Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Czym jest szczęście i co Ci daje w życiu radość?

RADOSNA KOBIETA
JoelValve/Unsplash | CC0
Udostępnij

Szczęście nie jest żadną tajemnicą ani ukrytą prawdą dostępną tylko dla nielicznych. To codzienne wybory.

O szczęściu napisano już tyle książek, że ciężko je wszystkie zliczyć. Od zarania dziejów ludzie próbują odpowiedzieć na jedno, bardzo ważne pytanie: „Jak być szczęśliwym?”.

Szukamy odpowiedzi w mądrych książkach, poradnikach, horoskopach, filmach, a nawet u buddyjskich mnichów. Wydajemy słone pieniądze na sesje u coachów, próbujemy znaleźć szczęście w rzeczach materialnych.

Tymczasem odpowiedź jest dużo prostsza, niż mogłoby się wydać.

 

Szczęście, czyli wybór

Szczęście nie jest żadną tajemnicą ani ukrytą prawdą dostępną tylko dla nielicznych. Szczęście to wybory, których dokonujesz każdego dnia. To kwestia tego, jak widzisz dany dzień i jak przyjmujesz to, co Cię spotyka.

To TY jesteś osobą odpowiedzialną za swoje szczęście i ani twoi rodzice, ani praca, ani chłopak, ani przyjaciółka nie są w stanie Cię uszczęśliwić. Dopóki Ty sama nie odnajdziesz szczęścia w sobie, nikt inny tego za Ciebie nie zrobi.

Proste, co? Brzmi jak banał, ale czy rzeczywiście tak jest?

 

Wbrew schematom

Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że na szczęście muszę zapracować. Że najpierw muszę dobrze zdać maturę, skończyć studia, później znaleźć dobrze płatną pracę i chłopaka. Najlepiej jeszcze wyjść za mąż i urodzić trójkę dzieci. Wszystko szło zgodnie z planem. Skończyłam studia, dostałam fajną pracę w korpo i znalazłam jeszcze fajniejszego chłopaka. Ale czy byłam szczęśliwa?

No, nie do końca… I problem nie leżał w studiach, pracy czy moim chłopaku. Problem tkwił w tym, że żyłam utartymi schematami i nie miałam odwagi iść własną drogą. Ciągle próbowałam sprostać oczekiwaniom rodziny czy znajomych. A tymczasem okazało się, że moje pragnienia zupełnie nie pokrywają się z tym, co narzuca mi środowisko.

Wiedziałam, że żeby znów być szczęśliwą, muszę dokonać radykalnych zmian, ale nie miałam na to ani odwagi, ani ochoty. Bo zmiany to nie jest wcale taka prosta sprawa. To niepewność związana z tym, co będzie później, to nieustanne wychodzenie poza strefę komfortu, to narażenie się na krytykę, ale przede wszystkim, setki pytań, na które nie znasz odpowiedzi.

A czy nie prościej jest siedzieć na kanapie i czekać na ten właściwy moment, wmawiając sobie, że kiedyś na pewno będziemy odważniejsi, mądrzejsi lub bogatsi?

 

Wygórowane oczekiwania

Na drodze do mojego szczęścia stal jeszcze jeden ważny problem, chyba najważniejszy – zupełnie nie potrafiłam docenić tego, co mam. Zamiast skupiać się na tym, co posiadam, poświęcałam moją uwagę na rzeczy, których jeszcze mi brakuje.

Miałam dobrą pracę, ale rozglądałam się za kolejną, jeszcze lepiej płatną. Moja szafa była wypchana po brzegi ubraniami, ale zawsze znalazło się coś, co mogłabym jeszcze dokupić, to samo tyczyło się kosmetyków.

Miałam całkiem fajny pokój w jednej z najlepszych lokalizacji w Krakowie, ale kiedy coraz więcej znajomych brało kredyty na mieszkania, ja też zaczęłam rozglądać się za własnym kątem, nawet nie myśląc o tym, czy rzeczywiście tego chcę. Jeździłam kilka razy w roku na wakacje, ale zamiast to docenić, chciałam jeździć coraz częściej i coraz dalej.

Tak więc żyłam w sidłach moich wygórowanych oczekiwań, zadręczając innych, ale przede wszystkim siebie. Naprawdę wiele sytuacji musiało się w moim życiu wydarzyć, żebym zrozumiała, że ta postawa prowadzi mnie donikąd.

Od jakiegoś czasu bardzo usilnie pracuję nad moim sposobem myślenia i uważam, że zrobiłam milowy krok naprzód. Bardzo pomogło mi zrobienie listy rzeczy, które sprawiają mi radość. Nagle okazało się, że jest ich mnóstwo, i co więcej – większość z nich jest dostępna na wyciągnięcie ręki.

Polecam Ci zrobienie podobnej listy. W końcu tak wiele mówimy o tym, co nas denerwuje, a tak mało o tym, co sprawia nam radość. Najwyższa pora, żeby to zmienić!

 

Szczęście to…

Szczęście to dobra książka.

Filiżanka espresso o poranku.

To szum morza.

Spotkanie z przyjaciółmi.

Czerwona szminka.

Karmelowe latte.

To mieć się do kogo przytulić.

Świeżo zerwane kwiaty.

Widok kołyszących się palm na wietrze.

Sukienka z falbankami.

Uśmiech przechodnia.

Leżenie godzinami na hamaku.

Spacery z aparatem w dłoni.

Kolorowe liście jesienią.

Widok Bieszczad.

Tańczenie boso na łące.

Umiejętność przyznania się do błędów.

Lekcja jogi.

Woda kokosowa.

Rozmowa z rodziną przez Skype’a, kiedy jesteś na drugim końcu świata.

Pogodzenie się z porażką.

Roczna wiza do Australii.

Dawanie prezentów.

Pójście spać bez ustawiania budzika.

Zapach świeżo upieczonego chleba.

Gorąca czekolada.

Śpiew ptaków o poranku.

Pieczenie szarlotki.

Radość z sukcesów innych.

Słuchanie godzinami ulubionej piosenki.

Czas na modlitwę i medytację.

Oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę w Wigilię.

Dzielenie się z innymi.

Kolory zachodzącego słońca.

Górska wspinaczka.

Próbowanie nowych smaków.

Inspirujące spotkanie.

 

Możesz doszukiwać się rzeczy, których Ci jeszcze brakuje, mówić, że jeśli będziesz miała męża, dziecko, lepsze ubrania, więcej pieniędzy to będziesz szczęśliwsza. Możesz też wybrać celebrowanie każdego dnia, cieszyć się z najmniejszych rzeczy, postawić czas ponad pieniądze. Żyć tu i teraz.

Czytaj także: Instagramowe szczęście. Naprawdę fajnie jest być fajniejszym, niż się jest?

Czytaj także: Od problemów finansowych do codziennej radości. 3 proste drogi do szczęścia

Czytaj także: Singielki i mężatki – dwie nieporównywalne drogi do szczęścia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail