Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Czego kobieta robić nie może?

KOBIETA ZA KWIATAMI
Pexels | CC0
Udostępnij

Zastanawiam się, czemu dziewczynki powinny być grzeczniejsze niż chłopcy, czemu mają się ganiać wolniej albo mniej ubrudzić.

Kiedyś zdawało mi się, że kobieta pewnych rzeczy robić nie może, a już na pewno nie publicznie. Na przykład spocić się. Że powinna to ukrywać, choć przecież gorąco jej tak samo, jak mężczyźnie, szczególnie w lecie przy trzydziestostopniowym upale. Udało mi się także uwierzyć w to, że powinna być zwykle zadbana i miła. Nie z wewnętrznej potrzeby, ale tak dla zasady.

 

Dziewczynki muszą być grzeczne?

Zastanawiam się, czemu dziewczynki powinny być grzeczniejsze niż chłopcy, czemu mają się ganiać wolniej albo mniej ubrudzić. Oczywiście, są to zaledwie stereotypy, martwe konstrukcje kulturowe, ale jednak czasem przytrafia nam się w nie wierzyć.

Czasem to, że jesteśmy kobietami wydaje się stać w pewnym oddzieleniu od naszego człowieczeństwa. Czasem chętniej się nas przyjmuje, jeśli występujemy w wersji rozanielonej, uległej i bezproblemowej. Cały czas kobieta-indywidualistka wygląda groźnie, jak gdyby przekazywała mężczyznom oto właśnie zaszyfrowane wyzwanie. Cały czas mówimy – „jeździsz jak baba”, „rzucasz jak dziewczyna” i wcale nie jest to nowa wersja homeryckiego porównania.

Jak gdyby komuś bardzo mocno zależało na oddzieleniu tych dwóch światów – męskiego i kobiecego. Grubą kreską. Murem. Oni – tu, a one – tam. Aby nie było, że całkiem nam do siebie nie po drodze, wymyślono nawet takie słowo jak koedukacja. Czyżby wcześniej bycie wspólne nie było do końca możliwe?

 

Co kobieta może

Bo co kobieta tak naprawdę dzisiaj może? Od momentu zniesienia w Chinach tzw. polityki jednego dziecka, może urodzić się już we wszystkich krajach. To spory postęp. Możemy też rodzić dzieci, chociaż wciąż nie wyegzekwowano dla nas – mówię tu o Polsce (!) – profesjonalnej, refundowanej opieki połogowej.

Trzymając się nadal naszego kraju, możemy karmić piersią, ale jeśli nie mieszkamy w dużym mieście, w momentach kryzysów, możemy liczyć jedynie na siebie lub na doradcę o stu twarzach, tj. wujka Google.

Możemy pracować, ale wciąż są sektory zawodowe, w których zarabiamy mniej od mężczyzn, w których ciąża traktowana jest głównie jako zagrożenie dla utargu firmy, w których nie ma pomieszczeń socjalnych, abyśmy mogły odciągnąć mleko – dla własnego zdrowia i naszych dzieci.

Wciąż wiele z nas staje się adresatkami frazy: „Siedzisz z dziećmi w domu”, choć każdy posiadający rodzinę człowiek wie, że stan spoczynku nie przytrafia się nam zbyt często – przynajmniej większości. Wciąż to jakiś wstyd, posądzenie o brak ambicji lub wręcz przeciwnie – stawianie nabożnych pomników „wzorowej matki”, gdy decydujemy się zająć opieką nad dziećmi na pełen etat.

Wciąż zadajemy kobietom to aroganckie pytanie: Czy możesz wrócić do pracy po urodzeniu dziecka? Kobieta tłumaczy się z wielu rzeczy i chyba myśli, że musi. Że jeśli czegoś w jej życiu nie ma (najczęściej męża i rodziny) to znak, że coś jest nie tak, że nie wyszło, że koniec.

 

Być kobietą

Wobec powyższego, czego kobieta nie może zrobić? Być może tylko jednego – dać się wepchnąć w slogan. Kobieta to nie feministka albo złota matka. Kobieta to nie pocisk na barykadach ideologii albo suma męskich fantazji. Kobieta to nie ta z sukcesem czy z samotnością przy boku. To ktoś znacznie więcej – każda z nas, odkrywając siebie, doświadcza tego jak bardzo.

Jesteśmy kobiecym przeżywaniem, doświadczeniem, historią, mówieniem, czuciem, przy czym nie oznacza to bliżej niezidentyfikowanej eterycznej formy życia. Gdybyśmy konkretniej, odważniej i bez kompleksów mówiły o tym, jak widzimy świat, nie prowadzilibyśmy tak absurdalnych dyskusji jak ta, czy można nakarmić w kościele głodne niemowlę. Nie musiałybyśmy czuć społecznego nacisku, że kolejny rok nosimy to samo, panieńskie nazwisko. Przestałybyśmy bać się tego, co ktoś o nas pomyśli i zaczęłybyśmy przemieniać rzeczywistość, także dla siebie.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail