Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Ślub – biała suknia i tradycja czy może coś więcej?

SUKNIA ŚLUBNA
Charisse Kenion/Unsplash | CC0
Udostępnij
Komentuj

Ślub konkordatowy to wciąż najczęściej wybierana w naszym kraju opcja oficjalnego zawarcia związku. Czasem mam wrażenie, że bardziej ze względu na ładne tło do zdjęć i babcię ze słabym sercem, niż obecność Gospodarza tego miejsca.

Drodzy Czytelnicy! Ślub to dla wielu wymarzony i wyczekany moment, określany jako ten najważniejszy w życiu. Chcemy, wraz ze specjalistami i naszymi autorami, pomóc Wam przygotować się do Waszej wspólnej małżeńskiej drogi.

Publikujemy teksty w ramach „Aleteiowego kursu przedmałżeńskiego”. Nie wystawiamy zaświadczenia :), ale mamy nadzieję, że nasze teksty pomogą Wam „żyć bardziej” już teraz, u progu Waszego wspólnego życia, a także po „sakramentalnym TAK”! Korzystajcie, przekazujcie dalej, a przede wszystkim – kochajcie się mocno!  

 

Widzialny znak niewidzialnej łaski

Wydaje się, że ślub kościelny jest przywilejem wierzących (na marginesie dodam, że bez tej motywacji trudno by mi było znieść wszystkie formalności i wymogi związane z ceremonią kościelną). A dla osób wierzących małżeństwo jest zawarciem sakramentu. Definicja z katechizmu, przytoczona w tytule akapitu, może nieco zbić z tropu.

Moja ulubiona scena w fenomenalnych „Opowieściach z Narnii” to ta prawie już końcowa, w ostatnim tomie. Gdy wszystko, tak po ludzku, się wali. Królestwo ginie, pogrążone w chaosie toczącej się ostatniej bitwy. Król Tirian zostaje zepchnięty w walce do pułapki, której miał unikać, owianej tajemnicą i grozą stajni. Są tam już karły – siedzą w ciemności, narzekając na błoto i niewygodę. Króla jednak, po wpadnięciu do środka, oślepia światło.

Po chwili dostrzega, że kilka kroków dalej zaczyna się inny wymiar, świat jeszcze piękniejszy, jeszcze wspanialszy niż jego ukochane królestwo, które płonie za drewnianymi drzwiami. Widzi pięknych, dostojnych Królów i Królowe, widzi, jak najlepsze owoce i najprzedniejsze trunki podaje wspaniały Aslan karłom, im jednak zdaje się, że jedzą siano i zgniłą kapustę. Nakładają się dwie rzeczywistości.

Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli (Mt 13,14-15).

 

Prawdziwy Gość

Wiem, że nie tylko w moim odczuciu, ceremonia naszych zaślubin była takim czasem. Choć nie wszyscy tego doświadczyli. My namacalnie odczuwaliśmy Ducha – jak wylewał radość, jedność, pojednanie na nas i nasze rodziny.

To był jeden z tych nielicznych dni, gdy Jego obecność była dla mnie tak niezaprzeczalnie odczuwalna, jakby stał obok i Duchem i Ciałem. Jakby przyszedł jak jeden z naszych gości, zaproszonych na uroczystość. Zajął swoje miejsce w ławce kościelnej i obiecuję Wam, że był przez cały czas uśmiechnięty, rozradowany, i świetnie się bawił na weselu.

Czytaj także: Jak tam po ślubie?

 

To nie magia

Sakrament jednak to nie magia, a przysięga przed Bogiem, i nie gwarantuje bajkowego „długo i szczęśliwie”. Nawet wtedy, gdy przysięgamy przed Nim, On zostawia nam wolną wolę i stety-niestety, mamy prawo zaprzepaścić nawet największe łaski.

Potrzeba czegoś więcej niż słów. Potrzeba otwartości, wiary, chęci współpracy. Nadziei, zaufania. Szczerego serca. Cóż, tego wszystkiego, o czym już po raz kolejny (nuda…) słuchamy w standardowym pakiecie czytań ślubnych – w liście o miłości do Koryntian („słuchać będziecie, a nie zrozumiecie…”?).

Sam to się robi tylko bałagan. Relacje kształtujemy my. Z łaską jest nam łatwiej, ale to wciąż my jesteśmy odpowiedzialni za to, by codziennie, długoterminowo zdobywać się na te wszystkie heroiczne czyny – przeprosiny, mimo że wiemy, że mamy rację, wybaczenie, mimo że to nas skrzywdzono, czy pamiętanie o drobnych gestach miłości i miłych niespodziankach.

Mimo że sam nie miał żony, św. Ignacy jakby pisał o nas, małżonkach: „Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła”.

 

Najpierw belka, potem drzazga

Jeśli rzeczywiście są tacy, co biorą ślub w kościele tylko po to, by zaprezentować się w białej sukni – cóż, wiele tracą. Jednak nawet wtedy, gdy nam wydaje się to szczytem hipokryzji – nie mamy prawa do ocen. Gdy panna młoda ma ciążowy brzuch. Gdy para już od wielu lat ze sobą mieszka. Gdy sami przyznają, że skłoniła ich tylko tradycja albo upierdliwa teściowa. Nawet wtedy, nie mamy bladego pojęcia, jak patrzy na nich Bóg.

Są w końcu w Jego domu, więc może siedzi gdzieś w ostatniej ławce, przez nikogo niezauważony i wszystkiemu się przygląda. I to On, a nie my, zna myśli ich serc. To On będzie ich Sędzią. Tak samo jak i naszym. Może właśnie siedzi w tej ławce obok nas, i słyszy małostkowe, powierzchowne wyroki. To On przenika skryte motywacje, zna historie i intencje.

Nie wiemy, czy mądry ksiądz głoszący kazanie ślubne, nie otworzy szerzej słuchających go serc, na ten drugi, niewidzialny wymiar. Może wybrali to miejsce, tę przysięgę, bo jest w nich wielkie pragnienie Boga, choćby głęboko ukryte w pragnieniu piękna, a przynajmniej pięknego tła do zdjęć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail