego, że mogę być księdzem.

 

Spowiedź: podnosi czyjeś życie z ruin

Lubię spowiadać. Zdarzało się, że ktoś odchodząc od konfesjonału, dziękował za to, co usłyszał ode mnie. Nie mówię w konfesjonale żadnych swoich mądrości, mówię ludziom zazwyczaj, że Bóg ich kocha, a Jego miłosierdzie jest większa od ich grzechów, że się nimi nie gorszy, że są drodzy w Jego oczach i dlatego ich szuka, także przez ten sakrament i cieszy się, kiedy może znowu ich znaleźć.

Mówię tylko to, co mówi Ewangelia. Ktoś kiedyś jednak przyszedł po długim czasie z trudną historią, poraniony i odchodząc powiedział: „Tak bardzo potrzebowałem to usłyszeć”. Wielokrotnie widziałem, jak miłosierdzie Boga, które przechodzi przeze mnie w tym sakramencie podnosi czyjeś życie z ruin, wlewa nadzieję, ociera łzy, pomaga inaczej spojrzeć na siebie. To są piękne momenty. Właśnie w takim momencie jestem dumny, że mogę być księdzem.

 

Homilie: mogą odmienić ludzkie historie

Uwielbiam mówić homilie i dzielić się Ewangelią. Czasem zdarzy się, że ktoś podejdzie i podziękuje. Nie chodzi o to, czy mówię ładnie, efektownie czy nie.

Kiedyś mówiłem homilię w Boże Narodzenie. Potem chodziłem „po kolędzie” i w jednym z mieszkań pewna kobieta powiedziała, że tego dnia do naszego kościoła przyszedł jej syn, którego małżeństwo było w poważnym kryzysie, praktycznie już się rozeszło. Ten jej syn wrócił po mszy świętej do domu i zadzwonił do swojej żony. Drugi dzień świąt spędzili razem. I ta kobieta mówi mi, że poruszyło go to, co usłyszał w czasie homilii, na tyle, żeby pojednać się z żoną.

Podobnie jak w konfesjonale, tak i w czasie homilii nie głoszę swoich mądrości, skupiam się na Słowie Bożym i staram się nim dzielić, tak jak je słyszę. Okazuje się, że to „głupstwo przepowiadania”, o którym mówi św. Paweł, naprawdę może stać się punktem zwrotnym i odmieniać ludzkie historie. W takich momentach jestem dumny z tego, że mogę być księdzem.

 

Być przy ludziach w kluczowych momentach

Kiedyś przez dwa tygodnie zastępowałem kapelana w jednym ze szpitali. W tym czasie trafiła do niego pacjentka, która umierała na nowotwór. To trwało kilka dni. Była świadoma tego, co się dzieje. Towarzyszyła jej rodzina. Przychodziłem codziennie z Komunią, modliliśmy się, rozmawialiśmy.

Zdaje się, że dzień przed śmiercią jej mąż poprosił mnie o spowiedź. Okazało się, że nie tylko on, ale także dzieci. Trudno jest mi opisać to doświadczenie, ale w tym umieraniu żony i mamy było jednocześnie nowe życie dla męża i dzieci, ziarno duchowej przemiany rodziny. Mogłem im towarzyszyć w tym momencie. Tam czuć było przejście Boga, czuć było, że dzieje się coś wielkiego. Właśnie w takich momentach jestem dumny, że mogę być księdzem.

Innym razem ktoś zadzwonił w Boże Narodzenie, kiedy siedziałem z rodziną przy stole. Spotkaliśmy się gdzieś całkowicie przelotem. W tym czasie umierał jego tata. Nie chciał księdza, nie chciał sakramentów. Ten chłopak przypomniał sobie jednak o mnie, zdobył mój numer i zadzwonił, że może jednak przyjadę do szpitala i spróbuję.

Jechaliśmy, a on mówił: A jak cię wyrzuci? Odpowiedziałem: To wyrzuci, przecież niczym nie ryzykujemy. Co Bóg da. Przyjechaliśmy. Jadąc myślałem, jak rozmawiać, żeby go przekonać, jak się zachować. Na miejscu jednak nie powiedziałem nic błyskotliwego, Bóg sam zadziałał. Mężczyzna wyspowiadał się, przyjął Komunię Świętą, namaszczenie chorych. Kilka dni później umarł, pogodzony z Bogiem i ze sobą.

Widziałem, jak ważne to było też dla rodziny, że mógł umrzeć z pokojem w sercu. Czasem Bóg daje mi pojawić się w tak kluczowym momencie czyjegoś życia, żeby przyjść z pomocą. Wtedy jestem dumny, że mogę być księdzem.

Patrząc na moje kapłaństwo naznaczone słabością i kryzysami, naprawdę mam głębokie przekonanie, że nigdzie indziej moje życie nie byłoby spełnione. Właśnie w takich momentach, których próbką się podzieliłem, czuję, że moje życie ma naprawdę głęboki sens i jest owocne. Wtedy czuję dumę z tego, co Bóg dał mi robić.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail