Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Bp Michał Janocha: W ikonie jest wieczność, w którą warto się zagłębić i ją kontemplować

IKONA MARYI
Kamil Szumotalski/ALETEIA
Udostępnij

Ikony, otaczane przez długi czas kultem w Cerkwi prawosławnej trafiły na ołtarze naszych kościołów katolickich i stały się obiektem czci. Ikona w sposób plastyczny wyobraża i uobecnia Boga, a Najświętszy Sakrament czyni to w sposób sakramentalny.

Z biskupem Michałem Janochą o ikonie w kontekście ekumenicznym rozmawia Łukasz Kobeszko.

 

Łukasz Kobeszko: Ikony istnieją od wielu wieków, ale na Zachodzie zostały tak naprawdę odkryte niedawno. Gdzie tkwią źródła zainteresowania ikoną w świecie zachodniego chrześcijaństwa i Kościele rzymskokatolickim?

Bp Michał Janocha*: Ikony w chrześcijaństwie zachodnim były obecne w różnym stopniu zawsze Zwróćmy uwagę na Rzym. W czasie ikonoklazmu (istniejącego w Bizancjum w drugiej połowie I tysiąclecia chrześcijaństwa ruchu zwalczającego kult ikon – przyp.), stał on się schronieniem dla twórców ikon ze Wschodu. Cała tradycja włoska, od Wenecji po Sycylię jest przesycona pierwiastkiem ikonicznym.

Zupełnie innym, ale dobitnym przykładem obecności ikony w chrześcijaństwie zachodnim jest Polska. Z racji bliskości Wschodu, zawsze mieliśmy do czynienia zarówno z ikonami, jak i obrazami Bogurodzicy.

Zachód poznał wschodnią ikonę po IV wyprawie krzyżowej, już na początku XIII wieku. Po zdobyciu przez krzyżowców Konstantynopola w 1204 roku wiele ikon stało się łupami wojennymi i trafiło do Europy Zachodniej, gdzie zostały zaadaptowane do tradycji łacińskiej.

Fascynacja ikoną i pogłębiona refleksja teologiczna wokół niej w świecie zachodnim to jednak rzeczywiście zjawisko stosunkowo nowe. Przyczyniła się do niego imigracja rosyjska po rewolucji w 1917 roku, szczególnie do Francji. W Paryżu powstały dzieła Leonida Uspieńskiego i Pawła Ewdokimowa o teologii ikony. Były one pisane po francusku, trafiły więc do ludzi Zachodu.

W Polsce ten proces miał miejsce później, po II wojnie światowej. Ogromną rolę odegrał tu Jerzy Nowosielski i geniusz jego syntezy ikony i sztuki nowoczesnej. Ożywiony renesans ikony w naszym kraju to czas od lat osiemdziesiątych po dzień dzisiejszy.

 

Ikona jest wyrazem mistycznego symbolizmu, przedstawia świat przebóstwiony, a sakralna sztuka zachodnia za pomocą racjonalizmu i realizmu chce wiernie odwzorować rzeczywistość. Czy takie spojrzenie to stereotyp i uproszczenie?

Rzeczywiście, tak uważamy, szczególnie ze współczesnej perspektywy. Jednakże sztuka zachodnia w okresie romańskim, w swoim idealizmie była bardzo bliska duchowi sztuki bizantyjskiej, chociaż operowała innym arsenałem środków plastycznych. Od czasów gotyku i pojawienia się filozofii św. Tomasza z Akwinu myśl zachodnia, a za nią również sztuka, coraz bardziej koncentrowały się na widzialnym aspekcie rzeczywistości.

Od późnośredniowiecznego realizmu sztuka zachodnia za punkt wyjścia bierze świat materialny i poprzez niego chce powiedzieć coś o świecie duchowym (jeżeli oczywiście jest sztuką o aspiracjach religijnych).

Na Wschodzie mamy do czynienia z procesem odwrotnym: to świat duchowy przejawiający się w przebóstwionej materii jest przedmiotem zainteresowania. Owe przeciwieństwo: mistycyzm – racjonalizm jest pewnym uproszczeniem, ale sądzę, że zbliża nas do sedna zagadnienia.

 

Wielu chrześcijan wschodnich krytykuje zbyt daleko posunięty realizm w sztuce sakralnej Zachodu. Modelkami, które pozowały renesansowym i barokowym malarzom do obrazów Madonny lub świętych były często ich kochanki lub kobiety lekkich obyczajów. Stawiało to całą twórczość sakralną w dwuznacznym świetle…

Istotnie, na przykład słynna, zresztą bardzo perwersyjna „Madonna” Jeana Fouqueta, przedstawiająca w rzeczywistości Agnès Sorel, kochankę artysty. Takich przykładów jest wiele, choć Kościół katolicki próbował instytucjonalnie z tym walczyć przez rozmaite dekrety dotyczące reguł przedstawiania Matki Bożej lub świętych, ale okazywały się one mało skuteczne.

Taka krytyka jest uzasadniona, bo mamy to do czynienia ze sprowadzeniem tajemnicy Nieba do konkretu, w którym to Niebo trudno jest znaleźć. Opisywane zjawisko zaszkodziło zresztą samej ikonie – popularność realistycznego malarstwa zachodniego szybko bowiem dotarła do świata prawosławnego i od XVIII wieku wpłynęła na osłabienie znaczenia kanonicznej, tradycyjnej formy ikony.

 

Czy są elementy które mogłyby łączyć wschodni kult ikon z pobożnością rozpowszechnioną w Kościele rzymskokatolickim? Na Wschodzie kult ten przejawia się poprzez głęboką cześć: pokłony, gesty ucałowania, zapalanie świec. W świecie łacińskim występuje kult Najświętszego Sakramentu. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z wpatrywaniem się w świat nadprzyrodzony, z jego adoracją…

Ikona w sposób plastyczny wyobraża i uobecnia Boga, a Najświętszy Sakrament czyni to w sposób sakramentalny. Odniesienie do tego, co w tradycji łacińskiej nazywamy adoracją, a w bizantyjskiej i greckiej „προσκύνησις” (czyt. „proskynesis”) jest rzeczywiście podobne, z tą różnicą, że w Najświętszym Sakramencie mamy do czynienia z konsekrowaną postacią, która w żadnej formie nie przypomina nam postaci Boga. Natomiast w ikonie, jak chociażby w mandylionie – wizerunku oblicza Chrystusa będącym „ikoną ikon”, widzimy próbę oddania samego Bogoczłowieka.

 

Gdzie w Kościele rzymskokatolickim w Polsce najbardziej widać obecność prawosławnych i wschodnich ikon? Czy tylko w sanktuariach, a może w życiu ruchów i wspólnot?

W niezliczonej ilości sanktuariów maryjnych w Polsce znaczna część wizerunków ma genezę ikonową. Jest pochodząca ze Wschodu Matka Boska Częstochowska. Są wizerunki typu Salus Populi Romani, Madonny z Dzieciątkiem, której oryginał, będący typową ikoną znajduje się w Bazylice Santa Maria Maggiore w Rzymie. Jest wiele ikon przywiezionych w XVII wieku z kampanii moskiewskiej, na przykład w Szamotułach i Strabli.

Ikony, otaczane przez długi czas kultem w Cerkwi prawosławnej trafiły na ołtarze naszych kościołów katolickich i stały się obiektem czci. Jeżeli zaś chodzi o nowe wspólnoty, to neokatechumenat jest najlepszym przykładem przemyślanej formacji duszpasterskiej, opartej nie tylko na pewnej doktrynie, ale także spójnej wizji estetycznej, którą wyraził jego założyciel Kiko Arguello, bardzo wyraźnie zainspirowany ikoną moskiewską i Rublowem.

W Polsce działa też jeszcze mało znane, ale bardzo interesujące zgromadzenie sióstr Betlejemitek w Grabowcu. Ikona jest tam integralnym elementem świątyni oraz liturgii i modlitwy. Podobnie jest w Monastycznych Wspólnotach Jerozolimskich w Warszawie przy Łazienkowskiej, gdzie elementy romańskie łączą się z bizantyjskimi.

Te zainteresowania wychodzą z głębi odnowy duchowej tych wspólnot lub zakonów. W ikonie bowiem odnajdują one, powiedziałbym nawet wielkimi literami – wieczność, w którą chcą się zagłębiać i chcą ją kontemplować.

 

Pomiędzy światem katolickim a prawosławnym nie ma aż tak dużych różnic w kwestii teologii ikony. Wyzwaniem jest obecność tej kwestii w dialogu ekumenicznym z Kościołami wyrastającymi z Reformacji. Czy ikona może odgrywać w nim jakąkolwiek rolę?

Tutaj widziałbym dwie płaszczyzny. Patrząc od strony historyczno-ideologicznej wiemy, że dla Marcina Lutra wszelki obraz religijny lub sakralny był tym, czym mleko dla dziecka. W pewnym momencie należy je odstawić od piersi i przejść na codzienny, zwykły pokarm. Tym pokarmem jest Biblia, zgodnie z zasadą „Sola scriptura”.

Warto jednak przypomnieć, że luteranie dopuszczają w pewnym ograniczonym zakresie obecność obrazów religijnych, co prawda bez istniejącego w prawosławiu i katolicyzmie elementu głębokiej czci, raczej jako rodzaj katechezy dla mniej dojrzałych, z której w pewnym momencie rozwoju duchowego należy zrezygnować. Bardziej radykalni są ewangelicy reformowani (kalwiniści), odrzucający wszelkie obrazy jako skazane z góry na porażkę próby wyobrażenia całkowicie niepoznawalnego Boga.

Z drugiej jednak strony, w Kościołach reformowanych widać teraz całkiem wyraźnie fascynację ikoną. Zabrzmi to może nieekumenicznie, ale być może ewangelicy dostrzegają w niej element, który zgubili niegdyś na drodze swojego rozwoju.

 

Czyli ikona jest czymś uniwersalnym, tym co łączy chrześcijan, a nie ich dzieli?

Zdecydowanie. To dzieło sztuki uniwersalne. Czyli takie, które pragnie mówić o Bogu językiem wypracowanym przez wieki, językiem, który jest ponadczasowy i nie podlega łatwo zmiennym modom i fluktuacjom. Od czasów Renesansu takim modom podlegała sztuka zachodnia i sztuka Kościoła katolickiego. Próbowała ona wyrazić tajemnicę Boga odwołując się bardziej do sfery życia człowieka określanej mianem psyche i związaną z nią psychologizacją.

Natomiast ikona odwołuje się do tego, co w Biblii określa się mianem „πνεῦμα” (czyt. „pneuma”) czyli do „ducha”. Jak sądzę, ten właśnie pierwiastek „pneuma” w ikonie tak pociąga wszystkich chrześcijan. Zresztą w tym miejscu dotykamy w ogóle istoty sztuki. Sztuka przez wielkie „s” zawsze będzie ponadczasowa i nigdy się nie zestarzeje.

 

* Bp Michał Janocha – historyk sztuki, profesor UW na wydziale Artes Liberales w Komisji Speculum Byzantinum. Biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej. Przewodniczący Rady ds. Kultury i Dziedzictwa Narodowego Konferencji Episkopatu Polski. Autor m. in. „Ukraińskie i białoruskie ikony świąteczne w dawnej Rzeczypospolitej. Problem kanonu” (2002) „Ikony w Polsce. Od średniowiecza do współczesności” (2009) oraz wspólnie z Ewą Kiedio wywiadu-rzeki „A piękno świeci w ciemności” (2017).

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail