Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Św. Franciszka Cabrini: przebojowa zakonnica i patronka imigrantów [Wszyscy Świetni]

ŚWIĘTA FRANCISZKA CABRINI
Wikipedia | Domena pubilczna
Udostępnij

Zamożnemu obywatelowi, który pytał ją, w czym może jej pomóc, odpowiedziała, że to ona może mu pomóc, wie bowiem, że ów nie ma dzieci, a ona za jednym zamachem może mu ich „załatwić" 65. Na takie dictum ów biznesmen zgodził się utrzymywać cały sierociniec.

Kiedy odwiedzam jakiś nasz dom i widzę smutne twarze, jakieś napięcie, zniechęcenie, przygnębienie, nie pytam jednej czy drugiej siostry: „Co ci jest?” lub „Czego ci brak?”, lecz od razu zaczynam jakieś nowe dzieło, które będzie wymagało od sióstr, żeby się wzniosły ponad własne „ja”.

 

To była stała metoda świętej Franciszki Ksawery Cabrini: gdy była przekonana, że powinna kupić jakąś nieruchomość na kolejne ze swoich dzieł, po prostu z miejsca wpłacała zaliczkę. Była pewna, że jeśli sprawa jest Boża, to sam Szef zatroszczy się o resztę.

W 1903 r. kupiła w ten sposób wart 120 000 USD hotel w Chicago (wpłacając 10 000 zaliczki) i przerobiła go na szpital. Wcześniej, w 1889 r. na podobnej zasadzie (tym razem zaliczka wynosiła 5 000 USD) kupiła od jezuitów wielki majątek ziemski w West Park, gdzie urządziła klasztor, szkołę i hospicjum.

 

Bóg ujęty bezgranicznym zaufaniem

Trudno wyczuć, czy to Franciszka podążała za Bogiem, czy to Bóg – ujęty jej ufnością i przekonaniem – szedł za Franciszką. Dość powiedzieć, że brakujące 90 proc. zawsze jakoś się znajdowało (a w tym czasie w nieruchomości szły już remonty, siostry od Franciszki pracowały tam, jakby to już było ich). W sprawach finansowych nasza święta zasadniczo nie brała jeńców.

W jej życiorysach jest historia o pewnym człowieku, który wypisywał jej czek na trzysta dolarów, i który – gdy kreślił ostatnie zero – ze zdumieniem zauważył, że Franciszka stoi nad nim, i prowadząc jego rękę, z uśmiechem, jakby był dzieckiem, które trzeba nauczyć pisać, dopisała o jedno zero więcej.

Innemu zamożnemu obywatelowi, który pytał ją, w czym może jej pomóc, odpowiedziała, że to ona może mu pomóc, wie bowiem, że ów nie ma dzieci, a ona za jednym zamachem może mu ich „załatwić” 65. Na takie dictum ów biznesmen zgodził się utrzymywać cały sierociniec.

 

Posługa emigrantom

Była pierwszą kanonizowaną obywatelką Stanów Zjednoczonych. Pochodziła jednak z Włoch, z Lombardii, gdzie przyszła na świat w 1850 r. Z wykształcenia była nauczycielką. Chciała iść do zakonu, ale odmawiano jej z powodu słabego zdrowia. Ostatecznie przyjąć chorowitą adeptkę zgodziły się pracujące z sierotami Siostry Opatrzności.

Franciszka, mimo iż szybko (w wieku 27 lat) została mianowana ich przełożoną, wkrótce założyła nowy zakon: Misjonarek Najświętszego Serca Jezusa. W planach miała ewangelizacyjną ofensywę na kierunku wschodnim, od młodości marzyła o pracy na misjach, żywiąc silne przekonanie, że powinna wyjechać do Chin.

Pracujący z włoskimi emigrantami, którzy wówczas masowo uciekali przed biedą do Ameryki (na przełomie wieków XIX i XX miało ich tam wyjechać – uwaga – osiemnaście milionów) biskup Piacenzy, ksiądz Scalabrini (późniejszy błogosławiony, założyciel pracującego właśnie z włoską emigracją zgromadzenia skalabrynianów) przekonywał ją, by skierowała się raczej na Zachód. Gdy intuicję tę potwierdził w czasie rozmowy z Franciszką papież Leon XIII, 39-letnia założycielka malutkiego zgromadzenia wzięła wszystkie siedem swoich sióstr i nie bacząc na chorobę płuc, wsiadła na statek i ruszyła do Nowego Świata.

 

Placówki na całym świecie

Skąd brała energię? Musiała z samej Góry. Do swojej śmierci w 1917 r. założyła prawie 70 szpitali, klasztorów, hospicjów, sierocińców, szkół, instytutów w USA, Argentynie, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Hiszpanii, Brazylii. Przejechała dziesiątki tysięcy kilometrów, drogę przez Atlantyk (którą nazywała podobno „ścieżką przez ogródek”) pokonała ponad 20 razy.

Ratowała zagrożone wykolejeniem, głodem, śmiercią włoskie sieroty, walczyła z rasistami na amerykańskim południu, przeżywała zamachy mafiosów, godziła skłócone ze sobą do nieprzytomności emigracyjne włoskie klany, odwiedzała więzienia, ryzykowała życie, opiekując się ofiarami epidemii żółtej gorączki.

Miała uczulenie na małostkowość, na strojenie się w męczeńskie szaty, gdy w jakichś sprawach coś za bardzo nie szło – dodawała gazu, wychodząc z założenia, że siedząc na wiadomo czym i dywagując, może się coś osiągnie, a może nie, ale ciężko i z oddaniem pracując – osiągnie się coś (na tym czy na tamtym świecie) na pewno. Podobno jej marzeniem było, by nad placówkami jej zgromadzenia „nie zachodziło słońce”, żeby objęły dokładnie wszystkie strefy czasowe, cały świat.

 

Św. Franciszka Cabrini: patronka imigrantów

Święta Franciszka (kanonizowana w 1946 roku), wahając się kiedyś nad otwarciem kolejnego szpitala, miała zobaczyć we śnie piękną kobietę, która chodziła między łóżkami chorych, opiekując się nimi i niosąc pociechę. Zrozumiała, że to Matka Boska, rzuciła się jej więc na pomoc, by usłyszeć: „Robię to, czego ty nie chcesz robić”.

Siostry świętej Franciszki do dziś pracują właśnie na rzecz tych, na których my nie mamy czasu ani ochoty zwrócić czułej uwagi: z imigrantami, uchodźcami, ofiarami handlu ludźmi – ze wszystkimi, których odcięto od ich korzeni. Przez Kościół matka Franciszka została ogłoszona oficjalną patronką imigrantów, a przecież XXI wiek z całą pewnością upłynie właśnie (już upływa; IOM szacuje, że średnio co sekundę jakiś człowiek zostawia dziś na dobre swój dom) pod znakiem olbrzymich migracji, wywołanych ekonomią, wojnami, zmianami klimatycznymi, chciwością jednych i zepchnięciem w faktyczne niewolnictwo drugich.

Wielu ludzi, poddanych presji pędzącego coraz szybciej świata, staje się również imigrantami psychologiczno-socjologicznymi: muszą zmieniać środowisko, społeczeństwo, opuszczać strefę psychicznego komfortu. Dla nich wszystkich święta Franciszka – też przecież emigrantka/imigrantka – zdaje się mieć radę: swoją emigrację zamień na służbę innym, takim jak ty. I pamiętaj, że na ziemi każdy z nas jest de facto emigrantem. Dom jest dopiero przed nami. I ma specyficzne drzwi: nie da się wejść do niego w pojedynkę. Może teraz warto już więc pomyśleć nad strategicznym aliansem z jakimś towarzyszem podróży?

Jest to tekst Szymona Hołowni z cyklu realizowanego dla Aletei, zatytułowanego: Wszyscy Świetni – Wszyscy Święci. Codziennie (zapraszamy na profil FB). Więcej nieoczywistych historii świętych znajdziesz w książce „Święci pierwszego kontaktu”. 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail