Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy prawda faktycznie nas wyzwoli? A jeśli tak, to jaka?

CHŁOPAK W ŚWIETLE
Andrew Walton/Unsplash | CC0
Udostępnij

Unikam wdawania się w dyskusje o polityce, bo uważam, że to strata czasu. Jednak od paru tygodni obserwujemy ciekawe wydarzenia (które przy odrobinie wyobraźni można uznać za skoordynowaną akcję). Z wydarzeń tych płynie dla nas, Polaków, jeden bardzo przykry wniosek – pozycja Polski na arenie międzynarodowej jest słaba.

Prawda nas wyzwoli?

Te słowa padają dosyć często, w różnych kontekstach. Zdaje się, że wielu Polakom się wydaje, że także tym razem, skoro jest po naszej stronie, prawda wystarczy. Sęk w tym, że myśl o tym, że prawda nas wyzwoli, poprzedzają inne słowa Pana Jezusa:

[…] i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8, 32).

Poznacie prawdę – a co, jeśli nie poznamy prawdy? A co, jeśli człowiek pozna coś, co prawdą nie jest, ale zostanie mu to przedstawione jako prawda? Czy możliwe jest, że ktoś taki będzie żywił przekonanie, że ma rację, a w dodatku gotów będzie zaciekle owej racji bronić?

Zatrważające w tych wszystkich wydarzeniach, które obserwujemy od paru tygodni, jest właśnie to, że wielu ludzi z całego świata naprawdę wierzy w „polskie obozy” i to, że Polska była zamieszana w Holokaust. I w pewnym sensie trudno jest ich winić, prawda? Wierzą w to, co im wpojono w szkole, co usłyszeli w mediach, co obejrzeli na kinowym ekranie (tak, to również wpływa na kształtowanie naszej wiedzy na temat świata, nawet jeśli wiedzą sensu stricto nie jest).

Prawda was wyzwoli – powiedział Pan Jezus. Ale nie możemy zapominać, że najpierw trzeba poznać prawdę. I mówiąc poznać mam na myśli pokazać prawdę światu. Bo bez tego z każdym kolejnym rokiem może być coraz gorzej.

Istotą demokracji jest to, że władza potrzebuje nie tylko głosu obywateli raz na jakiś czas przy okazji wyborów – potrzebuje też ich przyzwolenia na to czy inne działanie. Jeśli społeczeństwa zachodnich państw będą postrzegały Polskę jako kraj odpowiedzialny za Holokaust, jako kraj, w którym kwitnie faszyzm czy antysemityzm, to władze tych państw łatwo uzyskają zgodę na odważne kroki względem Polski. I to nie są żarty.

 

Przyjąć to, co dają?

To słowa jednego z pierwszych polskich ministrów spraw zagranicznych po 1989 r. Niestety, trudno oprzeć się wrażeniu, że nasza polityka międzynarodowa przez lata była uprawiania tak, jakby to była prawda absolutna. A czy da się zdobyć czyjś szacunek w sytuacji, gdy nie szanujemy sami siebie? Czy można poważnie traktować państwo, którego przedstawiciele zginają kark i kolana na dźwięk jakiegokolwiek obcego języka?

Dr Joanna Szalacha-Jarmużek powiedziała podczas I Kongresu Patriotyzmu Ekonomicznego bardzo ważną rzecz. Mianowicie – my, Polacy, wciąż mamy problem z negatywnym autostereotypem, czyli oceniamy sami siebie gorzej, niż inni oceniają nas. Jednak w zarysowanym kontekście trudno jest Polakom się dziwić. Starożytni mawiali, że słowa uczą, a przykłady pociągają. Skoro na co dzień widujemy w mediach zgiętych wpół przedstawicieli naszego państwa (tak, widać zmiany, ale wciąż jest zbyt wcześnie, by je oceniać. Proces wciąż trwa), trudno mieć dobre zdanie o sobie i Polsce, prawda?

Nieprawda! – mówisz?

Miałem nadzieję, że głośno i bez chwili zawahania powiesz stanowcze Nie! Bo my, Polacy, mamy nie tysiąc, a co najmniej miliard powodów do dumy. Mamy zastępy bohaterów i geniuszy w swej historii. Mamy odkrywców, którzy dokonywali na całym świecie rzeczy wielkich (chodzi mi o odkrycia geograficzne). Mamy cudowne miejsca do odwiedzenia – zarówno cuda natury, jak i perły architektoniczne. Mamy wreszcie fascynującą historię do opowiedzenia. Tylko że… nic z tego nie potrafimy sami opowiedzieć. Zawsze potrzebujemy do tego kogoś z zewnątrz. I jak tu się dziwić, że potem wychodzą z tego „polskie obozy” i odpowiedzialność Polski za Holokaust?

 

Gdzie się podziała polska soft power?

Nie mamy generatorów prestiżu. Pół biedy, gdyby brakowało tylko państwowych. Jestem przekonany, że gdyby polskie społeczeństwo było silne, gdyby silna była Polonia, gdyby polscy miliarderzy i multimilionerzy stworzyli prywatne generatory prestiżu – polskie państwo musiałoby się dopasować. Żaden polityk „zgięty wpół” nie miałby szans na dobry wynik w wyborach.

Ale nie mamy ani prywatnych, ani państwowych generatorów prestiżu. Nie mamy nagród, o których zdobycie bije się cały świat. Nie mamy firm, w których młodzi całego świata chcą pracować. Nie mamy marek znanych i cenionych na całym świecie. Nie mamy wreszcie uniwersytetów, na których chce studiować cały świat. Bycie Polakiem nie jest prestiżowe – na pewno nie w oczach świata.

Wiem, że nie jest łatwo czytać to wszystko, ale… kuracja nie ma szans na powodzenie, jeśli wcześniej nie zostanie postawiona poprawna diagnoza. A stan rzeczy jest, jaki jest. Co nie znaczy, że taki być musi. Rozwiązanie istnieje. Ale o tym porozmawiamy w przyszłym tygodniu, czyli… ciąg dalszy nastąpi.

PS Mam nadzieję, że w kontekście tego, o czym dzisiaj piszę, staje się jeszcze bardziej jasne, dlaczego potrzebujemy Katolickich miliarderów.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail