Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jak wygląda dzień siostry zakonnej? Opowiada s. Maria Vianneya

SIOSTRA MARIA VIANNEYA
Archiwum prywatne
Udostępnij

Co siostry zakonne jedzą na śniadanie? Jak wygląda ich cela? I dlaczego niektóre z nich z samego rana biegają po ogrodzie? Opowiada s. Maria Vianneya ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, do którego należała św. s. Faustyna Kowalska.

Prawie sto kobiet w jednym miejscu. Czy tak da się żyć? Jak wygląda ich dzień? Czy zawsze są punktualne? I dlaczego ziewają na różańcu „dla chętnych”? O to wszystko zapytałam s. Marię Vianneyę w budynku Faustinum w krakowskich Łagiewnikach.

 

Jola Szymańska: Czym zajmuje się Siostra w zakonie?

s. Maria Vianneya ZMBM*: Moim głównym zadaniem jest przyjmowanie pielgrzymów anglojęzycznych. Pokazuję im różne miejsca, mówię o orędziu miłosierdzia, które Pan Jezus przekazał przez Św. Siostrę Faustynę. A kiedy nie ma pielgrzymów, jestem częściej tutaj, w Stowarzyszeniu Faustinum. Zajmuję się wysyłką materiałów formacyjnych, korespondencją, tłumaczeniami.

A dla Siostry powołanie „do zakonu”, to powołanie do czego?

Do większej miłości.

Na czym ono polega?

Każdego dnia otwieram się na to, co daje mi Bóg, bo mówi o swojej miłości praktycznie przez wszystko, co mnie otacza. Uczę się tego języka (śmiech) i uczę się odpowiadać na tę miłość, co różnie mi wychodzi.

Taka miłość jest inna niż „w świecie”, jak my to mówimy. Zgromadzenie to wspólnota ludzi, którzy są razem niezależnie od tego czy chcą, czy nie chcą. Mamy różne charaktery, różne osobowości, jest nas tutaj prawie sto. To ciągłe uczenie się kochania mimo wszystko, mimo że ktoś jest inny.

Jedno jest pewne – będziemy się w tym ćwiczyć do końca życia. (śmiech)

 

Jak wygląda dzień w zakonie?

O której zaczyna się dzień Siostry?

Bardzo wcześnie, bo o 5:20. Potem, za pięć szósta zaczynamy w kaplicy wspólne modlitwy.

Czyli rano ma Siostra pół godziny, żeby się ubrać, zjeść śniadanie…

Nie, śniadanie jest później. Od 5:20 mamy czas na indywidualną modlitwę, przygotowanie się, ubranie się, dojście do kaplicy. Niektóre siostry idą się jeszcze napić kawy albo mocnej herbaty, albo idą na spacer, biegają po ogrodzie.

O 5:20?

No tak. To wszystko do za pięć szósta. Później pół godziny medytacji, Msza święta, jutrznia. I śniadanie… tak za dwadzieścia ósma.

Co jecie na śniadanie?

Dużo wędliny, bo po wędlinie człowiek ma więcej siły i to dłużej trzyma (śmiech). Jest też chleb, biały ser. Czasem kaszanka w poniedziałek, czasem ryba w piątek. Jajecznicę mamy średnio raz na rok, bo ciężko usmażyć ją dla stu osób.

Po śniadaniu, w zależności od zadań – niektóre siostry idą do obowiązków, inne idą się pomodlić, a potem do obowiązków. O 12:30 mamy obiad. Potem znowu praca, modlitwa do Godziny Miłosierdzia (15:00). Dalej czas na pracę i modlitwę do 17:40. Wtedy jest kolacja. Po niej do 20:00 modlitwy wieczorne.

Jeśli jesteście na nogach od 5:20, to o 20:00 można się właściwie kłaść spać?

Można, ale mamy jeszcze różaniec dla chętnych, za rodziny. To dobra rzecz, chociaż czasem ziewa się już w ławce. Zdarzają się też czuwania nocne, czy różne takie… Nie śpi się potem dłużej, ale Pan Bóg daje siłę.

Wszędzie są siostry punktualnie?

Hmm… w armii Pana Jezusa jest raczej jak w wojsku. Czasem słyszymy: „Wy to jak w wojsku macie. Ledwo wybije godzina, dzwoni dzwonek i już biegniecie na obiad”. Ale jeśli coś wypadnie po drodze, to od punktualności ważniejsza jest miłość. Na przykład kiedy biegnę na wspólny posiłek, a ktoś potrzebuje pomocy.

Za ścianą jest replika celi siostry Faustyny. Codzienność sióstr bardzo się zmieniła od  jej czasów?

Na pewno życie jest trochę szybsze.

Nawet tutaj?

Tak. Przez technikę, komórki, internet, telewizję. Dziś można być w zgromadzeniu tylko ciałem, a duchem… żyć jak w świecie. Tyle tylko, że nosisz habit. Dlatego takie ważne jest dla nas budowanie więzi z Jezusem.

Siostry mają komórki?

Nie wszystkie. Niektóre ze względu na obowiązki mają.

 

SIOSTRA MARIA VIANNEYA
Archiwum prywatne

 

Jak odkryć swoje powołanie?

A angielski? Nauczyła się go Siostra w zakonie?

Wstąpiłam już po studiach. Miałam za sobą doświadczenie paroletniej pracy w szkole. Uczyłam angielskiego. Teraz Pan Bóg wykorzystuje to tutaj.

Długo dojrzewał w Siostrze pomysł na powołanie.

Od dzieciństwa chciałam robić coś dla Pana Boga, ale nie wiedziałam, co. Modliłam się: „Panie Jezu, zrobię dla Ciebie wszystko. Tylko nie każ mi iść do zakonu”. Był jeden chłopak, drugi, trzeci… w końcu stwierdziłam, że chcę czegoś więcej, że taka miłość mi nie wystarczy.

W pewnym momencie powiedziałam Jezusowi: „Dobrze, jeśli chcesz, niech tak będzie. Ale muszę wiedzieć na sto procent. Inaczej nigdzie nie idę.”

I przekonał Siostrę na sto procent?

Zbierałam te procenty przez kilkanaście lat. Byłam we wspólnocie, w oazie, w Odnowie w Duchu Świętym. Procenty rosły, rosły, aż w pewnym momencie, kiedy miałam ich prawie sto, pojechałam na rekolekcje ignacjańskie. To był sierpień 2006 roku. Weszłam tam do kaplicy i powiedziałam: „Panie Jezu, jestem już zmęczona zbieraniem tych procentów. Już byś mi wreszcie powiedział”. I usłyszałam w sercu: „Już tyle ci powiedziałem!”.

Pan Bóg dał mi też niesamowitego kierownika duchowego. To on powiedział mi, że stu procent nigdy nie będzie, że Bóg daje mi wolną wolę. Nie może dać mi pewności, ale podprowadzi mnie do decyzji. I mimo że wiem na 99,999 procent, to w ostatniej chwili mogę powiedzieć „nie”. I On to uszanuje.

Dla rodziny i przyjaciół to musiał być szok?

Moja młodsza siostra zapytała od razu: „Co ty zrobisz ze swoimi rzeczami?!” (śmiech). Dla mnie to nie był problem. Ale nigdy nie zapomnę mojej rozmowy z tatą.

Ukochana córeczka na zakonnicę?

Tak. Tato zawsze mówił mi i siostrze: „Ja bym bardzo chciał, żebyście miały przynajmniej takich mężów, jak ja. Mogą być lepsi. Ale przynajmniej takich jak ja.”

Powiedziałam mu: „Tato, zastanawiałam się, co Pan Bóg chce ode mnie w życiu. Chciałabym coś dla Niego robić, ale nie wiedziałam, co. Ale już ten problem rozwiązałam. Idę do zgromadzenia”. Prawie zemdlał na fotelu.

Nie spodziewał się?

Nie, zupełnie! Wstał, wyszedł z pokoju. Wrócił po chwili, mówi: „Kiedy idziesz?” – „Za tydzień.”- „Za tydzień?!”. Znowu wyszedł. Nie chciałam rozmawiać z rodziną wcześniej. Wiedziałam, że mnie zagadają, przekonają, że to bez sensu. Teraz, gdy widzą że jestem szczęśliwa, dzielą ze mną moją radość.

 

Początki w zakonie. Walka wewnętrzna

Co Siostrę najbardziej zaskoczyło w zakonie?

Wszystkiego nie mogę zdradzić (śmiech). To duży przeskok, szczególnie kiedy ktoś już pracuje, jest odpowiedzialny za siebie i nagle znów podlega pod kogoś innego. Do tego dochodzi inny styl życia – modlitwa, praca, modlitwa, praca, chwila odprężenia i modlitwa, praca.

Wtedy zdziwił mnie ten brak czasu na odpoczynek. Dziś uczę się odpoczywać z Jezusem. I wiem, że wszystko co robię, może stać się modlitwą, jeśli moje serce jest zjednoczone z Nim. I o to chodzi.

Nie miała Siostra ochoty odpuścić?

W postulacie miałam czas takiej wewnętrznej walki. Do naszego domu na Żytniej w Warszawie przyjeżdżali pielgrzymi, często zagraniczni. Mieli spotkania w kaplicy. Pewnego dnia, zastanawiając się, co ja tu w ogóle robię, weszłam do refektarza, żeby napić się herbaty i słyszę przez głośnik po angielsku: „Tu cię powołałem i przygotowałem wiele łask dla ciebie”. To mi wystarczyło. Te słowa Pan Jezus powiedział do Faustyny, kiedy miała dylematy w postulacie.

A może jest tak, że powołanie to wypadkowa ludzkiego charakteru i pragnień? Choćby to, że lubię być z ludźmi, albo chciałabym mieć rodzinę. To dobre kryteria wyboru?

Jest takie zabawne powiedzenie: „Pan Bóg buduje na naturze”. I ktoś dodał: „najedzonej i wyspanej” (śmiech). Bóg buduje na tym, kim jesteśmy, co nas pociąga. Jednych pociąga małżeństwo, innych życie w zgromadzeniu albo instytucie świeckim jako osoba konsekrowana, albo do życia w świecie, ale nie dla siebie, tylko dla innych ludzi. Prawdziwe szczęście wynika z wyboru, który zawierzamy Bogu.

 

*ZMBM – Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, które istnieje od 1862 roku. To do niego należała św. Siostra Faustyna Kowalska.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail