Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy spowiadać się u księdza, który mi się podoba?

SPOWIEDŹ
EAST NEWS
Udostępnij

Czy powiedzieć mu o tym? Czy nadal się u niego spowiadać? Temat trudny, ale spróbujmy odpowiedzieć.

Zaznaczone w tytule pytanie dotarło do naszej redakcji od jednej z czytelniczek. Jako ksiądz spędzający nieco czasu w konfesjonale zastanawiam się, co bym odpowiedział, gdyby zadano mi je osobiście.

 

Po pierwsze – nie dramatyzować

W sumie nie stało się nic strasznego, ani nawet specjalnie dziwnego. Ksiądz niewidzialny nie jest, może się spodobać. Zdarza się. A biorąc pod uwagę, że to czy ktoś nam się spodoba, czy nie jest zazwyczaj niezależne od naszej woli, tym bardziej nie trzeba z tego robić tragedii.

Nie jest zbrodnią, że jakiś mężczyzna „wpadł Ci w oko”. Nawet jeśli to mężczyzna w sutannie.

 

Po drugie – trochę realizmu

Warto wziąć pod uwagę, że ksiądz ma nawet pewne „predyspozycje”, by się spodobać. Wyróżnia się z tłumu. Choćby strojem. Zwraca na siebie uwagę. Nawet mimowolnie, z racji pełnionych funkcji. Odprawia mszę, mówi kazanie, odprawia nabożeństwo. Jakby się nie starał być przeźroczystym, widać go.

Na dodatek widzisz go, kiedy robi rzeczy z kategorii „wzniosłe”, co również może być na swój sposób atrakcyjne. Raczej nie miewasz okazji oglądać go, kiedy pije piwo przed telewizorem lub dłubie w nosie, albo słuchać go, gdy opowiada głupie żarty.

Niekoniecznie musi to robić, ale weź pod uwagę, że siłą rzeczy masz trochę wyidealizowany obraz tego mężczyzny. Poza tym ksiądz niejako „z urzędu” wzbudza zaufanie i daje swoiste „poczucie bezpieczeństwa”. A jeśli spotkałaś go w konfesjonale, gdzie Cię wysłuchał, starał się zrozumieć, był łagodny i wyrozumiały, a na koniec powiedział Ci jeszcze dobre słowo, to nic dziwnego, że w serduszku mogło coś drgnąć.

Z jednej strony to ksiądz i można przypuszczać, że naprawdę stara się być jak najlepszym człowiekiem. Z drugiej jednak warto przemyśleć powyższe i trochę sobie „odczarować” jego wizerunek. Prawdopodobnie nie jest aż tak idealny, jak podpowiada Ci zauroczenie.

 

Czy nadal się u niego spowiadać?

To chyba niekoniecznie najlepszy pomysł. A to z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze: Zauroczenie ma to do siebie, że szybciej lub później mija. Spowiedź to często dość emocjonujące spotkanie (zwłaszcza dla penitenta).

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ponawianie kontaktu przy tej okazji będzie tylko niepotrzebnie podsycało i przedłużało ten mało komfortowy stan, w którym się znajdujesz. Oczywiście, jeśli to jedyny możliwy spowiednik w promieniu kilometrów, to lepiej spowiadać się u niego niż w ogóle. No ale ileż – powiedzmy sobie uczciwie – może być takich sytuacji?

Po drugie: Tak to już działa, że nawet podświadomie staramy się podobać temu, kto nam się podoba. Nie tylko w relacjach damsko-męskich. Ten prosty mechanizm może – niezależnie od twojej woli – mieć wpływ na szczerość twojego wyznania. A nie chcesz przecież ryzykować nieszczerości w sakramencie pokuty i pojednania, prawda?

 

À propos szczerości! Powiedzieć mu o tym?

Nie. Raczej nie. Bo i czemu miałoby to służyć? Być może Tobie przyniosłoby ulgę, ale Twój spowiednik nie za bardzo będzie chyba miał co z tą wiedzą zrobić. Zakaże Ci się u siebie spowiadać? Na to liczysz? Może. Ale równie dobrze – przez delikatność, nie z perwersji – może tego nie zrobić. Masz pewność, że nie da Ci w ten sposób – mimowolnie – jakiejś „złudnej nadziei”?

Poza tym, nie zrozum mnie źle, ale „miej litość”. Ten ksiądz to też facet jak każdy inny (niemal). Pod sutanną bije zwykłe, słabe, zranione grzechem pierworodnym ludzkie serce, a znad koloratki wystaje głowa z parą prawdopodobnie sprawnych ludzkich oczu i kłębowiskiem bardzo ludzkich myśli i emocji pod czaszką. Jemu też może być trudno nie zainteresować się – zupełnie niezdrożnie – kimś, kto nim się zainteresował.

Tacy już jesteśmy – my, ludzie. Podoba nam się, gdy się podobamy. A to już na pewno nie ułatwi sprawy, która dla Ciebie i tak jest przecież trudna.

 

Post scriptum

Autor przyznaje bez bicia, że jest bardzo „początkującym” księdzem, a w konfesjonale siada raptem od ośmiu miesięcy. Trochę dłużej jest facetem, ale to też raptem niecałe trzy dekady. Ma świadomość, że wszystkich rozumów świata jeszcze nie przyswoił i raczej nie przyswoi. Napisał, co napisał w odpowiedzi na temat zaproponowany przez Szanowną Redakcję i uprasza nieśmiało, by go za powyższe na surowo nie pożreć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail