Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Oglądam czasem romanse. Czy to oznacza, że jestem mniej męski?

MĘŻCZYZNA PRZED TELEWIZOREM
Shutterstock
Udostępnij

Siedziałem ostatnio na spotkaniu w pubie z kolegami. W pewnym momencie stwierdziłem: Wiecie co, oglądałem ostatnio ciekawy film, „Zakochana bez pamięci”. Moje wyznanie nieco zmroziło dwóch towarzyszy męskiego spotkania. Już sam tytuł wskazuje, że reżyserami tej produkcji nie są ani Vega, ani Pasikowski.

Lekcja z romansu – zdobywanie kobiety

Nasza przyjacielska rozmowa dotyczyła jednak relacji kobiet i mężczyzn. Mój przykład dotyczył pewnej cechy, pokazanej we wspomnianym przeze mnie filmie, cechy, która powinna nam – mężczyznom, nieustannie towarzyszyć. Myślę tutaj o chęci zdobywania kobiety. O poznawaniu jej na nowo.

W romansie, który opowiedziałem moim znajomym, pewna kobieta nagle traci pamięć. Jak się jednak okazuje, zapomina ona w zasadzie tylko o jednym dość istotnym fakcie: była bowiem zaręczona z pewnym mężczyzną, którego od wypadku przestała rozpoznawać. To oczywiście jedynie scenariusz filmu, ale co byśmy zrobili w takiej sytuacji?

 

Romans – tylko nieidealny obraz?

Filmy romantyczne w zasadzie możemy podzielić na dwie grupy: komedie oraz dramaty. W pierwszej grupie znajdziemy „Bezsenność w Seattle” czy np. „Masz wiadomość”. To już w zasadzie klasyka. Czy jednak produkcje te straciły na swej aktualności? Nawet w drugiej części „Listów do M” syn jednego z głównych bohaterów tłumaczy swojemu ojcu, że w miłości musi być odrobina szaleństwa, ukazana w pierwszym ze wspomnianych przeze mnie tutaj filmów, w duecie Meg Ryan – Tom Hanks.

Czy można zakochać się w czyimś głosie słyszanym w radiu? Nota bene zmaga się z tym Borys Szyc, grający w ostatniej części „Listów do M”. To oczywiście tylko ciepłe, przeidealizowane obrazy, które u wielu panów wzbudzać mogą wyłącznie nudności.

Ale powiedzcie szczerze, nie tęsknicie czasem za chwilami, gdy każdym spojrzeniem szukaliście tej jedynej, tej, którą wybraliście? Nie tęsknicie za chwilą, kiedy wielu podejrzewało Was o stratę rozumu, bo tak zafascynowani byliście swoja wybranką?

 

Facet z klasą

Ktoś teraz powie, że w tym właśnie tkwi dramat, że podobne stany to wyłącznie chwila, która zgodnie z licznymi wynikami badań kończy się średnio po dwóch latach. Tutaj z pomocą przychodzi nam Richard Gere. Nie tylko ten, który w prostytutce z filmu „Pretty woman” widzi kogoś niewinnego, ale może przede wszystkim ten, który w jednej z ostatnich scen filmu „Zatańcz ze mną” doskonale pokazuje, że wierność jest dużo bardziej sexy niż roztańczona i kusząca Jennifer Lopez.

Ale, jak wspomniałem, romanse to także dramaty. Poprzedza je jednak totalna fascynacja drugą osobą, zatopienie w tej jedynej, w tym wybranym. I znów, można rzec, że to nie jest męskie, że oglądanie, jak tych dwoje się w sobie zakochuje, nie jest w żadnym wypadku ciekawe czy fascynujące.

Pytanie jednak: „Co byś zrobił, gdyby nagle twoja żona zmarła”? Albo gdyby niespodziewanie zachorowała na schorzenie, którego nie da się wyleczyć? Film pt. „Świąteczna historia” pokazuje podobną optykę. Nagle młoda żona i mama dowiaduje się, że prawdopodobnie niebawem umrze. Jak spędzić z nią ostatnie chwile? Co jej dać „na koniec”?

Mówi się, że mężczyźni dojrzewają później. Nadchodząca śmierć kogoś bliskiego potrafi jednak bardzo przyspieszyć ten proces, o czym opowiada z kolei historia opisana w dość starym już filmie „Szkoła uczuć”, a więc opowieści o totalnie różnych licealistach, którzy jednak mają coś z idealnych platońskich połówek.

 

Mężczyzna delikatny i mocny

Co się dzieje? Facet pisze o romansach, sypie nimi jak z rękawa. Czy to nie jest dramat? Może kolejna odsłona męskiego kryzysu? A może jest właśnie odwrotnie?

Może przyzwyczailiśmy się do tego, że w momencie, w którym zdobywamy kobietę, dajemy sobie rozgrzeszenie, pozwalające nam, by się od niej oddalić. Wpierw potrafimy zawalić tysiąc spotkań z kumplami, by choć chwilę w jej oczy spojrzeć. A potem nie potrafimy patrzeć w oczy żonie, bo o pięć godzin spóźniliśmy się na kolację, zapominając zadzwonić i powiedzieć „dzięki” przy kolejnym kieliszeczku.

Romanse dla faceta to trudna sprawa. Najczęściej niedostępna. Duma się włącza. Jak tu się przyznać? Gdy ja wspomniałem o „Zakochanej bez pamięci”, mój kolega siedzący obok stwierdził, „a znam, oglądałem, dobry przykład”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail