Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Zakupy w niedzielę. Dlaczego je sobie odpuściłam?

ZAKUPY
Kai Oberhauser/Unsplash | CC0
Udostępnij

Na początku marca wchodzi w życie ustawa ograniczająca handel w niedziele. Pomysł budzi wiele emocji, bo chyba wszyscy przyzwyczailiśmy się do tego, że sklepy są otwarte przez cały tydzień. A jak na tę sprawę patrzeć z punktu widzenia katolika? Przecież nie ma przykazania: „Nie będziesz robił zakupów w niedzielę”.

Zakaz handlu w niedzielę

„Dlaczego tak się upieracie, żeby nie robić zakupów w niedzielę? Przecież sklepy i tak są otwarte!” – powiedziała kiedyś moja córka, gdy chciała wejść na chwilę do sklepu po jakąś małą rzecz, a akurat tak się pechowo złożyło, że była niedziela. No właśnie – dlaczego? Co jest złego w zakupach w niedzielę?

Ja sama często pracuję w niedziele. Taka jest specyfika agencji informacyjnej. Mnie akurat to mało boli, bo mogę pracować w domu albo – jak śpiewały Brathanki – „w kinie, w Lublinie”, kiedy trafia nam się wyjazd albo impreza. Ale moja sytuacja nie jest typową sytuacją niedzielnego pracownika.

 

Kasia idzie do pracy

A jak wygląda taka typowa sytuacja? Katarzyna pracuje w sklepie spożywczym w małym miasteczku na Mazowszu. Dwa razy w miesiącu wypada jej niedzielny dyżur. Wtedy wstaje o 6 rano, gotuje obiad dla męża i dwóch córek, układa na dwóch stosach ubrania dla dziewczynek (dla jej męża dopasowywanie dziecięcych rajstop do sukienek to wciąż za wysoki level) i wychodzi do pracy, często żegnana płaczem dzieci.

Pracę zaczyna o 9.00 Teoretycznie kończy o 17.00, ale prawie zawsze wychodzi później, bo ostatni klienci zamarudzą albo trzeba dokończyć sprzątanie. Zwykle nie wyrabia się z pójściem na mszę. Sama przyznaje, że gdyby się bardziej postarała, to by jej się udało pójść na 7 rano (to w jej parafii jedyna opcja), ale ciągle nie potrafi się zorganizować i często nie ma na to siły.

 

Wreszcie odpocznę

Jak to wygląda z punktu widzenia jej szefa? Mówi, że nie może się doczekać, kiedy „ten PiS” (mina wskazuje na to, że z „tym PiS-em” raczej mu nie po drodze) wreszcie zamknie sklepy w niedziele. „Ja odpocznę, moja rodzina odpocznie, pracownicy odpoczną. Tylko jest jeden warunek – wszyscy muszą zamknąć”.

Nigdy nie był fanem handlowania w niedziele. Obrót jest wtedy zawsze mniejszy niż w inne dni, a on sam i pracownicy są czasem bardziej wykończeni niż po tygodniu harówki. Ale uważa, że klienci poszliby do konkurencji, a on dostałby łatkę lenia. Kiedy wszystkie cztery sklepy w mieście będą zamknięte, ludzie będą robili zakupy w pozostałe dni.

 

Mniejsza premia

W jednym z dużych warszawskich sklepów z wyposażeniem wnętrz łączny utarg z soboty i niedzieli jest taki sam jak z pozostałych pięciu dni tygodnia. Ewa, szefowa kasjerów mówi, że do tej pory nikt nie brał pod uwagę zamykania sklepu na niedziele (chociaż wszystkie sklepy tej firmy we Francji są tego dnia zamknięte). Ona sama cieszy się z planowanego zakazu handlu, bo będzie miała więcej czasu dla męża i dzieci. Jak trafi się wolna sobota, wreszcie będzie mogła wyjechać na cały weekend.

Widzi też dwa finansowe minusy zakazu handlu w niedziele. Spodziewa się, że utarg w jej branży będzie mniejszy, bo część klientów nie odwiedzi sklepu w inny dzień niż niedziela. A to oznacza mniejsze premie za sprzedaż dla pracowników. Poza tym sklep będzie miał mniejsze zatrudnienie. Chociaż akurat to ostatnie jest dla Ewy raczej plusem, bo w ostatnich miesiącach zajmowała się głównie rekrutowaniem i szkoleniem pracowników i ma już tego powyżej uszu.

 

Nie ma przykazania

Formalnie katolików nie obowiązuje zakaz robienia zakupów w niedziele. Jest przykazanie „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. To znaczy, że trzeba w niedzielę i święto pójść na mszę i powstrzymać się od prac niekoniecznych. Bóg zaprasza nas do tego, żebyśmy przeznaczyli jeden dzień w tygodniu na spotkanie z Nim i z innymi ludźmi oraz na odpoczynek. Teoretycznie nie łamiemy trzeciego przykazania chodząc na zakupy – o ile oczywiście jesteśmy tego dnia w kościele.

Problem w tym, że robiąc zakupy w niedzielę przyczyniamy się do tego, że ktoś tego dnia pracuje. Nie spędza czasu z rodziną, nie odpoczywa i może mieć problem z pójściem na mszę. To prawda, że zachowanie jednego klienta nie zmieni polityki sklepu. Ale przecież tak samo jest z głosowaniem w wyborach czy bojkotowaniem firm, które robią niefajne kampanie reklamowe. Po pierwsze: każdy dostaje tylko jedną kartę wyborczą, ale wszystkie te pojedyncze głosy decydują o losach kraju. Po drugie: warto się opowiadać po „jasnej stronie mocy” także w drobnych, prozaicznych sprawach. Tak to mniej więcej tłumaczę swojej córce (i sobie samej).

 

Niewygórowana cena

„Przecież świat się nie zawali, jeśli w niedzielę kupię słoik majonezu do sałatki”, „Skończyło mi się pieczywo, a przecież muszę coś jeść” – czasem zdarza się całkiem sensowny powód do robienia zakupów w niedziele. Oczywiście, bywają sytuacje wyjątkowe. Tylko że w każdej takiej sytuacji warto sobie zadać pytanie: Czy rzecz, którą chcę kupić, rzeczywiście jest mi niezbędna? I czy koniecznie muszę ją kupić dzisiaj? Jeśli nie mam pieczywa, to mogę zrobić naleśniki albo pożyczyć chleb od sąsiadów. A na pewno mogę lepiej zaplanować następne weekendy.

Żyję w takim miejscu i czasie, że przyznawanie się do Jezusa nie jest niebezpieczne. Nikt mi z tego powodu nie grozi śmiercią. Ironiczny uśmiech, nieprzyjęcie do jakiejś pracy czy zjedzenie sałatki bez majonezu – to nie są wygórowane koszty za bycie katoliczką.

 

Głupota

Wiem też z własnego doświadczenia, że zmuszanie bliźnich do pracy w niedziele może wynikać z braku wyobraźni i refleksji. Kilka lat temu, kiedy dzieci były małe, a my z mężem wiecznie zabiegani i niedospani, też mieliśmy zwyczaj, że w niedzielę po kościele czasem wpadaliśmy do sklepu po bułki. Z czasem zaczęliśmy tam zaglądać co tydzień, spędzaliśmy w sklepie coraz więcej czasu i wynosiliśmy coraz większe siaty.

Aż pewnego dnia, w Niedzielę Palmową, spojrzeliśmy na siebie idących z palmami (!) do sklepu i powiedzieliśmy sobie: co za absurd! Od tej pory nie chodzimy, nie robimy żadnych zakupów w niedziele. I żyjemy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail