Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

On, ona i rozmowa. To nie czas na pretensje!

ROZMOWA
Shutterstock
Udostępnij

„Porozmawiajmy” – mówi ona. On na dźwięk tych słów dostaje gęsiej skórki. Nie dlatego, że naoglądał się brazylijskich tasiemców i tam to słowo pada co trzy minuty, zostawiając niewiele miejsca na akcję pomiędzy niekończącymi się konwersacjami. Wszystkie neurony świecą na alarm, bo wie, że „porozmawiajmy” oznacza trudne kwadranse.

Mój mąż nie chce rozmawiać!

Jasne, że są związki, w których oboje lubią ze sobą gadać i robią to długo, często i z przyjemnością. W życiu nasłuchałam się jednak wiele o sytuacjach, w których pragnienie rozmowy ma tylko jedna strona – najczęściej kobieta. Najtrudniejsze są publiczne wyznania żon w obecności mężów, że ona aranżuje wszystko i szuka czasu na dialog, a jemu kompletnie na tym nie zależy.

O dziwo jakoś moje serce staje blisko mężczyzn. Mimo że nie odmawiam kobietom pragnienia tej bliskości, jakiej doświadcza się w rozmowie i skupieniu uwagi na sobie nawzajem. W końcu sama bez rozmowy czuję się jak usychająca roślinka. Między jednak tą potrzebą i jej zaspokojeniem może się wydarzyć coś, co sprawia, że podejmowane próby kończą się bolesnym fiaskiem. Cóż, sama mam na tym polu liczne „zasługi”.

 

Rozmowa – przegląd związku?

Jednym z możliwych scenariuszy porażki jest traktowanie rozmowy jako przestrzeni do (w końcu) wygarnięcia drugiej stronie wszystkich pretensji, i to w sposób niepoddany żadnym zasadom konstruktywnego dialogu. Gdy „rozmowa we dwoje” oznacza sporządzenie drugiemu listy rzeczy, z których się nie wywiązał i oczekiwań, do których nie dorósł, nietrudno się dziwić pragnieniu ucieczki, jakie rodzi się w głowie i sercu mężczyzny.

Druga opcja – to nieustanny przegląd stanu związku. Wtedy czas rezerwowany na dialog wypełnia analiza tego, co u nas nie działa; najczęściej zresztą mająca swój punkt odniesienia w tym, jak ze sobą żyją „inni” – obojętnie czy żywi, czy modelowi. Relacja wówczas staje się niekończącym zadaniem, placem budowy, projektem wpisanym do excela. Rozmowa to tak naprawdę omówienie przymusów, które w odczuciu żony zaprowadzą małżeństwo ku wyczekiwanemu szczęściu.

Kolejna ślepa ulica – to ocena. Może nawet dialog zaczyna się dobrze: dzielimy się tym, co w duszy gra. I wtedy on mówi o tym, że marzy o wyprawie rowerowej do Wilna. „Czyś ty zgłupiał?”. „Czy ty w ogóle czasem myślisz o nas?”. „Obiecałeś mi w tym roku wakacje w Chorwacji”. Kończy się dialog, który jest dzieleniem się sobą, a zaczyna się rozprawa sądowa. Do tego jakby nie do końca uczciwa, bo najpierw zdobywamy czyjeś zaufanie, by odkrył coś z siebie, a potem rozpoczynamy serię z messerschmitta w otwartą klatkę piersiową.

 

Dojrzewanie do dialogu

Wreszcie małe szanse powodzenia ma rozmowa, w której ona oczekuje od mężczyzny, by rozwiązał wszystkie jej problemy. I przerzuca na niego odpowiedzialność za siebie, co staje się dla niego ciężarem nie do uniesienia. Po stronie słuchającego zostaje poczucie winy i niespełniania oczekiwań, po stronie snującego opowieść – ból bycia niezrozumianym.

Obok refleksji nad koniecznością dojrzewania do dialogu, chodziło za mną już od dawna przekonanie, że małżeńskie dialogi potrzebują „odbarczenia”. I choć są tak bardzo potrzebne – dobrze zrobiłoby im zdjęcie z nich ciężaru obowiązku i śmiertelnej powagi. Że przydałby się powrót do lekkości, jaka towarzyszy zakochanym, gdy dopiero nawzajem siebie poznają.

Związkowi może pomóc powrót do czasu, gdy słuchaliśmy drugiego po prostu z ciekawością. Kim jesteś? Czego potrzebujesz? Jakie masz wspomnienia? O czym marzysz? Jeśli buty małżeńskich ról sprawiły, że czujemy się uprawnieni do ocen i informowania o swoich oczekiwaniach, może warto na chwilę z nich wyjść – i przypomnieć sobie, że poślubiliśmy oddzielnego od nas człowieka, który ma swój własny pasjonujący świat. Coś z tego zachwytu może na nowo wrócić. A może zachwyt będzie tym większy?

Myśląc o tym, jak sprzyjać takim dialogom, przygotowałam „Słoik pełen rozmów”. Do słoika wystarczy wrzucić „losy” – w upominku dla Was znajdziecie arkusz z prawie 60 tematami do rozmowy o tym, kim jesteśmy. Można go pobrać TUTAJ. Gdy już mamy kwadrans dla siebie, wystarczy się poczęstować losem ze słoika. Dobrych dialogów!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail