Wiedział, że po niego nie pójdą? Co czuje człowiek sam na sam z taką potęgą... Gdy wie, że dotarł do kresu swoich możliwości. Bo przecież wiedział...
Człowiek jest tylko mocny w stosunku do drugiego człowieka. W pyskówkach, w przekomarzankach. Często opiera swoją wartość na materii, która przecież, jak wiadomo - a to w górach najlepiej widać - jest po prostu tymczasowa, zreszta jak i sam człowiek.
Ta wypowiedź Tomka Mackiewicza wrzucona niegdyś na Twittera (dziś X) chwyta za serce. Zwłaszcza gdy wiemy, że został tam gdzieś.
Dogonił swoje marzenie. Czy wiedział, jaka będzie cena?
Nanga Parbat, dziewiąty spośród 14 ośmiotysięczników, zdobyty zimą dopiero raz, dwa lata wcześniej. Nie chciał, żeby ta góra stała się jego obsesją - jak mówił w wywiadzie dla "Gazety Krakowskiej" w kwietniu 2014 roku, ale wciąż wracał, bo mu się opierała.
Do siedmiu razy sztuka, chciałoby się powiedzieć. Wyprawa z Elisabeth Revol była siódmą próbą zdobycia szczytu. Udaną, ale za straszną cenę. Wieczorem 25 stycznia oboje stanęli na szczycie. Ale zejście okazało się dramatyczne.
Podczas schodzenia pogoda się załamała. Tomasz Mackiewicz zaczął wykazywać objawy choroby wysokościowej, ślepoty śnieżnej i silnych odmrożeń. Revol sprowadziła go na około 7200 metrów i – wiedząc, że sama nie jest w stanie mu pomóc – zostawiła go w szczelinie, by zejść po pomoc. Polak był już w bardzo ciężkim stanie: według francuskiego lekarza, mógł przeżyć nie więcej niż kilka godzin.
Akcja ratunkowa poruszyła całą Polskę. Na pomoc ruszyli członkowie Narodowej Wyprawy na K2 – Adam Bielecki i Denis Urubko – którzy po nocnej wspinaczce dotarli do Élisabeth Revol i uratowali jej życie. Ze względu na zbliżające się załamanie pogody i realne zagrożenie życia, nie mogli kontynuować akcji w stronę Mackiewicza. W marcu 2018 roku jego ojciec otrzymał z Pakistanu akt zgonu. Jako datę śmierci przyjęto 30 stycznia.
Samotność, która była wyborem
- Zdarzyło się też, że parę dni na sporej wysokości siedziałeś sam w śnieżnej jamie.
- To był dla mnie najlepszy moment całej wyprawy.- Dla większości ludzi byłoby to nie do wytrzymania.
- A ja lubię ten stan.- Może jesteś stworzony do himalaizmu?
- Popatrz na moje dłonie. Paznokcie duże jakby ktoś młotkiem walił, paliczkowate paluchy. Jeden lekarz powiedział mi, że ma to związek z krążeniem, coś jak choroba górska. Kiedy siedzę wysoko, nie odczuwam żadnego fizycznego dyskomfortu. Dobrze mi tam. I mogę siedzieć długo. Wchodzę wtedy w pewien rodzaj medytacji. Mogę zastanowić się nad wieloma sprawami. Nie chodzi o świadome rozwiązywanie problemów i myślenie, że jak wrócę, to muszę zrobić to i to. To raczej taka obserwacja przewijających się w głowie tematów i historii. Patrzenie na wszystko z boku. Bardzo ciekawy stan, trudny do opisania."Wariat i jego Nanga Parbat. Kiedyś uciekł heroinie, teraz goni wielkie marzenie", Przemysław Franczak, 17 kwietnia 2014, Gazeta Krakowska
"Jestem bliżej Boga tutaj, zdecydowanie bliżej Boga" - mówił 8 miesięcy wcześniej, siedząc sam w bazie pod Nangą. To pieszczotliwe określenie dla góry, która zabrała życie ponad 60 himalaistom.
Uwaga! Jeśli nie widzisz wideo poniżej, KLIKNIJ TUTAJ.










