Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

To doceniłam w moim dziadku po jego śmierci

DZIADEK
Shutterstock
Udostępnij

Podobieństwo fizyczne, gesty, postawy, słowa, wartości i wspomnienia. Z każdym dniem dostrzegam je jedna po drugiej, jak muszelki na mokrym piasku podczas spaceru brzegiem morza. Zbieram je i układam w pamiątkowy portret, za który jestem wdzięczna.

Non omnis moriar – nie wszystek umrę, pisał Horacy w „Pieśni III”. Miał na myśli, że jego poezja będzie tym, co po nim zostanie. Mój dziadek Tadeusz nie był poetą, a jednak gdy niedawno odszedł, by zamieszkać u Boga, tak właśnie o nim pomyślałam. Że nie umarł cały. Że przecież coś z niego pozostało w nas, w jego wnukach, w jego dzieciach.

Podobieństwo fizyczne, gesty, postawy, słowa, wartości i wspomnienia. Z każdym dniem dostrzegam je jedna po drugiej, jak muszelki na mokrym piasku podczas spaceru brzegiem morza. Zbieram je i układam w pamiątkowy portret, za który jestem wdzięczna.

 

Wierzył w Boga

Odkąd pamiętam, widziałam dziadka co niedzielę w parafialnej kaplicy na mszy świętej. Byli tam zawsze razem z babcią. Byli w tym dla mnie wzorem do naśladowania. I choć nigdy nie rozmawialiśmy o wierze, to widziałam pokorę dziadka wobec Boga. W ostatnich dniach życia, pomimo cierpienia nie obraził się na Niego, nie odwrócił, ale przyjmował sakramenty i pomoc z nich płynącą.

 

Był pomocny

Dziadek był stolarzem. Potrafił nie tylko pracować z drewnem, ale też wiele naprawić. Gdy komuś zepsuł się zamek w drzwiach, to wzywano właśnie jego. Wszyscy na osiedlu wiedzieli, że mogą na niego liczyć. A on chętnie pomagał.

Zawsze też wspierał swoje dzieci, gdy tego potrzebowały. A ja na zajęciach plastycznych albo technicznych zawsze miałam najlepsze materiały – drewniane ramki, ścianki i dach do karmnika, a konik bujany, którego dla mnie zrobił, do dziś służy dzieciom moich kuzynów.

 

Był punktualny

Tu dziadzio był niedoścignionym dla mnie wzorem. Punktualny – to mało powiedziane. On zawsze był przed czasem. Nigdy się nie spóźniał. Był odpowiedzialny i zorganizowany. Nawet pod koniec życia, gdy nie potrafił odczytać godziny, prosił, by wyjąć z szuflady zegarek i zakładał go na rękę.

 

Modlił się regularnie

Modlitwa była stałym elementem jego dnia. Skąd o tym wiem? Kiedyś, gdy go odwiedziłam, na pożegnanie popłakał się i powiedział, że modli się codziennie, by mógł być na moim ślubie. Modlitwa stała się elementem jego kręgosłupa moralnego, który nie skruszał nawet podczas choroby.

Na zawsze zapamiętam, jak podczas naszego ostatniego spotkania nagle przerwał rozmowę, zrobił znak krzyża i odmówił „Ojcze Nasz” i „Zdrowaś Mario”. Ja, tata i babcia oniemieliśmy na chwilę, ale właśnie ta manifestacja wiary pokazała nam siłę przywiązania dziadka do najwyższych wartości i jego dyscyplinę.

 

Zawsze dobrze wyglądał

Dziadek zawsze był schludnie ubrany, nawet gdy nie wychodził z domu. Do kościoła zawsze zakładał garnitur. Elegancko! – pamiętam, z jakim zachwytem wypowiadał to słowo, gdy widział mnie w ładnym płaszczu. Ale jego porządny wygląd to było coś więcej niż ubranie. Dziadek zawsze trzymał się prosto. Najwyraźniej widziałam to w czasie choroby w ostatnie dni. Mimo osłabienia, gdy siedział, plecy trzymał prosto.

 

Był hojny

Dziadzio zawsze pamiętał o swoich wnukach. W święta i nie tylko. Pod choinkę z babcią kładł upominki, czasami wciskał do kieszeni stówkę „na paliwo”.

 

Był solidny

Dziadek był fachowcem w swoim zawodzie. Do końca życia będzie mi się kojarzył z ołówkiem stolarskim. Pamiętam jego dokładność, z jaką wyznaczał miejsca cięcia desek i wbijania gwoździ. Trzymał ołówek pewną ręką i rysował zdecydowane i precyzyjne znaki.

 

Lubił pożartować

Dziadzio lubił żartować, był wtedy pełen jakiegoś uroku osobistego. Śmiejąc się, wymawiał dobrotliwie i przeciągle „Hahaaa”… Ciepło emanowało wtedy z jego osoby.

 

Wierny do końca

Do końca życia był mężem swojej żony. Tak jak obiecał przy ołtarzu, był wierny babci, zarówno gdy życie toczyło się spokojnie, jak i w trudnych momentach.

 

Potrafił tańczyć tango

Tym zrobił na mnie największe wrażenie. Na jednym z wesel rodzinnych poprosiłam dziadzia do tańca. Chwycił mnie pewnie, trzymając tak zwaną „ramę” i poprowadził do tanga. Tego się nie spodziewałam. Kroki stawialiśmy drobne, ale ile magii było w tym tańcu i radości!

Nigdy nie powiedziałam dziadkowi, że cenię go za to, jaki był. Za to, czego mnie nauczył, nawet nie wiedząc o tym. Ale wierzę, że teraz już to wie. Wierzę też, że w jakiś sposób będzie i na moim ślubie, a i niejedno tango zatańczymy kiedyś w niebie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail